Był sobie Janek. Janek miał 15 lat i bardzo lubił czytać Darwina. Na razie, co prawda, czytał głównie o Darwinie, ale już miał się do Darwina przymierzać. Nauczycielka podrzucała mu jakieś prace, a Janek, chłonął je niczym gąbka. Ale przyszła reforma. To była liberalna reforma, szkoły zamknięto, budynki sprzedano na muzea narodu polskiego, a rodzicom powiedziano: radźcie sobie sami.
Janek się ucieszył, teraz będzie miał więcej czasu na czytanie o Darwinie. Ucieszył się też ojciec Janka. - No koniec z Generalną Gubernią – krzyknął i klepnął Janka w plecy.
- Czy to znaczy, że ty będziesz mnie teraz uczył ?- spytał Janek ojca
- O nie synu, ja muszę zarabiać na chlebek dla nas. Widać niczego Cię w tej szkole nie nauczyli. Ale teraz to się zmieni – powiedział ojciec – trzeba Ci tylko znaleźć porządnych nauczycieli.
Janek z ojcem mieszkali na zadupiu i nigdzie nie mogli znaleźć porządnego nauczyciela. Wszyscy chętni to byli nauczyciele ze szkół państwowych, a więc nieporządni, bo odpowiedzialni za fatalny poziom polskiej szkoły. Ale i tych było mało. Co bystrzejsi rodzice podpisywali z nimi umowy na wyłączność. Płacili za to gruby szmal i wydrenowali rynek. Indywidualny nauczyciel nauczy przecież najlepiej. Janek nie miał nauczyciela, ale miał dużo czasu. Czytał więc ciągle coś o Darwinie.
- Co ty tu czytasz spytał ojciec Janka-patrząc jak ten porównuje obrazek papieża z obrazkiem małpy.
- O Darwinie.
- Synu, mój – westchnął ojciec - czego Cię ci kretyni uczą, człowiek nie pochodzi od małpy, spójrz na swojego ojca, czy ja naprawdę wyglądam jak małpa?
Janek się zaczął przyglądać ojcu, kiwać głową i go targać za uszy. Sięgnął nawet po obrazek z małpą…
- Dość tego synu – wrzasnął ojciec - od dziś będzie czytał tylko to, co ja ci polecę. W końcu jestem Twoim ojcem. Nie będzie żadnego Darwina, masz tu Biblię i Misesa, też zresztą Biblię, to ci wystarczy.
- Ale ja chce czytać o Darwinie.
- Synu masz Biblię, tam są nie tylko małpy, jest cała Arka.
- Wolę Darwina.
- Jakiego Darwina do jasnej cholery, masz tu Biblię, lepsza ona niż Darwin, i świętsza.
- Ja chce Darwina… tak, jak czytałem w szkole.
- Zapamiętaj, szkoła to przymus i to przymus totalitarny. Oni myślą, że są jak kierownicy kuli ziemskiej i wiedzą co jest dla Ciebie najlepsze.
- Ale mi się podobało, mogłem czytać o Darwinie.
- Słuchaj gówniarzu, nie po to ja, z innymi ojcami, wywalczyliśmy wolność edukacji, żebyś teraz ty mógł sobie dowolnie wybierać, co chciałbyś czytać i co ci się może podobać. Pamiętaj, ja i koledzy, ciężko pracujemy, żeby stworzyć lepszy świat dla twojej przyszłości, i uwierz mi, jako rodzic wiem co jest dla Ciebie najlepsze.
- Tato, czy to znaczy, że jak wiesz, co jest dla mnie najlepsze, to zachowuje się jak kierownik kuli ziemskiej?


Komentarze
Pokaż komentarze (21)