Recydywa tymińszczyzno-michniko-putinady powoli zaczyna się rozkręcać i gdyby nie awans do Euro, trudno byłoby o nawet najmniejszy uśmiech w ten ponury miesiąc listopadowy. Widać uczciwi dziennikarze, zwłaszcza ci odważnie niezależni od opozycji, karmieni państwową kaszą gryczaną kolejny raz mieli rację, wraca stare. Co prawda są i tacy, którzy twierdzą, że owszem wraca, ale niekoniecznie stare, skoro widać to było ledwie dwa lata temu, ale to są dziennikarze nieobiektywni, zwłaszcza z subiektywnego punktu widzenia interesów IV RP.
Jak bowiem inaczej można nazwać mianowanie tzw. prof. Bartoszewskiego na zaszczytną funkcję pełnomocnika do sprawa odbudowania dobrych relacji Polski z zagranicą (w skrócie PdsODRPzZ), skoro zdaniem wyborców PiS jest to postać ze wszech miar skompromitowana. Owszem, choćby w takiej Ameryce (Panie świeć nad jej duszą i niech kwitnie mocą tysięcy goździków pokoju) zazwyczaj mianuje się tych polityków, którzy cieszą się poparciem własnego elektoratu, ale kto powiedział, że we wszystkim mamy naśladować naszego starszego brata. Wystarczy, że mimo pewnych oporów poputczykowych karłów moralnych, rozsądni blogerzy coraz bardziej skłaniają się do puszczania z dymem wiosek afgańskich pastuchów.
Tymczasem mianowanie przez premiera z PO, polityka który wspierał PO i który cieszy się zaufaniem wyborców z PO, jest niczym innym jak bezczelnym nadużywaniem cierpliwości sympatyków Prawa i Sprawiedliwości i przypomina czasy Pol Pota, gdzie też nie liczono się ze zdaniem opozycji. Dzisiaj premier bez akceptacji PiS wybiera sobie ministrów, jutro pozwala sobie czytać tajne dokumenty, a pojutrze zacznie wsadzać PiS do więzienia. Czy trzeba nam więcej dowodów, Rado Europy gdzie jesteś?
Ale mało tego, nie dość, że premier sam sobie wybiera ministrów, to jeszcze ci ministrowie sami, bez dudniącego przepraszam Panie prezydencie, lub choćby zorganizowania ogólnokrajowego referendum, odwołują sekretarzy stanu. I to nawet tych, co są zagranicą. Nie chcą też na poszczególne urzędy mianować profesjonalnych wybrańców poprzedniej władzy. A przecież przykładowo specjalista od prawa ochrony środowiska, wprost nadaje się do Komitetu przeciwko Torturom Rady Europy. Wszak torturowanie ministra Szyszko myślą o tym, że koło rodzinnego siedliska przebiegać będzie warszawska obwodnica, zmusiło go nawet do przesunięcia jej trasy. I gdyby nie naprawienie tej krzywdy w postaci kilkumilionowego grantu na wieżyczkę obserwacyjną (na czasy recydyw jak znalazł) to nie wiadomo czy minister potrafiłby znieść te środowiskowe szykany. Ale pewnie Radzie Europy nie w smak takie kazusy i wolą propagandowe pacyfikacje wiosek.
Ale na szczęście chwilę oddechu można złapać w Pałacu Prezydenckim, o ile człowiek zdoła się przebić przez tłum interesantów. Podobno zapobiegliwy mecenas Olszewski szykuje pieniądze na czarną godzinę i sprzedaje jakieś aneksy . Widać ma głowę nie od parady, nawet wojskowej. Pan prezydent też nieco zajęty, postanowił bowiem uhonorować Leo Beenhakkera Krzyżem Zasługi i tym razem ponoć uważnie przeczyta to co zamierza podpisać. Co prawda być może na order zasługują również wszyscy piłkarze, w końcu to chyba oni strzelali bramki, ale materialna sytuacja pałacu jest dziś na tyle nieciekawa, że trzeba było nawet podnająć niektóre budynki, na pranie od Antoniego Macierewicza. Zresztą z rodakami nigdy nie wiadomo, taki Boruc np. jadł z Tuskiem śniadanie, więc lepiej dmuchać na zimne. Tak jak w przypadku Kazimierza Górskiego, który mimo wielokrotnych apeli dziennikarzy sportowych, wręczania Orderu Orła Białego z rąk obecnego prezydenta się nie doczekał.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)