Mimo najszczerszych chęci, nie potrafię jednak napisać, czy bohater literacki, za przeproszeniem, goli sobie jaja i czy w związku z tym baby po prostu lubią, jak im włosy wchodzą w zęby, tak jak nie dam rady napisać o dezodorancie, tudzież drążku zmiany biegów w kobiecej pochwie. Słowem, nie dam rady doszlusować ani do Ziemkiewicza, ani Terlikowskiego, nie dla mnie patriotyczne łamy, zaszczyty, tytuły, Rexona, czy maszynka Gillete. Po przeczytaniu sierotki Marysi nie napiszę też nic o krasnalach, czy skrzatach, po czytaniu Giertycha, ni słowa nie pisnę o ewolucji, a po paruset stronnicach anty ekoterrorystycznej prasy, naukowców Oksfordu nie nazwę oszołomami. Brak mi więc chyba jaj, nawet tych owłosionych.
Józef Maria Bocheński dzielił autorytety na epistemiczne i deontyczne, pierwsi byli autorytetami w sprawach wiedzy, drudzy powagą autorytetu mogli nakazać co czynić. Polscy dziennikarze zdaje się, że autorytetami są i w jednym, i drugim przypadku, co jest osiągnięciem wyjątkowym, wszak nawet Kościół Katolicki rzadko bywa autorytetem w obu dziedzinach. I tak epistemicznym autorytetem jest polski żurnalista, choćby w sprawach tego, z kim, jak i czemu się szarpał Jacek Kuroń, bo jak pisała pewna niewiasta w salonie, nie ma powodu by żurnaliście nie wierzyć. Zwłaszcza gdy epistemicznie podobnie sprawę pamięta dziennikarz drugi. Testis unus, testis nullus - mawiali Rzymianie, jak Monika Olejnik coś zapamięta razem z Agnieszką Kublik, to teraz też wbrew stenogramom będzie trzeba dać wiarę. Epistemicznie trzymając się więc Axel Springera, nie ma również powodu, by dziś w sprawie Sikorskiemu nie wierzyć, choćby Newsweekowi, któremu, rzecz jasna, tak samo wierzono gdy do gazetki dodawał książeczkę o zbrodniach Ziobry.
Czasami autorytety epistemiczne zamykają się klatkach, ślęczą na demonstracjach by zdać epistemiczną relację z brunatnych rządów, celuje w tym zwłaszcza jeden dziennikarz, który ponoć już tyle ma procesów na głowie, że się nosi z zamknięciem gazety. Zamykanie się w klatkach bywa również przejawem działania dziennikarskich autorytetów deontycznych, którzy swoją powagą nakazują bezrozumnym co czynić, dają świadectwo w pozycji wyprostowanej, że aż strzyka w kręgosłupie. Ot, choćby jakimś listem protestacyjnym, gdzie deontyczne autorytety mówią sądom jakie mają wydawać wyroki. Zdaje się, że zwie się to republikanizmem. Swoiste połączenie, creme de la creme, autorytetów można spotkać w poczytnej i szlachetnej prasie drukowanej, gdzie oprócz uwag, które włosy sobie golić i jak biegów nie zmieniać, można się także naczytać szeregu wnikliwych analiz, wyrafinowanych polemik, a także kategorycznych prognoz na najbliższe lat kilkadziesiąt. Ponoć w XVIII wieku Thomas Bayes oraz Simo de Laplace określili prawdopodobieństwo subiektywne jako miarę braku wiedzy przy podejmowaniu decyzji. Trzymając się więc tej definicji wystarczy poczytać dziś co autorytety w Rzepie piszą o przyszłości Unii, ekologii, czy praworządności by ów brak wiedzy autorytetów, w każdej konkretnej dziedzinie, jak najbardziej sobie unaocznić.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)