Pan Bolesław Piecha ma ostatnio pewne kłopoty. Właściwie to chyba dobrze, może się zahartować przed tym co go pewnie czeka po śmierci.
Oto swego czasu Pan Bolesław, z zawodu lekarz ginekolog-położnik (20 lat doświadczenia) w wywiadzie dla "Gościa Niedzielnego" w lipcu tego roku oświadczył:
Dokonywałem aborcji - byłem jak doktor Jekyll i mister Hyde. Nie wiem, czy kobiety, które płakały w moim gabinecie przed aborcją, wybaczyły
Pan minister w mówił również o aborcyjnej machinie, odhumanizowaniu, a także o przełomie po obejrzeniu filmu „Niemy krzyk”, który pozwolił mu podnieść się ze zgliszczy moralnych.
Pan Piecha w wywiadzie używał słowa „aborcja”, a tymczasem wedle dominującego poglądu polskiej prawicy (oczywiście poglądu jak najbardziej słusznego), aborcja to tylko słowo wytrych, którym jej zwolennicy, chcą ukryć oczywistą prawdę, że owa aborcja jest niczym innym, jak mordowaniem dzieci nienarodzonych.
Skoro więc aborcja jest oczywistym morderstwem, to wydaje się, że zgodnie z prawidłami logiki, całkowicie uzasadniony jest pogląd, iż ten, kto dopuszcza się owego morderstwa, jest po prostu mordercą.
Wydawałoby się więc, że po tym jak Pan Bolesław Piecha przyznał się do bycia mordercą, wszelkich zaszczytów i politycznych przywilejów powinien być pozbawiony. Wszak zawieszenie go w prawach członka PiS, mimo, iż dla każdego z nas byłoby przeżyciem wprost traumatycznym, nie jest chyba zbyt wygórowaną karą za masowe mordowanie dzieci nienarodzonych. Tymczasem Pan Piecha nie tylko nie został z partii wykluczony, ale z jej nadania, nadal pełnił wysokie funkcję rządowe. I to mimo, iż Prawo i Sprawiedliwość, jest partią, która przecież bardzo ostro (i oczywiście skutecznie) walczy z tzw. proaborcyjnym lobby działającym na rzecz wiadomych sił.
Owszem, mógłby ktoś podnieść zarzut, że Pan Piecha mordował dawno, wyraził skruchę i swą pracą na rzecz partyjnego aktywu (dla dobra Polski rzecz jasna) zmył grzech zabójstwa. Ale czy również w przypadku gdyby Pan minister oświadczył, że owszem, zdarzało mu się mordować kilkuletnie dziewczynki, ale teraz żałuję i prosi o wybaczenie, to owe wybaczenie też byłoby tak błyskawiczne, powszechne i niemal konspiracyjne? Zwłaszcza, że wedle poglądu wielu wyborców PiS, mordowanie nienarodzonych jest zbrodnią tym bardziej godną potępienia, gdyż dzieci nie mogą się bronić.
Czy skoro więc masowe morderstwa Pana doktora nie wzbudzają żadnych licznych protestów, nie jest on traktowany jako persona non grata, a zwolennicy obrony życia nienarodzonego, choćby tu w salonie, bez zbytnich emocji przeszli nad jego aborcyjną deklaracją, to czy gdyby ktoś inny żałował i przeprosił za swe morderstwa, też tak szybko by mu wybaczono? Czy gdyby Helena Wolińska-Brus ukorzyła się i przeprosiła za swe mordercze decyzje, to czy też wszystko poszłoby w zapomnienie? Wszak Pani Helena w ilości ofiar swych morderstw, nawet się z masowcem Piechą równać nie może.
Z pewnością jest jakaś racjonalna odpowiedź na me pytania. Fakt, że pogląd o tym jakoby aborcja była morderstwem, nie jest poważnie traktowany nawet przez jego zwolenników, byłby wręcz nie do zniesienia.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)