Jako człowiek postępu cenię sobie pluralizm zarówno ten blogowy, jak i ten w tradycyjnych mediach. Cenię sobie pluralizm na niepoprawni.pl, blogmedia.pl, w komentarzach pod postem Maryli czy Free Your Minda. Cenię pluralizm w Trzecim Punkcie Widzenia, w doborze prowadzących w TVP Historia i telewizji Puls, oraz w doborze gości w „Bronisław Wildstein przedstawia”. Przez lata ceniłem pluralistyczne proporcje w „Warto rozmawiać”. A już najbardziej cenię sobie pluralizm w Rzeczpospolitej i na jej blogu, na którym pluralizm postępowo nawet zadekretowano pisząc: różni autorzy, różne poglądy.
Niestety mimo pewnej fascynacji powyższym pluralizmem, czasami odzywają się we mnie tradycyjne, by nie rzec burżuazyjne, przyzwyczajenia, które nakazują odróżniać wykład od dyskusji. Wciąż uważam, że jak zapraszano na otwarty wykład prof. Ingardena, to Karol Irzykowski nie przybiegał krzycząc dlaczego nie ma nikogo z tzw. szkoły lwowsko-warszawskiej, bo skoro to wykład Ingardena, to będzie Ingarden. Nawet jeśli Ingardena po paręnaście minut komentować będą dwie osobistości, w tym jedna szalenie popularna, choć anonimowo - bo pod pseudonimem (Bolesław Prus?). Ale tak było przed wojną, teraz wiadomo jest postęp, więc być może prof. Sadurski rzeczywiście powinien w charakterze komentatorów zaprosić kogoś do kogo mu dalej niż bliżej, aczkolwiek pytanie czy ten ktoś zgodziłby się aby długi wykład profesora móc skomentować w 4 krotnym krótszym czasie i przy tym stając okoniem jednocześnie bronić anonimowej kataryny i za Paliwodą atakować byty zamienne – jest pytaniem na tyle zasadnym, że przecież istnieje ryzyko, że taka dyskryminacja mogła by znaleźć swój finał w sądzie, a nie daj Boże również i w kancelarii prezydenckiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)