Nie dłużej jak przedwczoraj, ci z żołnierzy kompani Delta, którzy pozostali jeszcze na wolności, zrekonstruowali przebieg słynnej akcji w Afganistanie, która ma być ponoć zbrodnią wojenną, a nawet, jak chce pewien dziennikarz wycinaniem bagnetem na plecach inicjałów kompanii.
Zeznania były niestety bardzo mało prawomyślne, a czasami wręcz nawet lewackie. Był płacz, rozpacz, a żołnierze nie chowali się za prawicowy parawan „wojny, która zawsze jest zła”, lecz przyznali, że strzelając do dzieci popełnili koszmarny błąd, ale tego nie chcieli i o żadnej zbrodni nie może być mowa. Pocisk ponoć trafił w wioskę przez przypadek, a nie na skutek zwierzęcej racjonalności, jak chciał kolega Rybitzky.
W zakamarkach umysłu próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie jak to się dzieje, że mimo tak intelektualno - moralnej przewagi prawicy, ten pokraczny karzeł lewicowego myślenia wskoczył niczym na plecy Sindbada i ujeżdżą umysły naszych żolnierzy ? Jak to jest, że owi żołnierze swe przypadkowe ofiary nie nazywają pastuchami, z którymi się muszą certolić? Jak to jest, że wbrew subtelnym uwagom Nicponia nasi rodacy nie chcą zatruwać studni i zamiast pacyfikować i przejmować kontrolę oni kanapki Afganom rozwożą, pomoc jakąś, humanitarną, dzieci w szkołach pisać uczą? Czyż ostatnia lekcja jakiej udzieliła Kasandra Oriana niczego ich nie nauczyła?
Czyż swobodne myśli, wzlatujące znad suto zastawionego stołu, gdzie bawarscy fabrykanci w towarzystwie niedoszłego wiedeńskiego malarza, rozważali o wyższości prawicowych imponderabiliów, nadal nie potrafiły zakiełkować w sercach naszych wojaków? Dlaczego jak chciał Jewropepejczyk nasi czwartacy wstydzą się strzelać do wsi, w której mogli być ukryci wrogowie naszej cywilizacj? Wszak wojenne prawa z powodzeniem obmyłyby poczucie ich winy, a w sumie te 6 ofiar mogli na odchodnym zabić terroryści, tacy nie cenią życia.
Dlaczego też po całej akcji żołnierze płakali i czuli się winni, czyż pacyfistyczny nowotwór znów rozmiękcza wojenne serca? A przecież jak powiedział kolega Trystero, nawet Pan Bóg nie jest temu przeciwny, gdyż krolestwo Chrystusa nie jest z tego swiata, jego zasad nie stosuje sie w geopolityce.
I gdy tak szukam klucza do rozwiązania tej zagadki (wytrych z Michnikiem karmionym przez ciotkę Wolińską i Brystgierową niestety nie do wszystkich zamków pasuje), to przychodzą mi na myśl słowa jednego żołnierza, który komentując rozkazy dowódcy o ksywie „Wodzu” stwierdził, że po prostu Jak ktoś twierdzi, że "Wodzu" kazał walić z moździerza w wioski, to jest idiotą.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)