Zacząć chyba by należało od zła. Od jego faktury, smaku, koloru i kształtu. Od tego, że po prostu istnieje.
Od ziemi, co tylko krwi pragnie - jak szeptała Achmatowa.
To jest twój teatr działań i to jest ci dane. Możesz przeklinać los, ale nic już tego nie zmieni. Tylko szaleńcy narzekają, że deszcz jest wciąż mokry, a słońce nie daje cienia.
Tyle, że zło też Cię poniekąd rozgrzesza i rodzi prawo sprzeciwu. Przypominaj to zawsze, gdy tak chętnie krzyczą, że wszystko jest względne.
Parafrazuj Webera - nie ma nic bardziej humanitarnego, od realizmu. Kalkuluj na chłodno, empatię zostaw poczciwym głupcom - niech mają ten komfort. Nie wychylaj się przeciw prawom człowieka, to też jest polityka. Reszta jak w książce, przy gwałcie wciskaj skarpetę w usta.
Jeśli jesteś karłem, szukaj Goliata. Tylko tak powalisz Dawida. Krzycząc swe racje, porzuć obrzydzenie. Nie jesteś estetą.
Przyjąwszy odpowiedzialność, musisz się sprawdzić. I z tego Ciebie rozliczą, chociaż wiemy, że nie aż tak skrupulatnie.
W razie porażki, mocno nasmaruj cielsko patosem, odkrywaj trupy, zaciskaj pięści. I lamentuj. Pamiętaj, musi być lament.
I patriotyzm.
PS I choć wiem, że dostanie mi się od tchórzy i koniunkturalistów ten jeden raz ulegnę i na prośbę Igora skasuję post o modlitwie. Czekam tylko, aż administrator, bądź ktoś z czytelników, zarchiwuje mi owy wpis i podrzuci na pocztę.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)