Po tym jak IPN kaja się za Brunona Jasieńskiego, przyznając się, iż popełnił błąd, a Bruno Jasieński był ważną postacią polskiej kultury, wobec czego uhonorowanie jego imieniem ulicy jest uzasadnione - nie wiem czy akurat do nich powinienem pisać ten apel. Wszak lada moment, a wystawią ulicę Wasilewskiej albo nawet Szymborskiej.
Ale do kogoś trzeba się zwrócić, czasy romantyczne minęły, by ludzie się sami organizowali i to jeszcze w realu, wystarczy że z wypiekami na twarzy opowiadają w Internecie, czego to w tym realu nie zrobią. Raz to nawet aż w kilkaset osób bronili Skowrońskiego, który stworzył taki system rozliczeń w Trójce, że mimo dramatycznej obrony, wciąż nie potrafi wyjaśnić dlaczego, choćby jego Doradca ds. marketingu za trzy miesiące pracy w radiu dostał 33 tys. zł. Przecież Trójka miała być radem niekomercyjnym, więc po co osobisty doradca prezesa d.s. marketingu?
Zwróciłbym się do Bugajskiego, tego od „Śmierci rotmistrza Pileckiego”, i „Nila Fieldorfa”, ale raz, że już Łysiak zarzucił mu, iż swym filmem zrobił z Pileckiego kapusia. A dwa, że Pani Maria Fieldorf-Czarska zarzuciła mu, że ją posądził o antysemityzm, mówiąc iż Pani Fieldorf-Czarska w filmie dokumentalnym Aliny Czerniakowskiej o jej ojcu mówi, że generał Fieldorf by żył, gdyby Polską nie rządziła wtedy mafia żydowska. Nie podejmuję się polemizować z antysemitami. A tymczasem Pani Maria powiedziała tylko, że Ja twierdzę, że gdyby mój ojciec był Żydem, i Polacy by go tak skazali, to ci Polacy dawno by już byli osądzeni. A ponieważ jest odwrotnie mamy to, co mamy. Powiadam wam, jeszcze parę takich wypowiedzi Bugajskiego, a cywilizacja białych chrześcijan znów zacznie palić Żydków w piecu.
Nie za bardzo mam się do kogo zwrócić, tedy zwracam się do IPNu by wreszcie Palikota powstrzymał, jeśli nawet nie ze względów estetycznych, to chociaż racji stanu (opartej na wolności słowa). Dziś filozof opublikował nam wstrząsające informacje o teczce Jarosława Kaczyńskiego, w której Pan prezes miał wypierać się bratem, Dorna nazywać Żydem i nie interesować się kobietami. Mało tego Palikot twierdzi, że teczka, choć cienka, to grube, pikantne zawiera szczegóły lecz on, niczym Prezydent Kaczyński, wie, ale nie powie.
Wobec tego, zgodnie z postulatami nielemingowego elektoratu, wydaje się, że prawda, zwłaszcza ta historyczna, ukryta w kazamatach Instytutu Pamięci Narodowej powinna być wreszcie ujawniona, teczka Pan Prezesa winna ujrzeć światło dzienne, żeby wreszcie Palikotowi zamknąć gębę pełną insynuacji. Wszak Pan prezes już przeszło dwa lata temu, gdy był jeszcze premierem, obiecał w bardzo krótkim czasie projekt otwarcia archiwów, który to projekt (pewnie przypadkiem), zdaje się, że po dziś dzień nie został przedstawiony.


Komentarze
Pokaż komentarze (37)