Po udzieleniu bratniej pomocy Czechosłowacji, Milan Kundera wprost przyznał się do nabytej awersji wobec Dostojewskiego i mimo, iż ledwo wiązał koniec z końcem, nie zdecydował się na adaptację „Idioty”, bodajże dla czeskiego teatru. Zatęskniłem do Kubusia Fatalisty – pisał, co dziwić nie może, aczkolwiek dziwi dlaczego nie tęskno mu było do Kołłątaja i Niemcewicza, skoro, w przeciwieństwie do Rosjan, żaden Polak za ową bratnią pomoc, odpowiedzialny być nie mógł. Wszak, jak wiadomo, Gierek nie był Polakiem, tylko górnikiem.
Skandaliczne obrzydzenie Kundery, podzielili kibice Legii Warszawa, którzy podczas ostatniego pucharowego meczu z FK Moskwa, wznosili antyrosyjskie hasła, co nie spodobało się samej UEFA. I to również dziwić nie powinno, gdyż UEFA to taka organizacja, która do złudzenia przypomina Ala Capone, płaczącego nad włoską operą, tuż po załatwieniu paru swoich moralnych biznesów (hazardzik i piramidki?).Dlatego trudno się spodziewać, aby teraz ziścił się pomysł, aby to Polska była tym neutralnym terenem gdzie rozegrany zostanie meczu Irlandia- Gruzja. Ideetaką wysunął Mirosław Okoński, dziennikarz sportowy Tygodnika Powszechnego (gorąco polecam blog), zapominając jednakże, że biorąc pod uwagę skalę progruzińskich sympatii, Polska bynajmniej żadnym neutralnym terenem dla Gruzji nie jest. I to nawet, a może zwłaszcza, gdy mecz miałby się odbyć w miejscu, w którym zapewnić mieli byśmy nasze najlepsze warunki, czyli zdaniem Okońskiego, na … Łazienkowskiej. Owszem, polscy kibice mogliby mieć problem czy kibicować antyunijnej Irlandii, czy antyrosyjskiej Gruzji, ale w razie czego zawsze można w rodzinach irlandzkich piłkarzy znaleźć jakąś żydowską żonę, Ubeka, a od biedy jakiegoś profesora florenckiej uczelni. Każdy więc, kto nie cieszyłby się z bramek strzelonych przez Gruzję (pamięta ktoś jeszcze Maradonne Kaukazu, niejakiego Kinkładze?) byłby przywitany mianem zdrajcy. Ewentualnie, agenta wpływu, gdyby na meczu przypadkowo, pojawił się np. Maciej Rybiński. A przecież po tym jak Szymon Kołecki jechał nie po medal, a po złoto, Paweł Korzeniowski miał prześcignąć Phelpsa, a szczypiorniści od kilkunastu lat nie przegrali z Islandią, każdy by chciał sobie jeszcze trochę pokibicować. Niestety miejsce gruzjofobów, czyli po naszemu rusofilów jest, jak pisze kolega Free Your Mind, zagranicą (konkretnie w Rosji) albo w więzieniu.
Tymczasem ten sam Free Your Mind, swego czasu, o premierze Kosowa pisał:
Sam H. Thaci to w ogóle ciekawa postać, gdyż rzadko zdarza się, by ktoś po prostu po studiach podyplomowych w Zurychu (a wcześniej studiach z filozofii i historii w Pristinie) brał się za organizowanie partyzanckiej armii(http://news.bbc.co.uk/2/hi/europe/7133515.stm). Istnieje chyba jakieś brakujące ogniwo w życiorysie Thaciego, na które światło rzuca całkiem świeża informacja, jakoby w Kosowie już od 1999 r. znajdowały się jakieś bazy amerykańskie. Jeśli to okazałoby się prawdą, to niebywałe wprost zaufanie polityczne, jakim na Zachodzie i w USA obdarzono obecnego premiera Kosowa dałoby się w dość prosty sposób wyjaśnić. Po prostu jest to agent. Epizody historyczne, w których agenci odgrywali jakieś znaczące role w rozmaitych punktach zapalnych świata było wiele, by wskazać choćby na Lenina czy Bieruta. Jest to więc praktyka w polityce znana i stosowana.
Zdaje się więc, że kolega Free Your Mind, zupełnie jak dziś Miller, Wielomski czy Napieralski, też uległ jakiejś koszmarnej rusofilii, bo przecież wystarczy w jego poście przeczytać:
W sytuacji zaś, gdy Rosja nie chce słyszeć o niepodległości Kosowa, nasz gest poparcia dla Albańczyków stanowi zerwanie z dotychczasową polityką umizgów wobec Rosjan, co można traktować albo jako lekkomyślny kaprys, albo jako świadomą politykę zbliżania Polski tym razem do Niemiec, bynajmniej nie do USA. (…)
Ani Albańczycy nie są mi bliscy, ani Serbowie. Wiem, że wojna na Bałkanach to był obłęd. Państwa Zachodu jednak zarzucają sobie pętlę na szyję, doprowadzając do sytuacji, która na dłuższy czas stanowić będzie wzorzec regulowania spornych spraw geopolitycznych
Tymczasem, jak dobrze pamiętamy, w obliczu secesji Kosowa MSZ Rosji wydał oświadczenie, w którym z kolei przeczytać np. można iż:
Ci, którzy zamierzają poprzeć separatyzm, powinni pamiętać, jak niebezpieczne skutki dla budowanych przez dziesięciolecia podstaw ładu światowego i międzynarodowej stabilności, a także autorytetu Rady Bezpieczeństwa ONZ, może mieć ich postępowanie
Doprawdy, jest mi niezmiernie przykro, że osoba o takim moralnym formacie, jak bloger Free Your Mind, zachowała się jak zaprzaniec i agent wpływu, powtarzając wytartą moskiewską propagandę w sprawie Kosowa. I tylko nie wiem czy dziś za te słowa, miejsce Free Your Minda jest w Rosji czy po prostu w więzieniu.



Komentarze
Pokaż komentarze (7)