Już parę razy pytałem red. Warzechę ile przeczytał książek, naukowych artykułów, prac doktorskich, ile wyników badań analizował tych wszystkich ekoidiotów, ekooszołomów i innych ekozbrodniarzy, których wyzywa na blogu
Za pierwszym razem red. s p a r a f r a z o w a ł moją odpowiedź zdając mi analogiczne pytanie
Potem próbowałem jeszcze pare razy, ale nie dostałem już odpowiedzi.
A wydawałoby się, że ktoś, kto wciąż pluje na tych wszystkich naukowców, zna, niechby i pobieżnie, chociaż ogólny zarys ich prac. Wydaje się, że po przyznaniu się do przeczytania jak na razie 1 (słownie jednej) książki na temat globalnego ocieplenia, można albo zdać sobie sprawę, ile jeszcze czytania się ma się przed sobą, albo dać sobie spokój. I po prostu zamknąć gębę. Nie przeszkadzać ludziom, którzy ostro się spierając, ale uczciwe czytają (nawet po to by wyśmiać) prace swych oponentów.
Przyznam się szczerze, że nie ma pojęcia o tym czy istnieje globalne ocieplenie. Nie mam pojęcia, bo tym się nie interesuje i nigdy nic naukowego o tym nie czytałem (notki Warzechy owym czytadłem być rzecz jasna nie mogą). Może bym i poczytał, ale doba ma 24h, a ja wolę poczytać Iwaszkiewicza. Mam przed sobą całego Copelstona, Biblie (o, rany), resztę Miłosza i wielu, wielu innych. Starczy na całe lata.
Nie mam pojęcia, a osąd swój opieram jedynie na wierze. Cała edukacja to jedna wielka wiara w opisywaną rzeczywistość. Czytam blogera marutiego, jest przekonujący, tak jak quasi był przekonujący gdy pisał o ewolucji. Zwłaszcza na tle gardłującej hołoty (chodzi o styl, a nie poglądy). Ale to nadal jest to tylko wiara.
Nie ma pojęcia o tym czy istnieje globalne ocieplenie. I myślę, że Warzecha też nie ma pojęcia.
Tylko, że ja o tym nie piszę, a Warzecha przez to wyzywa. I robi dokładnie to co robi typowy internetowy oszołom.
PS Z Tadem9 poboksuje się później, na razie czytam co tam mędrcy Syjonu piszą o mojej skromnej osobie u niego na blogu... he, he.


Komentarze
Pokaż komentarze (15)