Niektórym żołnierzom się wszystko z seksem kojarzy, nawet jak im rysują kwadraty i kółka- brzmi puenta w starym dowcipie z brodą. W przypadku naszego kolegi Jewropejczyka na szczęście, nic o takich pornograficznych skojarzeniach, jak na razie nam nie wiadomo, ale czytając „narodowego konserwatystę” można dojść do wniosku, że jemu z kolei, wszystko kojarzy się z inną perwersją. A mianowicie z lewactwem.
Tak było choćby w przypadku psa, którego jakiś „artysta” ponoć zagłodził, za co Jewropejczyka odpowiedzialność ponosi lewica. Co prawda w świetle pewnych faktów, z zagłodzonym psem jest trochę jak z radiem Erewań, bo artysta nie głodził psa tylko karmił, a pies nie zniknął z powodu śmierci tylko dlatego, że uciekł. Ale po co zmieniać wymowę tekstu, wszak każdy konserwatysta powinien wystrzegać się grzechu niekonsekwencji.
Ale, że życie zastawia na nas różne pułapki (vide: ostatnio polskie kodeksy na niewymienialne byty z salonu), więc los, a może nawet szatan nie oszczędził drogiego Jewropejczyka i ten stał się relatywistą. Problem jest tym większy, że relatywizm to grzech lewicy, co ostatnio kolega Nicpoń, też zdaje się konserwatysta. Wszak już starożytni sceptycy tudzież sofiści zaczytywali się w Karolu Marksie, mimo iż ten urodził się ponad tysiąc lat później. Ale czymże jest czas wobec dialektyki, choćby tej nicponiowej.
Jest więc Jewropejczyk relatywistą, a więc lewakiem, gdyż mimo tego, iż słusznie zgadza się na obdzierania zwierząt z futer, nie chce zgodzić się na mordowanie psów na wystawie. A tymczasem taka nutria hodowana dla futra, jest taką samą własnością hodowcy, jak pies danego artysty. Niezgoda Jewropejczyka na głodzenia psa na wystawie, jest więc typowym postulatem lewackim, gdyż narusza święte prawo własności. Ktoś powie, że futra hodowane są aby było nam ciepło, a zabijanie psa to tylko makabryczna przyjemność, ale zapominamy, że każdy powinien móc ze swoją własnością robić to, co mu się podoba. Ponadto trudno nie zauważyć, że celem zarówno obdzierania nutrii ze skóry, jak i głodzenia owego kundla, jest uzyskanie jakiś konkretnych korzyści. W przypadku nutrii jest to gotówka za futro, ale i w przypadku głodzenia psa, może to być korzyść nie lada, bo ów artysta może z takim objazdowym cyrkiem jeździć sobie po świecie (i za bilety kasować), albo wypromować się na znanego prowokatora i szokować ludzkość za jeszcze większe pieniądze. A przecież nie będziemy tak jak lewak Jewropejczyk, decydować o tym, kto ma jakie korzyści (z własnego punktu widzenia) uważać za słuszne.
Mało tego, w dawnych wspaniałych czasach, gdy nie nastał jeszcze koniec końca zasad, taki Pan mógł nie tylko od niechcenia wybatożyć chłopa (i dobrze niech chłop zna potęgę konserwatyzmu), ale także zagłodzić psiaka, nawet tego najbardziej poczciwego. Dopiero z czasem, gdy lewacki relatywizm zaczął szaleć w ustawodawstwie, jakiś szalony lewak, zapewne podstępem, stwierdził, że dobry prosty lud sarmacki jednak nie powinien pieska bić kijem po żebrach, tudzież podtapiać go w stawie.
Na szczęście Jewropjeczyk, choć relatywny, nadal jest konsekwentny, więc zapewne teraz, w trosce o ideologiczną spójność własnego „narodowego konserwatyzmu”, zacznie zbierać podpisy pod tym, aby w końcu żaden z lewaków nie decydował, co właściciel ma zrobić nie tyko ze swoją nutrią, ale także z innym swym czworonogim „przyjacielem”.


Komentarze
Pokaż komentarze (27)