Informacje dotyczące Radosława Sikorskiego zagrażają interesowi państwa – orzekł Pan premier i jak sam przyznał to naprawdę wszystko co mogę na ten temat powiedzieć.
Niestety nie wiemy jakie to informacje i jakiego państwa tym razem dotyczą, ale sprawa jest raczej poważna, wszak znaczna część dotychczasowych wybrańców Pana premiera lądowała lub zapewne wkrótce wyląduję w kryminale. Ale tym razem chodzi chyba o coś innego, jak bowiem zapewniał minister Kamiński zarzuty dotyczące Sikorskiego nie są natury kryminalnej.
Być może więc informacje dotyczące Radosława Sikorskiego rzeczywiście zagrażają interesowi państwa, z tym, że jest to np. państwo Amerykańskie. Milczenie Pana premiera byłoby chyba wówczas w pełni usprawiedliwione. Z jednej strony wszyscy pamiętamy, jak minister Sikorski zamiast bez szemrania spełnić wszystkie amerykańskie rozkazy, zwane dowcipnie (ach ten amerykański humor) sojuszniczymi propozycjami, postanowił się niczym Izrael czy Egipt niegodnie targować, co wystawiło na szwank naszą dumę sarmacką. Z drugiej zaś strony, osobista znajomość Sikorskiego z rozmaitymi politykami amerykańskimi i to znajomość nie okupiona wysyłaniem żołnierzy polskich w celach eksportowania demokracji amerykańskiej, może wydać się podejrzana. Wszak skoro jakiegoś Polaczka Sikorskiego przyjmowali tam za darmo i to nie do polerowania podłóg w Kongresie, to zapewne musi być szpiegiem, zwłaszcza że przecież już wcześniej ustaliła to WSI.
Tak czy inaczej, jeszcze raz okazało się jak skuteczne diagnozy potrafi stawiać polska myśl prawicowa, wszak nie od dziś w obiektywnie prawicowych mediach lansowana jest teza jakobyśmy mieli elity postkolonialne. Widać tym razem jest to tzw. niepodwórkowy postkolonializm żoliborski.
Ale są też tacy i jest to grono całkiem liczne, którzy uważają że owszem Radek Sikorski zagraża państwu polskiemu, z tym że tym razem chodzi o Państwo Kaczyńskich. Wydaje się to słuszne zwłaszcza w kontekście apelu o dorzynaniu politycznych watah. Co prawda zdaniem niektórych, taka interpretacja przywoływałaby na myśl, niezbyt demokratyczną maksymę króla Ludwika XIV, ale na szczęście jest to zarzut raczej chybiony. Wszak ów król zamiast w sweterek ubierał się jak współczesna Drag Queen, więc dziś zamiast premierowania, zapewne polowałby na klasztor Bazylianów po to, aby, jak to czujnym katolickim okiem wyłowił Jan Pospieszalski, zrobić tam muzeum chędożenia Miłosza i Iwaszkiewicza.



Komentarze
Pokaż komentarze (69)