Ten post nie chce być na SG
Właściwie nie musicie się martwić, ateistów nigdy nie będzie wielu. Tak jak niewielu jest ludzi odważnych, którzy gdzieś tam w zaciszach domów zmuszeni są ciągle zrzucać z płaszcza nonsensy wpajane w młodości. Nie musicie obawiać się, że świat przestanie swą tajemnicą formować religijne kształty, że śmierć nie sprokuruje kolejnych prób ratunku, że na życie niepodpisywane będą weksle ina blanco.
Ateizm jest ostateczną próbą odwagi, bo dotyka spraw ostatecznych. Jedno życie na pewno i ani kropli więcej. Tak, ateizm to religia „na pewno” , credo odszczepieńca i indywidualisty, to religia buntu w jego ostatecznym kształcie. Zupełnie inaczej niż agnostycyzm. Ten często podszyty tchórzostwem, koniunkturalizmem. Niedomykaniem furtki, maskowaniem kroków, miną zamyśloną, sceptycznym byciem ponadto. Agnostycyzm to być może krok nawet decydujący. To odejście od wygodnej formuły wierzącego-niepraktykującego, to za Alicją przejście na druga stronę, ale wciąż trwanie przy powierzchni lustra. Agnostyk wciąż może się cofnąć, wciąż musi się szarpać, wciąż dementować i się publicznie samookreślać. Chyba że znajdzie ukojenie w filozoficznej kapitulacji.
Agnostyk, za stoikiem przyjmuję postawę rezygnacji i minimalizmu. Nie wiem czy Bóg istnieje - powtarza, a przecież u źródła odpowiedzi na to pytanie leży cały porządek naszego wszechświata. Jest więc agnostyk człowiekiem wciąż narażonym na objawienie, podważeniem zakładu Pascala, próbującym znaleźć sobie miejsce między dwoma żywiołami religijnymi.
Jest ateista i agnostyk sprzeciwem i dopełnieniem czasów, które kiedykolwiek by nie nastały zepchną go w getto nienormalności. I przez całe lata będzie się z getta próbował wydostać.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)