Czy geje stanowią zagrożenie dla rodziny? Zdaje się, że w niektórych środowiskach pytanie to traktowane jest już jako retoryczne, a odpowiedź jak jeden z oczywistych dogmatów.
Najczęściej gdy pytam się w jaki sposób para kochających się mężczyzn może zagrozić ojcu z żoną i trójką dzieci, słyszę w odpowiedzi wyświechtane frazesy o propagandzie homoseksualnej, zagładzie cywilizacji, no i o tym, że takie związki nie pozwolą przetrwać gatunkowi ludzkiemu. Niestety, ale z punktu widzenia płodzenia potomstwa każdy gej co do zasady jest dla nas stracony. O tym czy mężczyzna może urodzić dziecko decyduje biologia, a nie to czy para mężczyzn żyje ze sobą w związku formalnym lub nieformalnym. Oczywiście można gejów do płodzenia potomstwa namawiać. Tylko, że jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że geje są przez określone środowiska uważani za chorych, którym wmówiono, że są zdrowi, to czy warto aby niewinne dziecko były wychowane przez ojca kryptohomoseksualistę, który albo by wychowa je w homoseksualnej propagandzie, albo co gorsza udowodni, że jest dobrym ojcem, co byłoby argumentem, za adopcją dzieci przez innych homoseksualistów (choćby samotnych). Zresztą gej zmuszony do płodzenia potomstwa będzie spełniał rolę rozpłodowego byka, tudzież laboratoryjnej strzykawki. A przecież przeciwnikom związków gejowskich nie chodzi o sam fakt zwiększania populacji, bo gdyby tak było to wystarczyłaby sieć banków spermy od heteroseksualnych studentów.
Inaczej do problemu podszedł bloger Andrzej-Łódź, który tak oto odpowiedział na moje pytanie:
każdy model stanowiący alternatywę dla rodziny (wiesz co mam na myśli pisząc o rodzinie) powoduje, że u części osób powstaje przekonanie, że ta otóż rodzina nie jest niczym wyjątkowym, że są inne, równie atrakcyjne modele intymnego związku. Utrata przekonania o wyjątkowości rodziny powoduje, że związek małżeński przeżywający kryzys nie postawi sprawy przetrwania relacji na pierwszym miejscu. No, bo skoro inni mogą inaczej? Tu orientacja nie ma znaczenia - chodzi o sam fakt nagłośnienia innego, alternatywnego modelu.
Podobnie z rozwodami - tu pewnie będzie dla Ciebie bardziej zrozumiale - otóż jeśli rozwiedzie się kilkoro Twoich znajomych dużo trudniej będzie Ci wyprowadzić Twój związek z kryzysu (przynajmniej statystycznie). To dlatego dziś tak łatwo ludzie się rozwodzą, to jest samonapędzająca się maszynka.
Człowiek tyrający na dzieci ma prawo zazdrościć obnoszącemu się ze swą niezależnością gejowi, playboyowi, feministce itp., zwłaszcza, że z tą "niezależnością" łączy się beztroska wolność od najważniejszych w życiu zobowiązań - przyznasz, że to może być kuszące, prawda? "Ja tu się rypię z bachorami, haruję na nie ile tylko mogę a mój kumpel gej ma to gdzieś, forsy nie wydaje i pełen luz- żyć nie umierać. Jeszcze się opodatkował ze swoim kolesiem tak jak ja..." Jak myślisz majorze, czy takie okoliczności stanowią zagrożenie dla rodziny czy nie? Nie pytam jak Ty byś się zachował - nie mam powodu wątpić, że inaczej niż przyzwoicie ale trochę ludzi już poznałeś i chyba wiesz, że sporą grupą osób kierują okoliczności i powierzchowne
Andrzej postawił więc hipotezę jakoby na rynku rodziny pojawił się nowy towar - związki partnerskie, które swą atrakcyjnością kusi i przyciąga konsumentów, zagrażając bytowi tradycyjnego małżeństwa. Jednakże ja pytałem o związki gejowskie, które mają być dla rodziny gwoździem do trumny, a wedle teorii Andrzeja trudno jednoznacznie określić, kto tak naprawdę odpowiada za ten wdzięk, który skusił kolejnych chętnych. Czy są to związki par homoseksualnych, czy może wręcz przeciwnie to pary różnopłciowe doprowadziły do odstawienia w kąt małżeństwa. Aby więc teoria Andrzeja w jakikolwiek sposób dała się zweryfikować należałby zastanowić się nad hipotetyczną sytuacją, co by było gdyby wprowadzono jedynie związki partnerskie dla gejów. Skoro zdaniem Andrzeja dla atrakcyjności orientacja nie ma znaczenia, to znaczy, że związki gejów też mogłyby stanowić skuteczną alternatywę i co najważniejsze geje nie mogliby już zrzucać winy na heteryków.
I oto stajemy przed tytułowym dylematem, czy Janek rozwiedzie się z Gosią bo Roman i Marek żyją w związku partnerskim. Jeżeli tak to oznacza to, że styl życia gejów już tak działa na nasz system wartości, że niejako stanowi podświadome odwołanie do gejowskiej kultury, to tam szukamy wzorców i to stamtąd bije źródło świata doskonałego, świata arbitrów życiowych wyborów. A przecież geje czy feministki jak chce Andrzej żyją teraz jeszcze bardziej wolnościowo niż Ci co tyrają z bachorami, więc czy rzeczywiście, ktoś rzuca swe małżeństwo, bo Kazia Szczuka nadal nie wyszła za mąż. Kto wierzy, niech wierzy, ja jakoś uwierzyć nie mogę. Mało tego, nawet jak Janek chciałby żyć z Gosią, to musiałby Gosię zamienić na Krzyśka względnie poddać Gosię skutecznej operacji, gdyż związki gejowskie, jak sama nazwa wskazuje są tylko dla gejów. Ale ktoś powie, że Andrzej słusznie może podnieść swe racje i wskazać, że gejowskie związki partnerskie będą tylko forpocztą, za którą analogiczne prawa i obowiązki nadane zostaną również związkowi kobiety i mężczyzny, gdyż ci się będą o nie ubiegać. A wówczas Janek nie oświadczy się Gosi, bo Marek nie oświadczył się Krysi, która wybrała wygodne życie bez zbędnego formalizmu. I tu dochodzimy do sedna, bo okazuje się, że zagrożeniem dla tradycyjnej rodziny nie są geje, tylko inni heterycy, domagający się gejowskiego ustawodawstwa. To właśnie bowiem nie hermetyczny świat gejów , który ludziom nie jest znany na co dzień i przez większość uznany za wyuzdany, ale zachowania nas samych, gdzie każdy z nas może być uważany za wzór do naśladowania przez osoby nam bliskie, są dla nas zagrożeniem największym.
O ile jednak świat luźnych związków gejowskich nie jest dla nas wzorcem do naśladowania, bo naśladujemy osoby sobie bliskie i które nam imponują (a dla większości nie są to geje), o tyle w przypadku usankcjonowania homoseksualnych małżeństw, dla samej instytucji małżeństwa byłoby to korzystne. Teraz bowiem to pary małżeńskie poczuły by się dowartościowane, a walka o dobro jakim jawiłoby się maleństwo tylko utwierdzałoby ich w przekonaniu, że podjęli słuszny wybór. Skoro nawet geje uważają, że jest to coś dobrego. Odpadałoby też niebezpieczeństwo konkurencji. Ford T jest nada czarny, tylko teraz go mogą kupić także Kanadyjczycy.
Na koniec warto jeszcze zauważyć, że niektórzy tak jak Andrzej patrzą na rodzinę jako na dobro samo w sobie, ja natomiast traktuje ją jako objaw pewnego szczęścia, urealnienie własnych starań i marzeń. Rodzina nie jest zakładana dla samego bycia rodzina, tylko z powodu i w celu realizacji swoich pragnień. Na początku był chaos (albo siedem dni Pana Boga) a rodzina powstała później, jako pewna forma samorealizacji. Pełni więc rolę służebną wobec wypadkowej szczęścia jakieś małej grupy ludzi. Gdy z czasem formuła rodziny się wypali, w co wątpię (ludzkość jak na razie nie wymyśliła niczego lepszego, a do tego jest zdeterminowana genetyką) to powstanie coś zupełnie innego, również służebnego wobec człowieka. Dlatego ja sie nie boję, alternatywnej konkurencji, bo konkurencja z definicji wzmacnia twoje prawo wyboru, a przecież nawet jak wybierzesz życie na kocią łapę to możesz to zmienić.
No i jeszcze małe pytanko do „wolnościowców”. Jak to jest, że mam nie mieć do wyboru kilku nawet kilkunastu rodzajów związków z różnym stopniem trudności ich rozwiązania, skoro to moje życie i to ja powinienem decydować? Jak to jest, że państwo ogranicza mi wybór tylko do dwóch modeli, samo ustalając, jak bardzo muszę się związać z drugą osobą aby móc korzystać z szeregu ułatwień naszego wspólnego życia? Ktoś powie, bo to najlepsze warunki dla wychowywania dzieci. Wobec tego czy państwo wie lepiej, co jest dla mnie i mojego dziecka najlepsze?


Komentarze
Pokaż komentarze (23)