Już nominacja Władysława Bartoszewskiego wywołała liczne (i co najważniejsze zasadne) protesty wśród patriotycznej części społeczeństwa, gdyż zaiste, spodziewać się po Niemcach, że będą z większą uwagą przychylać się do próśb byłego więźnia Oświęcimia, niż do rozkazów Pani Minister Fotygi, byłoby skrajną niedorzecznością. Zresztą patrząc na to, jak Niemcy zwyczajowo pomiatają ofiarami nazizmu, choćby na przykładzie żydowskim, łatwo można dojść do wniosku, że Bartoszewski lada moment będzie tam persona non grata, albo nawet i gorzej. Ale z drugiej strony trudno się dziwić. Skoro Bartoszewski, choćby ze względu na pobyt w komunistycznym więzieniu, nie ma taryfy ulgowej u niektórych rodaków nawet w przypadku braku matury (i słusznie, trzeba się było w celi uczyć, a nie bąki zbijać), byłoby czymś zadziwiającym, aby i Niemcy traktowali go z jakąś atencją. Jak sam rodaka nie uszanujesz, to nikt za granicą ci go na wyrost szanował nie będzie.
Ale umizgi do Bartoszewskiego były zaledwie początkiem. Nominowano przecież także Sikorskiego mimo skandalicznych zarzutów, wszak niekaralnych, ale jednocześnie tajemniczo-tajemnie-tajnych. Cały ster dyplomacji przejął zaś sam Donald Tusk, który maniera ma wyjątkowo niedyplomatyczne, a właściwie, jak sam podkreślał, wręcz podwórkowe.
I nie trzeba było długo czekać na katastrofę, gdyż ta zdarzyła się zaledwie 5 dni po expose, niestety już premiera, Donalda Tuska. Oto okazało się, że piastowski gród Wrocław, mimo obiektywnie najlepszej oferty nie otrzymał wystarczającej liczny głosów, by zorganizować Expo. Co prawda kilka tygodni od Tuska nominacji może się wydawać czasem zbyt krótkim, aby pokonać chociażby Koreańczyków, ale skoro od czasów owego Tuska złapano już Stokłosę, wygraliśmy eliminacje, no i gospodarka dalej ma się wręcz wyśmienicie, to chyba jednak czasu jest co niemiara. Choć z drugiej strony, o ile najnowsze klęski muszą być „zasługą” Donalda Tuska, o tyle wszystkie powyższe sukcesy, idą raczej na konto Pana prezydenta. Wszak inne rozwiązanie urągałoby zasadom logiki, zdrowego rozsądku, a nawet polskiej racji stanu (tej chyba najbardziej).
Ale fakt, że nie będzie Expo, może, a właściwie powinien być traktowany jako nasz, a więc prezydencki sukces. W ten sposób bowiem unikniemy napływu osobników, którzy reprezentują sobą nihilistyczno-dekadencko-pornograficzną postawę społeczną, bynajmniej nie zgodną z kanonami tradycyjnego wychowania. Kto wie, być może nawet, wśród gości z zagranicy znalazłby się nawet dzieci poczęte metodą in vitro, a więc powstałe w wyniku morderstwa i to morderstwa idącego w miliony. Czy rzeczywiście takie osoby powinny być wpuszczane na tą ziemię, która wydała Mickiewicza, Norwida, a nawet posła Suskiego?
Nie powinny więc dziwić dyplomatyczne starania Pani Minister Fotygi, która sprytnie nie wysłała uczestnikom głosowania listów zachwalających Expo, utrudniając im w ten sposób znalezienie Polski na mapie. Wszak pieniądze nie są dziś najważniejsze, gdy w grę wchodzą naukowo udowodnione imperatywny moralne.
I tak jak Fotyga uniemożliwiła zachodniej barbarii moszczenie się pod prasłowiańską gruszą, tak równie wielkie brawa należą się Benedytkowi XVI, który kazał pocałować klamkę Dalajlamie. Wszak jak napisał dziś Dominik Zdort (kolejny fenomenalny felietonista z Rzepy), wpuszczenie Dalajlamy byłoby przehandlowaniem prawa chińskich katolików do swobodnego wyznawania wiary w zamian za popularność wśród europejskich intelektualistów. Co prawda zdaje się, że poprzednik na tronie piotrowym niejaki Karol Wojtyła, Dalajlamę wpuszczał nawet nieco dalej, niż za próg Watykanu, ale widać częste młodzieńcze kontakty z Żydami, zaszczepiły w nim obrzydliwą naturę handlarza.


Komentarze
Pokaż komentarze (31)