Ten post nie życzy sobie obecności na SG salonu. Czy administracja jest w stanie intelektualnie sprostać temu życzeniu?
A dziad wiedział nie powiedział
Sporo jeszcze się musi rynek medialny zmienić by Jarosław Kaczyński w końcu mógł dobić nam ten komunizm. Wszak nie każdy dziennikarz w Polsce jest tak uczynnie niezależny jak redaktor Lisicki czy nieodżałowana (bo u TW Zegarka) Dorota Gawryluk. Owszem istnieje wolne słowo, choćby w postaci platformy blog.media.pl, ale tam „prawdziwi” Polacy, pokłócili się z jeszcze „prawdziwszymi” Polakami, przez co ci „najprawdziwsi”, wzięli tych pierwszych za ubeckie kurwy i chuje. Słowem blog.media.pl przeżywa pewien kryzys tożsamości.
Póki co trzeba więc wciąż sięgać do przeszłości i cierpliwie dziatwie tłumaczyć jak to kiedyś bywało. I tak Pan prezes Kaczyński zdumionym słuchaczom wyjaśnia, że tak naprawdę to on oryginały TW Bolka widział i o nich wiedział. Wiedział, ale nie powiedział. Zupełnie jak z dokumentami o Lepperze i KGB, co to Samoobronę zakładała. I słusznie, że Pan prezes nie powiedział, choć jak pamiętamy z dzieciństwa siała baba mak i dostała pięć lat, a dziad wiedział nie powiedział i dostał dwa lata. Prezes Kaczyński co prawda ani dwóch lat nie dostał (bo za co?), ani nawet roku, za to zyskał państwową pensje i gabinet w kancelarii. I chyba szczerze przyznacie Państwo, że siedzieć na żołdzie u kapusia to musiała być kara najsroższa. Gorsza nawet od więzienia, bo czasy były takie, że tylko porządnych zamykano (vide: Maciej Zalewski), a więc dało się jakoś żyć za kratami. Nie to co pracowanie u Bolka.
- Bałem się, że wezmą mnie za wariata - powiedział Pan prezes i rzeczywiście zaciskał z bólu zęby do krwi, żeby nie powiedzieć, korciło go strasznie, ale milczał. Dopiero jak Pan Wachowski nikczemnie posłał na bruk, to coś w duszy pękło i można było latać z karnistrem pod Belwederem. Wówczas, rzecz jasna, nikt nikogo za wariata brać nie mógł i nie groziła już odpowiedzialność karna.
Ale nie tylko na oryginały rzucono snop światła tej buńczucznej prawdy biblijnej. Oto okazuje się, że Donald Tusk był przysłowiowym leszczem w roku 1992, przez co kolejny (który to już?) raz trzeba w IPN pisać podręczniki na nowo. Wszak wedle „Nocnej zmiany” Tusk był prowodyrem (prowodyrkiem?) zamachu stanu i z totalitarnym błyskiem w oczach antydemokratycznie nawoływał: Panowie policzmy głosy. Widać ten Kurski znów coś pokręcił.
I tylko należy się zastanowić jak Prezes Kaczyński wytłumaczy, że jeden z braci uczestniczył w rozmowach w Magdalence, w tym małpim gaju interesów ubeckich. Ale być może nic nie będzie musiał tłumaczyć, małpy lada moment uzyskają prawa człowieka, a wbrew plugawej propagandzie Pan prezes zawsze przestrzegał prawa człowieka i nie jest jak Hitler. Hitlerem jest przecież Wanda Nowicka.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)