Jeszcze Pan Tusk nie objął rządów, a już nie wybudował nam setek kilometrów autostrad i nie stworzył drugiej Irlandii. Widać w przeciwieństwie do Pana premiera i jego 3 milionów mieszkań, nie ma oporów aby łgać w żywe oczy.
Ale to nie pierwsze oszustwo Donalda, który wykorzystując naiwność swoich wyborców (tzw. głupków i motłochu) obiecał, że od teraz będzie żyło się lepiej. Jak się bowiem okazało Hanna Gronkiewicz Waltz zdecydowała się na remont Krakowskiego Przedmieścia, tak umyślnie rozpoczynając pracę, aby w listopadzie uniemożliwić Panu prezydentowi wydostanie się z pałacu.
I rzeczywiście można by nawet rzec, że po remoncie reprezentacyjnej ulicy lepiej się będzie żyło Warszawiakom, ale najważniejsze jest to, że w tym momencie na pewno lepiej nie żyje się Panu prezydentowi, a to przecież głowa naszego państwa. Tymczasem wszyscy wiemy, że ryba psuje się od głowy, więc być może za to, że w zamian za wyremontowanie dla nas drogi, cały kraj (poczynając od głowy państwa) narażamy na owe psucie, wszyscy Pana prezydenta będziemy musieli kiedyś przepraszać.
Jak na razie przepraszać powinna Hanna Gronkiewicz Waltz gdyż jak podała prezydencka kancelaria remont tego odcinka drogi bez porozumienia z Kancelarią jest dowodem albo na nieudolność, albo na sabotaż.
I trudno się dziwić wyważonej wściekłości Pana Prezydenta (stawiamy raczej na sabotaż Pani Hani), wszak jak stwierdził dziś jego brat w przeciwieństwie do Donalda Tuska nie wychował się na podwórku tylko w lepszym miejscu. A przecież bracia od zawsze chowani byli razem.
Owa podwórkowa wzgarda Pana premiera jest ze wszech miar uzasadniona, wszak gdy Tusk z umorusaną proniemiecką gębą ganiał za piłką, Jarosław i Lech mieli już na koncie poważny debiut filmowy i widocznie kontrakt z Polską Wytwórnią Filmową zakazywał im bawić się z podwórkowym motłochem. I nic dziwnego jeszcze by, ci przyszli wyborcy Tuska i Leppera ukradli pomarańcze przywożone przez tatę, nie tylko zza wschodniej granicy. Widać od początku nie łatwe było życie tych dziecięcych celebrytów, a teraz jeszcze ten nieszczęsny remont.
Złośliwi twierdzą co prawda, że wychowywanie się na planie filmowym, niekoniecznie jest lepszym miejscem niż podwórko, zwłaszcza w świetle ostatnich aktorskich doniesień z IPN, ale widać już wówczas bracia Kaczyńscy poznawali, kto pociąga za sznurki, nawet jak były to tylko filmowe pacynki.



Komentarze
Pokaż komentarze (22)