"Michał Cichy recenzując wspomnienia Calela Perechodnika ("Gazeta o książkach" nr 11/93) napisał: "[Perechodnik] przetrwał nawet Powstanie Warszawskie, kiedy AK i NSZ wytłukły mnóstwo niedobitków z getta"."
Michał Cichy wywołał tym fragmentem skandal i oburzenie
Potem za ten tekst Michał Cichy przeprosił (Gazeta Wyborcza - 1994/01/29). Przeprosił i dodał:
Znane mi są relacje, dokumenty i opracowania mówiące o zabiciu przez powstańców około 60 Żydów, w tym 44 lub 45 w dwóch zbiorowych morderstwach, z których jedno (30 ofiar NSZ-owców) jest bardzo słabo udokumentowane. Kilkudziesięciu zabitych Żydów to statystyczny margines na tle około 200 tysięcy ofiar powstania, ale historia nie rządzi się jedynie prawami statystyki. Wielokrotnie opisano w Polsce pomoc świadczoną Żydom przez Polaków, w tym przez podziemie. Nie jest to jednak prawda cała. Pamięć polska i pamięć żydowska po półwieczu przechowują sprzeczne obrazy wojny. Nie wierzę, żeby w takiej sytuacji realne było prawdziwe porozumienie. Obca jest mi chęć jątrzenia, nie uważam się za siewcę nienawiści. Uważam, że za nienawiść odpowiedzialni są w dużym stopniu siewcy zapomnienia.
Przeprosiny te nie zostały przyjęte.
Michał Cichy przez lata był synonimem niewiarygodnego potwarcy, który kala pamięć powstańców i Armii Krajowej . Niewiarygodny był jednak do czasu. W słynnym wywiadzie o cynglach. Łuczywo i Michniku powiedział:
AK-owcy, kombatanci ze zgrupowania "Radosław", poszli wówczas za Moczarem. Więc za to dostali. Istnieje prawda faktów i prawda faktów jest taka, że wszyscy Żydzi zastrzeleni przez ludzi z opaskami AK i NSZ, o których pisałem, rzeczywiście zostali zastrzeleni. Jest także prawda duchowa i symboliczna, która jest następująca: nie należało tego tekstu publikować w 1994 roku w "Gazecie Wyborczej". Na 50. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.
Tym razem oburzenia nie było. Cichy powiedział o Michniku rzeczy propagandowo zbyt cenne, by mu wypominać takie drobiazgi jak mordowanie Żydów przez AK.
W weekend pojawił się w Rzepie wywiad zmarłego prof. Wieczorkiewicza. Wywiadu udzielono dwa lata temu, ale dopiero teraz go opublikowano:
Prof. Wieczorkiewicz… Zatrzymanie dowódcy AK, a co za tym idzie zamęt i reorganizacja ugrupowania, burzyło bowiem cały system kontroli, jaką Niemcy sprawowali nad podziemiem.
Kontroli?
Mamy dwie legendy podziemia niepodległościowego. Podziemie podczas II wojny światowej i podziemie solidarnościowe podczas stanu wojennego. Przykra prawda jest jednak taka, że jedno i drugie było w 80 procentach rozpracowane przez policje polityczne.
Wstydliwą dla podziemia sprawą jest chyba również kwestia jego budżetu.
O tak, to bardzo niewygodny temat. Z Londynu szedł do kraju strumień pieniędzy. Znaczna ich część była jednak wydawana na cele prywatne, czyli po prostu defraudowana. Kolejna część trafiała zaś do kas rozmaitych partyjek, koterii i grupek. A kto w podziemiu miał pieniądze – rozdawał karty. (…)
Anders również nie był postacią bez skazy i mało nadaje się na bohatera narodowego. W 1941 roku na Łubiance mówił NKWD wszystko, co chciała usłyszeć...
Sugeruje pan, że był agentem Stalina lub szedł mu na rękę?
No cóż, po owocach ich poznacie. Anders zrobił trzy rzeczy. Najpierw wyprowadził we właściwym momencie wojsko z Sowietów. Proszę sobie wyobrazić, że armia Andersa bije się na froncie wschodnim w kwietniu 1943 roku. Niemcy ogłaszają przez radio, że odkryli masowe groby w Katyniu. I co, Polacy nadal biją się u boku bolszewików? Oczywiście nie. Armia Andersa natychmiast przeszłaby na stronę Niemiec. Wyobraża pan sobie taki zwrot? To by mogło storpedować plany Stalina. Potem Anders bezsensownie skrwawił wojsko pod Monte Cassino, najbardziej ideowy, antysowiecki element. A na końcu zrobił wszystko, żeby nikt z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie nie wrócił do kraju.
Tym razem artykuł zmarłego profesora nie wywołał skandalu i oburzenia. Nie jest pluciem na bohaterów, ani nie kala ich pamięci. A wręcz przeciwnie, przez wielu, których tak oburzał Cichy, uznawany jest za ciekawy, interesujący.
Patrząc więc na to, że patrioci, którzy ponoć zawsze i wszędzie odważnie dają świadectwo, a tym razem mliczą, trzeba im chyba powiedzieć, że zanim ktoś się weźmie za lustrowanie Brzechwy, powinien najpierw przeprowadzić akcje zamiany nazw ulic tych wszystkich złodziei, kapusiów i morderców z AK. Co to ich tak ładnie i szczerze powyżej nam panowie historycy opisali.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)