Sprawa dr G. (zwanego bodajże Mengle nr 5) powróciła nam jak bumerang, tyle że tym razem dr G. przedstawiony jest jak zwycięzca i nieomal pogromca. Dużą zasługa w tym powrocie na białym koniu mają dwie opinie biegłego - prof. Hertzera, która wedle mediów stanowić ma dowód na niewinność dr G. Tymczasem zastanawiam się, który dziennikarz rzetelnie przeczytał owe opinie, zwłaszcza te fragmenty dotyczące pacjenta M., któremu pozostawiono w jamie serca rolgazę.
Ale zacznijmy od początku. Podczas operacji prowadzonej pod kierownictwem dr G. w ciele pacjenta M. zostawiano rolgazę. Po kilu godzinach od zakończenia operacji, w pomyłce zorientowała się instrumentariuszka - osoba odpowiedzialna za licznie gazików, instrumentów chirurgicznych czy igieł podczas operacji. W ciągu paru dni przeprowadzono badania, które wykazały, że w ciele pacjenta rzeczywiście znajduje się rolgaza. Dokonano więc reoperacji, po której pacjent wskazywał wszelkie symptomy niewydolności wielonarządowej. Pojawiła się niewydolność nerek oraz wątroby. Ze względu na utrzymującą się niewydolność nerek zastosowano powtarzalną hemodializę. Dnia 3.02. 2006 r. pacjent zmarł z powodu niewydolności wielonarządowej.
Skoro reoperacja byłą konieczna ze względu na pozostawioną w ciele pacjenta gazę, a pacjent po reoperacji zmarł, wydawałoby się że uzasadnionym byłoby pytanie, czy owa niewydolność wielonarządowa nastąpiła na skutek reoperacji? Zasadne byłoby również pytanie, czy gdyby nie reoperacja, to pacjent owej niewydolności by nie doświadczył i czy w konsekwencji by żył, czy może raczej, o ile większe miałby szansę przeżycia? Tymczasem wprost pytania takie nie padają.
Prokuratura pyta natomiast m.in.:(przytaczać będe pytania, moim zdaniem kluczowe) Czy w przypadku pacjenta F.M. błędem w sztuce lekarskiej było już samo pozostawienie w sercu ciała obcego?
Prof. Hetzer stwierdza (opinia numer 1), że w cywilistyce nazywa się to błędem, w niemieckim prawie karnym nienależytą starannością i że biegły z zakresu medycyny nie może ze względów oczywistych podjąć się takiej oceny. Profesor, zasłaniając się brakiem kompetencji prawniczych, unika odpowiedzi na pytanie czy zostawienie w ciele pacjenta było w kategoriach medycznych błędem lekarskim czy nienależytą starannością, choć zdaje się, że właśnie tego dotyczyło pytanie.
Drugim ważnym pytaniem prokuratury, była prośba o przedstawienie stanowiska w sprawie uświadomionych dla specjalisty z zakresu kardiochirurgii konsekwencji dla zdrowia i życia pacjenta F.M, które wiązało się z pozostawieniem w jego sercu ciała obcego. Jaka powinna by reakcja lekarza w przypadku wiarygodnej informacji o możliwości pozostawienia rolgazy, jak w kategoriach medycznych powinno być oceniane wstrzymanie przeprowadzenia reoperacji.
Profesor, który uniknął kwalifikowania zachowania lekarza stwierdza tym razem wprost, że odpowiedzialność za pozostawienie rolgazy ponosi lekarz (operator), ale standardem na świecie jest, że rolgazy liczy instrumentariuszka. I, że pozostawienie rolgazy zdarza się wcale nie tak wyjątkowo. Więcej na temat odpowiedzialności lekarza się nie rozwodzi, gdyż jak sam pisze: O wiele bardziej decydująca jest dla nas odpowiedź na pytanie czy na pozostawienie ciała obcego odpowiednio zareagowano , aby zminimalizować ewentualną szkodę, którą poniósłby pacjent.
I rzeczywiście, następuje szczegółowe opis jak fachowo dr G. postępował z pacjentem, któremu podczas operacji pozostawiono rolgazę. A fachowo trzeba było postępować, bo jak stwierdził profesor, pozostawienie takiej rolgazy prowadzi do embolizacji gazy, a to może mieć daleko idące skutki dla zdrowia pacjenta.Fachowa pomoc przeprowadzono dość sprawnie: Po rozpoznaniu niezwłocznie została wykonana reoperacja. Stan pacjenta był w tym czasie tak zły, że z trudem przeżył.Nie otrzymaliśmy więc odpowiedzi na pytanie czy reoperacja doprowadziła do zgonu pacjenta.
Dowiedzieliśmy się jedynie, że dr G ponosi winę za rolgazę, aczkolwiek nie wiadomo czy to jest błąd i że robił wszystko żeby rolgazę usunąć. Zdaje się więc, że najważniejsza dla profesora była owa należyta staranność to nie tyle przy liczeniu rolgaz tylko przy ich późniejszej lokalizacji i usuwaniu.
Prokuratury takie odpowiedzi nie satysfakcjonowały i poprosiła o opinię uzupełniającą. Spytała więc m.in. o to:
Jakie powinno być postępowanie w przypadku powzięcia podejrzenia, iż rolgaza pozostała w jamie serca? Proszę ocenić czy czas pozostawienia gazika w organizmie, jaki upłynął od zgłoszenia przez instrumentariuszkę faktu pozostawienia rolgazy, do reoperacji pacjenta, miał wpływ na jego zgon? Czy wcześniej wykonana reoperacja zwiększałaby szansę na jego przeżycie?
I tym razem nie spytano więc o związek reoperacji ze zgonem pacjenta lecz jedynie o związek między zgonem a działaniem po wykryciu rolgazy. A to jednak jest nie to samo. Profesor odpowiedział:
Gdy tylko powzięto podejrzenie o pozostawieniu rolgazy powinno niezwłocznie nastąpić badanie echokardiologiczne (str. 26 opinii). Rokowania dla pacjenta były w przypadku wcześniej przeprowadzonej reoperacji korzystniejsze, chociaż nie da się tego kwantyfikować.
Być może jednak rzutem na taśmę dałoby się profesora przycisnąć tym o to pytaniem prokuratury:
Jakie skutki pośrednie lub bezpośrednie dla życia lub zdrowia pacjenta niesie za sobą pozostawienie gazika w jamie serca?
Profesor odrzekł, że Embolizacja rolgazy może spowodować blokowanie dysku sztucznej zastawki lub zamknięcie naczynia jako skutek bezpośredni, skutkiem pośrednim może być infekcja spowodowana osadzeniem się bakterii na rolgazie.
Czas na podsumowanie.
Doktor G. winny jest pozostawienia rolgazy, która dla pacjenta mogła mieć daleko idące skutki, ale za to, że ją sprawnie zlokalizował i usunął prokuratura mu nie postawi zarzutu. Choć pacjent pobytu w szpitalu nie przeżył, zaś na pytanie czy jego zgon był konsekwencją usuwania pozostawionej przez dr G. rolgazy nikt do dziś nie odpowiedział. Pewnie dlatego, że nikt jak do tej pory nie pytał.
No może poza rodziną.


Komentarze
Pokaż komentarze (41)