Kocham Europę - zaznaczam to na samym początku tego tekstu, żeby czasami nie być posądzonym o tzw. "antyeuropejskość". A właśnie takim mianem część zachodniej prasy określiła dwa miesiące temu tygodnik Janusza Korwin-Mikkego, "Najwyższy CZAS!", gdy doszło do "afery okładkowej" (na pierwszej stronie "NCZAS-u!" znalazła się Angela Merkel ucharakteryzowana na Adolfa Hitlera - pisały później o tym gazety, czasopisma i portale internetowe na całym świecie: naturalnie w Niemczech, Włoszech, Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii, Austrii, Brazylii, Chinach, Rumunii - oczywiście polskie media praktycznie o tym nie wspomniały... czyżby "Najwyższy CZAS!" był łatwiej dostępny na drugim końcu świata niż w Polsce?) - bo JKM ośmielił się napisać, że tzw. "Unia Europejska" zmierza w stronę faszyzmu.
"Jak wiadomo" - Europa to Unia Europejska. Wiedzą o tym mieszkańcy tzw. "państw trzecich" (Trzeciego Świata??) - Norwegowie, Szwajcarzy, Islandczycy - czyli z całą pewnością nie-europejczycy - wiedzieli o tym również: znany kierowca rajdowy Krzysztof Hołowczyc, aktor Michał Żebrowski czy Aleksander i Jolanta Kwaśniewscy, którzy na - wyprodukowanych ZA NASZE pieniądze! - billboardach oznajmiali: "Tak, jestem Europejczykiem", "Tak, jestem Europejką" - co miało według nich oznaczać: "Tak, głosuję ze wejściem Polski do Unii Europejskiej - gdybym tego nie zrobił, byłbym zacofanym oszołomem, który nie jest godny nazywać siebie Europejczykiem!"...
Ta nachalna propaganda, która nawiedziła kilka lat temu nasz kraj była oczywiście finansowana z NASZYCH pieniądzy - a także z pieniędzy podatników mieszkających w innych państwach Europy (pardon: "Unii Europejskiej"...). Co jest dość istotne - pod przymusem opłacali ją nie tylko zwolennicy, ale i przeciwnicy Anschlussu! A więc - walka o głosy obywateli w zbliżającym się wtedy referendum nie mogła być uczciwa - po prostu "nagle" eurofanatycy zapomnieli o czymś takim jak "równość" - o wartości, którą ponoć (!?) kochają nad życie!
Zadecydowały kolorowe gwiazdki, wygodne kłamstwa i festiwale demagogii - w mediach, na ulicach polskich miast - a nawet w szkołach... Tzw. "kółka europejskie", "konkursy wiedzy o Unii Europejskiej", "integracja europejska" (powinno być: "unijna propaganda"). Nawet hierarchowie Kościoła katolickiego zmienili w końcu (co się stało...?) zdanie i postanowili "jednak" poprzeć wejście do Unii... To wszystko mogło dać tylko jeden efekt: Polacy zrozumieli, że NIE MAJĄ WYJŚCIA - ALTERNATYWA NIE ISTNIEJE. Muszą zagłosować na "TAK"!
Minęły trzy lata - Unia Europejska nadal (prawnie) nie powstała - tzn. (na szczęście) nie ratyfikowano traktatu konstytucyjnego (nie zgodziły się na to Francja i Holandia) - mimo to zapewne 70% Polaków o tym nie wie... Podobno (znowu: jeśli wierzyć sondażom...) tyle samo z nas cieszy się z polskiej obecności we Wspólnotach Europejskich. Na szczęście prawie wszyscy dostrzegamy największą (i jedyną!) zaletę Anschlussu - po prostu dzięki temu możemy swobodniej przemieszczać się na terenie Europy Zachodniej - niektóre kraje nawet pozwoliły nam u nich legalnie się zatrudniać (ciekawa sprawa: najwięksi "euroentuzjaści", czyli Belgia, Francja i Niemcy jeszcze się na to NIE ZGODZIŁY!), co pozwala nam uciekać tam, gdzie jest więcej wolnego rynku - a więc i większe zarobki...
No właśnie - bo czy nie o to nam wszystkim chodzi? Czy nie chcemy mieć po prostu wolnego wyboru - móc żyć, mieszkać, pracować TAM, GDZIE TYLKO MAMY OCHOTĘ? A więc po co nam ta cała biurokratyczna struktura - tzw. "UE"? "Po dopłaty"? A te "dopłaty" to skąd się niby biorą - urzędnicy z Brukseli (niczym dobrzy wujkowie z Ameryki) osobiście nam sponsorują te wszystkie mosty, wiadukty, kładki i inne "prezenty", na których wyraźnie reklamują się Wspólnoty Europejskie?
Nie... za to wszystko i tak płacimy MY SAMI... Tak więc - nie ma się czym podniecać.


Komentarze
Pokaż komentarze