Wrzecionem dłoni opleć me serce,
duszę wykuwaj słowem otuchy,
spraw, bym w nieludzkiej swej poniewierce,
patriotyczne smażył racuchy.
Matce Ojczyźnie, czule włochatej,
grzebieniem strofy wyczesał grzywę,
i w bogobojne piersi skrzydlate
sulejówszczyzny wcierał oliwę.
Gdzie w defiladzie, konie podkute
złocistą kitą kreślą floresy,
okiem biczując antyczną marszrutę,
mickiewiczowskie dławił frykasy.
By lufy otwór, czeluści trwogą
pozwalał lecieć, hen, aż do Nieba,
by śmieszny krasnal, miną swą srogą
pajdę Marszałka wykroił z chleba.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)