Tylko jeden bloger w salonie napisał o Dalajlamie i strzelaniu do Tybetańczyków lecz jakoś nie doczekał się komentarzy. Zupełnie odwrotnie niż w przypadku wpisów i lawiny komentarzy o angielszczyźnie Tuska i parskaniu Kaczyńskiego, co tylko potwierdza tezę kolegów Jareckiego Rybitzkiego i Foxxa, że blogerzy, w przeciwieństwie do prasy, nie pomijają istotnych faktów, a jak prasa milczy to internet się trzęsie. Wczoraj trząsł się więc w myśl hasła: łelkom sekszczetraray of stejt, iiiiaaihaaaaaa!, co, rzecz jasna, nie ma nic wspólnego ze Szkłem kontaktowym, gdyż zbyt to prymitywna rozrywka dla, Przybory dowcipem broczącej, patriotycznej prawicy. Czyli było, nie było, red. Janecki przyrównując blogowisko do bazaru łgał jak bura suka. Jedna tylko Agnieszka Romaszewska próbowała ratować sytuację i intelektualnie nas kąsać, twierdząc, że po tym co napisała, feministki się zdenerwują i nawet na nią zakrzykną: co za zdrajczyni! Niestety, istnieje całkiem duże prawdopodobieństwo, że nie tyle, nie zakrzykną, co nawet nie parskną, bo o istnieniu niejakiej Agnieszki Romaszewskiej, większość z nich może po prostu nie mieć bladego pojęcia.
Skoro więc wiemy co ważne, o czym mówić nie warto, a co rozpala niezależnych i często niepoprawnych tytanów blogosfery, pora wtrącić parę groszy w sprawie naszych polskojęzycznych polityków. Wydawałoby się, że nie wiadomo, z który panów jest bardziej odważny. Czy nieznający angielskiego, a i po polsku niepotrafiący czytać z kartki, profesor prawa, czy magister historii mający problem z nauczeniem się kilku zdań po angielsku? Brawura młodości i plan bohaterskiej wyprawy do Afganistanu (nie mylić z PR-em) przemawia za Tuskiem, ale i prezydent jest nie bez szans, w swej odwadze nie poddawania się presji języka, z którego w młodości słyszał tylko częńdź many, częńdź many (stąd to Czikago?). Ba, ujawniając pewnemu tabloidowi, kulisy kaukaskiej wizyty, zdobył się nawet na takie stwierdzenie: Problem zaczął się wtedy, gdy pilot odmówił lotu do Tbilisi. Wszyscy chcieliśmy lecieć, nie baliśmy się. Piekło zaczęło się, gdy musieliśmy jechać 350 kmsamochodami z Azerbejdżanu. Za granicą gruzińską byliśmy przekonani, że zginiemy na poboczu drogi. Tak pędzili. Naprawdę było się czego bać.
Fakt, to musiało być p i e k ł o. Kolumna opancerzonych limuzyn, zdradzieckie pobocza, co czyhają, nie na Boga, a na dachowanie i mąż stanu za kuloodporną szybą.. Sikorski, co z kałasznikowem pod pachą, bąki (i nie tylko) zbijał w Afganistanie, pewnie był cały mokry ze strachu, wymiotował, a może nawet miał tę słynną dyspepsję. Osobiście jednak, mimo wszystko i z bólem serca skłaniam się ku opinii, że najbardziej odważna, wręcz heroiczna, była Minister Spraw Zagranicznych - Anna Fotyga, która jak wskazuje ten filmik, po angielsku rozmawiać raczej nie potrafiła, co jest kolejnym dowodem naszej wyższości nie tylko nad postsowiecką Rosją, ale również nad obcojęzycznym Zachodem.


Komentarze
Pokaż komentarze (23)