Tylko krowa nie zmienia poglądów, ale czy tym samym krowa godna jest słów pochwały? Oto podniósł się wrzask w sprawie „Tajemnicy Westerplatte”, filmu w którym obrońcy polskiej placówki, lizać mają zdjęcia z panienkami, biegać na golasa, a nawet , o zgrozo, sikać na portret Rydza Śmigłego (nikt nam nie zrobi nic, nikt nam nie weźmie nic, bo z nami Śmigły, Śmigły, Śmigły Rydz) Na nieszczęście autorów film współfinansowany jest przez Państwo, a więc spór oparł się już premiera Tuska, który niczym tow. Kliszko orzeknie czy dziełko zgodne jest z prawdą historyczną. W sprawie owej historycznej prawdy wypowiedzieć się mają polscy historycy (część z nich zrobiła to już wcześniej), choć niestety nie wiadomo czy ci IPN-u. Oczywiście jestem gotów przyznać rację tym, którzy żądają wycofania publicznych pieniędzy z filmu, który jest ewidentnie kłamliwy. Tyle, że nie chcąc być ową konsekwentną krową, zażądać muszę, by każdy film, do którego dokłada Państwo, dostawał naukową pieczątkę. Nareszcie więc we współczesnej, polskiej kinematografii pokaże się, iż rodacy rzeczywiście płakali po śmierci Stalina, że obrona Częstochowy jest mitem, no i w końcu zrezygnuje się z lukrowanego obrazu Powstania Warszawskiego (że niby wszyscy chcieli, a potem kochali „Bora” Komorowskiego). Tymczasem scenarzysta powstańczej epopei "1944:Warszawa" wprost stwierdził, że nie chciał aby jego film kończył się dobiciem zgrupowania „Radosław”, więc historii do końca nie dociągnął. Czyżby należało i jego film odłożyć na półkę? Tak czy inaczej, prawda rzadko nadaje się na propagandę, a więc Oscara (tego tytana smaku i dobrego gustu) nie będzie, kochany Mel Gibson nad polską duszą się nie pochyli, a i Ben Afleck nie wcieli się w dzielnego generała bitwy nad Bzurą. Wszak nie będziemy robić filmów o polskich dowódcach kampanii wrześniowej, z których niemała część, zdaniem prof. Wieczorkiewicza, nadawała się jedynie pod sąd wojenny.
Jeżeli jesteśmy już przy prof. Wieczorkiewiczu to Gazeta Wyborcza nareszcie (dla swych przeciwników, rzecz jasna) okazał się konsekwentna w ujawnianiu życiorysów i przypomniała o tym, że Pan profesor był sekretarzem POP na Wydziale Historii UW. Niektórzy piszą w odwecie, że zupełnie tak jak prof. Geremek, ale ja bym na ich miejscu nie był już tak konsekwentny, w końcu skoro Geremka za POP trzeba potępiać, to chyba i Wieczorkiewicza? Grzechu konsekwencji nie chce również popełnić prezes Listkiewicz, który nakazał sędziom składanie specjalnych oświadczeń (o nie ustawianiu meczów) zabezpieczonych wekslem na 1 milion złotych. Co prawda kara ma być konsekwencją klauzul odszkodowawczych wpisanych przez sponsorów do umów ze spółką Ekstraklasa S.A., ale dziwnym trafem to właśnie PZPN będzie otrzymywał należności z weksli. A przecież, skoro „kto jest bez winy nie musi się bać” – jak sugeruje prezes Kolator, to i Pan prezes Listkiewicz z całym PZPN-em mógłby podpisać takie oświadczenie wraz z wekslem, co by zamknąć usta bezczelnie pomawiąjącym pismakom. Ba, takie cyrografy uczciwości mogliby podpisywać także i polscy politycy, dziennikarze, a może nawet i naukowcy. Tyle, że jeżeli pamiętamy podpisywanie oświadczeń lustracyjnych przez tych ostatnich, to nietrudno nam będzie zauważyć, że takie cyrografy muszą być sprzeczne nie tylko z prawami człowieka, a być może nawet i z prawem naturalnym.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)