Podobnie jak moi koledzy z prawicy i ja również, jakoś tak wewnętrznie, się cieszę, że po przyjęciu amerykańskiej tarczy, Rosja zapowiedziała wycelowanie w nas swych głowic jądrowych. Wreszcie pokazała światu swą prawdziwą twarz, a znając ów świat (zwłaszcza chrześcijańską cywilizację Zachodnią), przekonany jestem, że w razie jakiegokolwiek ataku, nie zostawi nas samych, na pastwę ohydnej czerwonej zarazy.
Zanim więc Pan prezydent ostatecznie zdekonspiruje rosyjską agenturę nad Wisłą i uprzedzając Putina, sam Rosji wypowie wojnę, trzeba parę szczegółów w sprawie tarczy ustalić. Przede wszystkim, pytanie gdzie elementy owej machiny mają być usytuowane, bo choć wielki to splendor mieć w swym powiecie cel rosyjskiej rakiety, to jednak elementów tarczy, aż tak wiele mieć nie będziemy. Mieszkańców pytać nie ma potrzeby, w końcu skoro Pan prezydent (wraz z bratem) nie pytał ich o Lizbonę, to tym bardziej nie będzie pytać o to, co mają mieć w ogródku za oknem. Zwłaszcza, że owa tarcza chronić ma nas, przed podstępnie (i antypolsko, rzecz jasna) knującym Iranem. Problem jak to zwykle bywa, oczywiście jest wydumany. Tarczę ustawi się na Helu, obok Juraty, gdzie Pan prezydent ze swą małżonką, dzięki hojności podatników, co kilka tygodni udaje się drogą lotniczą na tzw. urlop ciągły, dzięki czemu nie trzeba blokować wszystkich 25 kilometrów autostrady A1. Skoro jest pewien skuteczności tarczy, to z pewnością sąsiedztwem jej nie pogardzi.
Gorzej jednak, że zanim ostatecznie przyjmiemy amerykańskie dobrodziejstwo, ktoś musi podpisać wszystkie papiery. Zwłaszcza, że na tę okoliczność kraj Chopina odwiedzić ma, nie kto inny, jak Condoleezza Rice we własnej osobie. George Bush, poniekąd słusznie, postanowił zostać na farmie w Teksasie. W końcu ranga wydarzenia nie jest zbyt wielka, sezon ogórkowy dość nieciekawy, toteż lepiej na ranczo sobie odpocząć. Do podpisywania papierów pali się natomiast Pan Lech Kaczyński, choć nie wiadomo czy Pani Rice, to jednak dla prezydenta Polskie, progi nie za wysokie. Było nie było, ale popularna Condie jest nie byle kim, bo aż Sekretarzem Stanu. Jakby tego było mało, okazuje się, że podpisywać papiery chce również przyjaciel Rona Asmusa, a być może nawet przyjaciel Grzegorza Schetyny, bodajże wciąż premier in spe – Donald Tusk. Biorąc jednak pod uwagę to, jak Pan prezydent profesjonalnie negocjował, zwłaszcza rakiety Patriot, wydaje się, że to Condoleezzę (jak to kobietę) należało zostawić w domu, a w jej imieniu, umowę powinien podpisać po prostu Kaczyński.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)