Sianecki zrobił dziś program o tym gdzie się Tusk wychował. Łoskot ulgi, że to już koniec nadal daje się słyszeć. Jeszcze parę dni i chociaż część choroby ustąpi.
Na spotkaniu z Rokitą w salonie chciałem się spytać co to jest honor. Nie spytałem, może i dobrze. Teraz patrzę jak przeczołgują krwawego Ludwika, kaleczą go estetycznie, powoli jak zwykle, aż w końcu się pod naporem załamie. A jednak tkwi w Kaczyńskim jakaś demoniczna siła. Dorn, Mężydło, obijani przez Sb, tłuczeni niczym worki kartofli nie potrafią mu powiedzieć proste sp…aj. Żal na to patrzeć, choć może to Kaczyński jest niedoceniany. To chyba typowy paradoks władcy, dwór cały w strachu, a lud drwi z niego i szydzi. Dorn miał chociaż jakiś margines swobody, ale widać był to margines niewielki. Teraz go car złapał za przełyk i miażdży mu grdykę, nawet Polaczek odchodzi. Aż mi zaimponował. Polaczek? Palaczek mi zaimponował.
Warzecha napisał, że docenia, iż premier nikogo nie obraził w przemówieniu Sejmowym. A więc do tego już doszło, że teraz z tego się trzeba cieszyć. Ale nawet i to nie trwało długo, niektórzy się nie zmieniają.
Nie wychował się na podwórku, dziwnie zabrzmiało. Wszystkiego czego się nauczyłem o życiu, nauczyłem się na podwórku. Pierwsza próba charakteru była na podwórkowym boisku, pierwszy wpierdol, pierwsza lekcja pokory i pierwsze zwycięstwa. Jedyny moment gdzie po jakobińsku wszyscy są równi, żadnych przywilejów, liczysz tylko na siebie, sam sobie wyrabiasz pozycję.
Najsłabszy zawsze stoi na bramce, na kumpli się nie kapuje, nie możesz okazać się tchórzem- niby proste, a jednak nie każdy daje radę



Komentarze
Pokaż komentarze (48)