Łaska kibica na pstrym koniu jeździ, zwłaszcza gdy kibic to polityczny. Na czym jeździ zaś ludzka pamięć, trudno powiedzieć, może na cywilizacji białych chrześcijan, wszak cywilizacja, ta jak pamięć ulotna. Zadziobią ją kruki, wrony, i Arabusy. Przykładowo nie tak dawno jeden z publicystów narzekał, że rząd Tuska to najgorszy rząd w historii III RP, przez co okazuje się, że ani nocna zmiana, ani gwoździe w samochodach, ani nawet inwigilacja braci Kaczyńskich nie zasługuje już na należyte miejsce w wspomnieniowej hierarchii. Jak więc mamy dokonać dekomunizacji, gdy Palikot i Schetyna wypierają z pamięci okres, który jest przecież fundamentem naszego losu? Przecież nie wystarczy, żeby bloger Ajatoyah śnił się każdemu po nocy, i to nawet niekoniecznie w ubraniu. Nie takie rzeczy pokazywał Polsat o północy. I właśnie o tej pamięci, słów parę kreślę, bo naród bez pamięci – przestaje istnieć jak mówił Hitler, zdaje się, że teista.
Oto pod miniaturką (miniaturą!) literacką Krzysztofa Kłopotowskiego trwał dziś w najlepsze spór intelektualny tych, co pamięć mają lepszą i gorszą, wolą dać się okradać bardziej lub mniej, czy też wolą uwłaszczenie Wyborczej albo uwłaszczenie Kaczyńskich. Starsi Panowie krzyczeli na młodzież, że chamska jest, że szambo, a kolega Free Your Mind nawet, że będzie ją smagał biczem. Ech, starzy a głupi, rzec by się chciało, toż to nie Holandia i królestwo lateksu, a Ojczyzna, sami wiecie jakich biskupów. Patrząc jednak na fakt, że się Wyborcza uwłaszczyła, chciałoby się spytać, na czym się uwłaszczyła, skoro nie miała majątku? Poręczyły zaś za nią zagraniczne redakcje i organizacje. A już pytanie, co by się stało, i w jakim kraju byśmy dziś żyli, gdyby Michnik miał wówczas do dyspozycji kasę Super Expressu i parę kamienic – przyprawia o dreszcze i w stopach mrowienie. Nasze ulice, wasze kamienice - mówili przed wojną, tak pewnie by było, na szczęście się nie udało i był tylko „wasz prezydent, nasz premier”. Choć ów prezydent też ponoć był nasz, a przynajmniej niektórych. Tymczasem biznesmen Kaczyński dostał jednak owe kamienice, teraz ten nasz były majątek za krocie sprzedał, należało mu się, w końcu brat jego był przecież internowany. Ale wracając do Wyborczej, powie ktoś, że największa wartością była sama Gazeta Wyborcza, jej logo, czy raczej zaufanie czytelników.- sympatyków Solidarności I tu niestety muszę się wtrącić, i głośno spytać: czy oznacza to, iż ogromna masa czytelników popierała Gazetę Wyborczą redagowaną przez Adama Michnika? Czy oznacza to, że jeśli nawet nie lubili, to ufali mu na tyle, że czytać chcieli redagowaną przez niego Gazetę? Jeżeli tak, to jest chyba jasne, że nie mieli go za okrągłowego zdrajcę i poputczyka. Zdrajcy by nie wierzyli i jego Gazety nie czytali. Jeżeli zaś nie, to oznacza iż Gazeta Wyborcza nie była aż tak popularna i o uwłaszczeniu na dorobku Solidarności nie może być mowy. Ot, od początku robili Gazetę dla siebie i mają wiernych czytelników do dziś. Biorąc więc pod uwagę, fakt iż nie doszło do dekomunizacji, można postawić tezę, że albo dzisiejsi antykomuniści byli wówczas w mniejszości, a Michnikowi powszechnie ufano, albo przeciwnie Michnikowi nie ufano, a antykomuniści byli nieudolni i nie potrafili nikogo powiesić na drzewie. Albo było więc ich za mało albo pierdoły.
Gdy tedy czytam o dzisiejszym smaganiu po plecach, to się pytam, za przeproszeniem kto kogo ma smagać. Bo znów się okaże, że owszem smaganie jest, tylko patrząc na stada lemingów, michnikoidów, platformersów, sldowóców, cyngli i lewaków, smaga akurat gen Kiszczak z gen. Dukaczewskim.




Komentarze
Pokaż komentarze (32)