Co roku stoję i patrzę na tych, co nie chcą by grała Orkiestra.Co roku patrzę na to miłosierdzie Chrześcijan, zderzające się z ścianą ludzkiej pomocy. Chrześcijanie w prośbie o pomoc czują opresję, doprawdy niezbadane są te ścieżki o których tak ciągle nas nauczają.
Co roku otwieram pożółkły katechizm i czytam po cichu: modlitwa, post, jałmużna. To ostatnie chyba już nieaktualne. Albo może dość względne. Jak nie zabijaj, chyba że na wojnie, w obronie własnej, skazując kogoś na karę śmierci i Bóg (czy może diabli) wie co jeszcze… Za parę setek lat i to się być może zmieni, choć oczywiście te nauki mają być fundamentem i to niezmiennym. Jak nieruchoma busola na statku pijanym.
Patrzę i słyszę jak z łoskotem wali się w pocie czoła uzasadniany pragmatyzm. Patrzę i widzę jak można było zawrzeć naganne sojusze, ale nie można wrzucić paru groszy do puszki by ratować wzrok noworodka.
Bo do puszki zbiera ten nieodpowiedni.
Co roku patrzę na tych, co z pasją zdzierają gardło by chroniąc nienarodzonych, ale choćby słuch tych narodzonych już ich tak nie obchodzi. Bo ułamek zbiórki idzie na Woodstock. Może to i dobrze, po co komuś słuch, jak ma jeździć na Woodstock i taplać się w błocie?
W tym roku patrzę też na lewak Foltyna, który chce mi zabrać moje pieniądze i gdzieś tam rozdzielać według czyjegoś uznania. Ale to moje pieniądze i moja moralność i **** ci Foltynie do tego.
Być może powinienem się cieszyć, patrząc jak się wszyscy kompromitują. Ale jakoś nie mogę, pewnie nie tylko ja jeden.


Komentarze
Pokaż komentarze (56)