Nie wiadomo czy w sprawie, ostatnio co zamkniętego, Dochnala, gracze Polo będą zamykać się w klatkach i czy Maciej Zień wyda żałobną kolekcję jesienną, ale sympatycy wiadomej partii, powinni chyba montować jakiś kolejny baner protestacyjny Gazety Polskiej. Wszak było, nie było, ale za kratki wsadzono bohatera Prawa i Sprawiedliwości, którego zeznaniami o SLD nie tylko powszechnie się upajano, ale którego powinowaci, potrafili finansowo dopomóc nawet Dorocie Kani. I to nie żądając w zamian żadnego zabezpieczenia. Należałoby się więc jakoś odwdzięczyć.
Ale nie tylko Święty Dochnal (patron aresztowanych?) nabrał z czasem pewnej charakterystycznej, szlachetnej patyny. Tego samego doczekał się również dziennikarz Gazety Wyborczej – Wojciech Czuchnowski, który człowiekiem od brudnej roboty już nie jest, jako że pozytywnie wypowiedział się o samym Wojciechu Sumlińskim. Św. Piotrkiem nie zostanie natomiast niejaki Piotr Pytlakowski, znany chociażby z cyklu artykułów wyjaśniających sprawę Szeremietiewa (bynajmniej, nie chodzi o to rosyjskie lotnisko). Pytlakowski skoczył bowiem na pochyłe drzewo i ujawnił, że Sumliński pisząc o pewnym prokuratorze, zamiast sprawdzać informatorów prokuratorowi nieprzychylnych, zawarł z owym prokuratorem układ, dzięki czemu jako pierwszy otrzymał zeznania gangstera Masy.
Przyznam, że pierwszy raz się spotykam z takim zagraniem - dziennikarz śledczy, żeby dokopać koledze po fachu wsypuje jego informatora! – dziwi się kataryna. Z łgarstwemi pisaniem prokuratorowi laurek na zamówienie, się pewnie kataryna spotkała nie po raz pierwszy, to też i się nie zdziwiła i zarzuty wobec Sumlińskiego jej już jakoś tak nie oburzają. Nie ważne, że wedle Pytlakowskiego Sumliński się sprzedał za newsa, ważne, że Pytlakowski o tym sprzedaniu powiedział. Ale cóż, jak mówi stare przysłowie: nie kopmy leżącego, chyba że Blida.
Pytlakowski złamał omertę, co jest dokopywaniem (cóż za piękny, kolokwializm z epoki Rywina), ale omertę złamał też niejaki Waszczykwoski, który (tuż po odwołaniu), postanowił rzucić na szalę swoją, jakże świetlaną, przyszłość na placówce w Egipcie i ujawnić kulisy negocjacji o tarczę. Oznacza to dla niego prawdopodobnie śmierć jako wysokiego urzędnika państwowego. Premier już go zdymisjonował, nie zdziwię się, jeśli prezydent także nie skorzysta z jego usług – dramatycznie podsumowuje ten rejtanowksi gest, sam Igor Janke. Patrząc jednak jak za wieśmaki publicznie umierać miał Marek Surmacz, mam jakieś dziwne przeczucie, że zamiast do Egiptu, Pan Waszczykowski, w aurze męczennika, poleci na Krakowskie Przedmieście. Choć po tym co, kiedy i jak powiedział, sądzę, że najlepszym pracodawcą byłby dla niego, mimo wszystko Pentagon.
PS Poldek postawił ultimatum Igorowi Janke, a ten poprosił, abym skasował post z modlitwą. Uczynię to z chęcią, ale dopiero po tym jak administracja (po wykasowaniu nieregulaminowych komentów) odblokuje blog arystoteles2. Skoro w imię poldkowych zasad współżycia społecznego (he, he) mamy szanować uczucia religijne, to w imię tychże zasad, możemy też przestać stosować odpowiedzialność zbiorową.



Komentarze
Pokaż komentarze (27)