Niejako z żalem (nikt tego nie lubi), ale jednak, muszę się przyznać, że zupełnie się już pogubiłem i nie wiem - zła ta demokracja czy dobra? Jeżeli bowiem, posłusznie podążymy swędem myśli myślicieli konserwatywnych, tudzież konserwatywno-liberlanych i demokrację uznamy za rządy motłochu, co to jak świnie powinien być za pysk knutem trzymany, to chyba nic się nie stanie gdy referendum w Irlandii się będzie powtarzać do skutku. Albo wprowadzi się traktat nawet bez zgody irlandzkiego bydła ludzkiego. Skoro ktoś jednak musi trzymać za twarz, bo hołota plebejska nie potrafi podjąć racjonalnej decyzji, to dobrze, że Bruksela wybór Irlandczyków ma w głębokim poważaniu. Jeszcze by coś prawdziwemu suwerenowi zepsuli Jedyne więc co pozostaje to żal, że batem (na razie pluszowym) potrząsa kasta polityków, a nie choćby Książe Sapieha. Albo kardynał Wyszyński.
Jeżeli jednak uznamy, że demokracja a nie d****kracja, że Churchill miał rację, a Platon po prostu bredził, to się będzie trzeba z demokracją przeprosić, paść na kolana i szuru buru, z pyskiem przy ziemi, sypiąc głowę popiołem, na czworakach popędzić do urny. Na głosowanie w sprawie aborcji, eutanazji i związków partnerskich. Bo jak demokracja to znaczy, że w sprawie prawa do aborcji głosować chyba powinni Polacy, a nie biskupi z prezydentem Kwaśniewskim.
No chyba, że w całym tym zamieszaniu chodzi o to, że politycy (i to nawet unijni) są dwulicowi, ale zdaję się, że o tym to przełomowym, wręcz kopernikańskim odkryciu, parę tysięcy lat wcześniej, już przebąkiwano.



Komentarze
Pokaż komentarze (6)