Pierwsze osiągnięcia Donalda Tuska Oprócz dość zaskakującego faktu, że w przyszłym rządzie Tuska, jak na razie trudno szukać jakiegoś kryminalisty, co stanowi swoisty upadek obyczajów (zwłaszcza na tle poprzedników), Donald Tusk może pochwalić się jeszcze innymi osiągnięciami. I nie chodzi tu nawet o to, że porażającymi obelgami obraża pałac prezydencki (co znając dobroduszność papy prezydenta jest szokująco trudne), ale o coś głębszego, coś co dotyka najgłębsze pokłady wyzwolonych umysłów.
Okazuje się bowiem, że Donald Tusk przeprowadził tak błyskotliwą kampanię wyborczą, że uwierzyli mu nawet sympatycy Prawa i Sprawiedliwości. Owszem, raczej na niego nie głosowali, zapewne, słusznie bojąc się czarnej polewki, ale nie znaczy to, że mu nie zaufali. O dziwo w swej tuskowej wierze okazali się nawet bardziej zatwardziali, od fanatyków Platformy, co jednak z drugiej strony nie powinno nas zaskakiwać, wszak nie od dziś wiadomo, że statystyczny wyborca PiS to człowiek głęboko wierzący. Owa zatwardziała wiara, odnosi się przede wszystkim do słynnego irlandzkiego cudu, który swymi spracowanymi, kaszubskimi rękoma rzekoma uczynić ma Donald Tusk. „O cudzie, gdzie jesteś”, „cudzie przybywaj”, „Cuda Panie ogłaszają”- wołają zwolennicy projektu 3 milionów mieszkań i z gorliwością pobożnego neofity, błyskotliwie zagajają rzeczywistych i domniemanych sympatyków PO. Owszem, zdecydowana większości zwolenników Pana Tuska, w żaden irlandzki cud złośliwie nie uwierzyła, zaś sam fakt dymisji najlepszego rządu od czasów Kaliguli, wystarczy im za boską interwencję na lata. Ale oczywiście nie znaczy to, że nieprzeciętny (przeciętniaków tam nie ma niejako z definicji) wyborca PiS nie może posuwistym ruchem wciskać w brzuch wyborcy PO, właśnie co poczętego życia irlandzkiego.
I chyba śladem swych, jeszcze wyborców podąża Pan prezes Kaczyński, który także uwierzył w irlandzkie cuda. Pan prezes rzutem na taśmę, niczym w wolnościowej Irlandii przekonał się bowiem do tej złej, liberalnej prywatyzacji i rozważa ponoć sprzedaż bogobojnej Rzeczpospolitej. Mało tego, poprzez polityczną absencję w komisji do służb specjalnych postanowił ją odbiurokratyzować (odwieczny postulat liberałów), rozumiejąc, że merytorycznie najsłabsi nie mogą marnotrawić publicznych pieniędzy. Zgodnie zaś z liberalnymi standardami transparentności po polsku, postanowił z partyjnych pieniędzy samemu sprawdzić finanse swej partii, zanim zrobi to, wszystkim nam znany pułkownik Miodowicz.


Komentarze
Pokaż komentarze (49)