Po tym jak zaledwie 70 włoskich studentów przegoniło Jego Świątobliwość Benedykta XVI, trudno się dziwić reakcji tych, spośród polskich wiernych, którzy popędzili na parkiet, bynajmniej nie po to by pląsać w karnawale, ale by panicznie wręcz wyprzedawać swoje akcje i wycofywać się z giełdy. I choć istnieją całkiem realne podstawy by sądzić, że to niejaki Jan Tomasz Gross celowo spekulował na amerykańskim rynku nieruchomości (wiadomo kto trzyma Wall Street), chcąc w ten sposób podkopać gospodarcze efekty głębokiej reformy finansów publicznych, autorstwa poprzedniej ekipy, to jednak mimo wszystko, panika nie byłby tak wielka, gdyby nie skandaliczne zachowanie naszych kolegów ze słonecznej Italii. Widać nie potrafią brać przykładu z dobrze wychowanych studentów z Lublina, którzy, po tym jak zobaczyli gorszące „t-shirty dla wolności” na swej uczelni, społecznie donieśli do Pana rektora i cały filmowy festiwal zwinięto. Ale, cóż nie każdy dorósł do wolności.
Obraza, było nie było, ale jednak głowy obcego państwa, (zwłaszcza takiego) musi bowiem sprowadzić na Ojczyznę bluźnierców co najmniej plagi egipskie, co wie każdy, kto choć trochę liznął historii. A wówczas oczywiście nici ze zbioru winogron, tudzież oliwek i giełdowy efekt domina mamy jak w banku. Z tych ekonomicznych procesów doskonale zdaje sobie sprawę choćby polska prokuratura, która, o ile potrafiła oskarżać Urbana o obrazę poprzedniej głowy państwa watykańskiego, o tyle słusznie odstępuję gdy ktoś obraża choćby Łukaszenkę, gdyż jak wiemy, równe prawo może i jest fundamentem naszego Państwa, ale nic nie wiadomo, aby Łukaszenka nasyłał na kogoś żaby albo szarańczę. Chyba, że przygraniczne mrówki, ale te akurat są pożyteczne, bo wspierają lokalną przedsiębiorczość.
Być może więc do mediacji we Włoszech, a nawet fachowej pomocy powinien się włączyć sam Pan prezydent Kaczyński, zwłaszcza, że ostatnio kancelaria prezydencka też ponoć zamierza skorzystać ze słusznych przepisów o obrazie głowy państwa (sprawa Palikota), które za czasów niejakiego Kwaśniewskiego były przez prawicę, oczywiście dla zgrywu, nazywane stalinowskimi.
Oczywiście jak tyko Pan prezydent skończy nam reformować służbę zdrowia. Znając zaś tempo, energię i pracowitość Pana Lecha, myślę, że Pan prezydent powinien być gotowy gdzieś koło czwartku. Czy gotowi zaś na to będą pacjenci i podatnicy, okaże się pewnie wkrótce.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)