Nigdy nie rozumiałem tej przedziwnej awersji do polskich mundurów, mundurków i mundureczków, których krytykowanie i wyszydzanie stało się jakąś kosmopolityczną modą, widoczną głównie u przyjezdnych z prowincji, np. z Grójca. A przecież nie od dziś wiadomo, że za mundurem panny sznurem, a te które za sznurem, tudzież sznurem u szyi, iść nie chcą, to przecież te same, które wybierając menstruacyjno-egoistyczne zachcianki, nie potrafią zrozumieć istoty dobra patriarchalnej rodziny, więc nie są warte żołnierskich zalotów i starań. Najlepsze są też w mundurkach ziemniaki (a nie kartofle, jak się błędnie wmawia młodzieży), a i mundur sam w sobie jest godny najwyższego szacunku, co zdaje się sugerował już płk. Kukliński zakładając go w wolnej już Polsce, w roku 1947.
Ale nie tylko te militarystyczne idee przyświecały pomysłodawcom polskich mundurków szkolnych, gdyż taki mundurek po pierwsze kładzie kres szkolnej rewii mody, po drugie pozwala na identyfikację uczniów przez panią woźną i wreszcie po trzecie uczy młodzież dyscypliny, tak ważnej zwłaszcza w kontekście wojny cywilizacyjnej, której jesteśmy stroną przeważająco - przegrywającą. Zresztą pomysł mundurków doskonale się sprawdził np. w Japonii i zrobił taką furorę, że gdyby dziś zakazano japońskim uczennicom chadzać po ulicach w mundurkach, to japońska płeć męska (wszystkich kategorii wiekowych) podniosłaby raban, a rysownicy komiksów mogli by nawet zacząć strajkować.
W świetle powyższego doprawdy trudno więc przejść obojętnie nad pomysłem Pani minister Hall likwidacji mundurków, których jakość i estetyka śmiało lokuje nas w czołówce krajów Trzeciego Świata. Zarzucenie mundurków jest pomysłem tym bardziej gorszącym, iż wydaje się, że kierunek potrzebnych reform powinien iść w kierunku dokładnie odwrotnym. Nie tylko bowiem młodzież, ale także i dorośli powinni nosić mundurki, gdyż to właśnie dzięki temu od razu będziemy wiedzieli z kim mamy do czynienia, co pozwoli uniknąć nam wielu nieprzyjemności. I nie chodzi tu tylko o pederastów, widzów Szkła Kontaktowego czy wyborców Lewicy i Demokratów.
Oczywiście można by decyzję w sprawie mundurków (i dla juniora, i dla seniora) zostawić do wyboru osobom dorosłym, często będących jednocześnie rodzicami dzieci obejmowanych czułymi rękoma mundurkowego nakazu. Ale pamiętając o tym, na kogo ci rodzice głosują w wyborach i jakie gazety czytają, trudno się oprzeć wrażeniu, że ten skolonizowany naród polski, nie może być pozostawiony samemu sobie i ktoś tym infantylnym rodakom musi wskazać co ważne. Czasami nawet na siłę, wszak dobry klaps jeszcze nikomu nie zaszkodził, a dzieci, które nie są bite, są bardziej histeryczne i mniej współczujące.
Więc abyśmy wszyscy współczuli bardziej i mniej histeryzowali, powinniśmy dostać wspólnego klapsa w postaci przymusowej zapłaty za obowiązkowo noszone mundurki, co wreszcie pokazałoby niedowiarkom, że Polacy nie gęsi i swoje pomysły mają.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)