Wydaje się, że na skutek gorącej dyskusji w salonie już dojrzeliśmy do tego, aby naszą wolność wyrażania poglądów utrwalić pewnymi formami kontroli. Sam fakt, że na blogu każdy powinien móc bez słowa wyjaśnienia kasować swojego dyskutanta, jest już nie tylko bezsporny, ale pogląd przeciwny wywołuje wręcz horrendalne zdziwienie. Przecież blog to jak moje mieszkanie, jak moja własność, więc nie będzie ktoś mi decydował, co i jak mam mówić w moich czterech ścianach blogowych. Nawet jak sam założyłem blog na platformie, gdzie ponoć odbywają się gorące dyskusje.
Jak swoją „własność” traktuje też EMPiK swe przedsiębiorstwo i trudno się temu dziwić, wszak jak już podkreślaliśmy, wolność Tomku w swoim domku. A skoro jest wolność, to nie będzie EMPiK promował książki Roberta Biedronia, nawet, a może zwłaszcza dlatego, że już łaskawie zatkał nos i nastawiła kasę na różowe złotówki. Co prawda książka lepiej by się sprzedała, gdyby jak w przypadku innych autorów promować ją chociażby przez pogadanki za autorem, ale kto powiedział, że każdy ma czerpać profity z ubocznej działalności EMPiKu. Wszak wszyscy pamiętamy jak pracownicy tej firmy, tudzież innego Merlina szykanowali Rafała Ziemkiewicza, chowając książki przed spragnionymi lektury czytelnikami. A przecież Pan Rafał nie jest obrzydliwym gejem tylko rolnikiem, więc wywyższanie Bedronia byłoby skandalem tym większym.
Zupełnie inaczej jest w przypadku firmy Google, która nie chciała reklamy Stowarzyszenia im. Piotra Skargi, czymkolwiek to Stowarzyszenie się zajmuje. Owszem być może Google też jest prywatna, ale przecież nie może być tak, że właściciel (i w dodatku nie Polak) robi sobie ze swoją własnością co mu się żywnie podoba. Co innego geje, a co innego Skarga, znaj proporcje Mocium Panie. I ciebie po śmierci Skargi, nie Biedronia, kazania dopadną. Chyba że wylądujesz w piekle, razem z Iwaszkiewiczem.
Owszem reklamowanie linków to działalność uboczna wyszukiwarki, ale jak wiemy zawsze zaczyna się od małych kroczków, a potem już jest tylko bieg, a nawet galop totalitarny. Dasz właścicielowi palec, a ten w swym przedsiębiorstwie urwie ci całą rękę.
Tak jak rękę, a może nawet i co innego oderwali Lisiewiczowi, dosłownie kastrując mu tekst o bzykaniu w kiblu, za co, przynajmniej moralnie, odpowiadać musi obecny premier.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)