Problem z Prezydentem polega na tym, że Lech Kaczyński przez długie lata był pracownikiem naukowym na Wydziale Prawa Uniwersytetu Gdańskiego. W efekcie istnieje wcale liczna grupa osób, która stara się zdyskontować dawną lub trwającą do dzisiaj zażyłość. Ta swoista gra pozorów, mniej lub bardziej wyszukane blefy, zazębiające się interesy owocują rozrastaniem się środowiska, które w Trójmieście buduje się w opozycji do Platformy Obywatelskiej ale także obok, żeby nie powiedzieć: nad strukturami partyjnymi Prawa i Sprawiedliwości. Boję się , że tak wynaturzone , nieformalne i niejawne mechanizmy wpływania na gospodarkę i politykę mogą skończyć się potężną kompromitacją prezydenta i PiSu, nawet jeżeli dzieje się to poza ich wiedzą.
Istnieją przesłanki, żeby twierdzić że ta nieformalna grupa powołując się na kancelarię prezydencką orbituje wokół Ryszarda Krauze. Pojawiło się w ciągu ostatnich dwóch lat sporo materiałów prasowych dokumentujących wpływ ludzi ze stajni Wielkiego Informatyka na ważne dziedziny polskiej gospodarki. Przykładem sposobu funkcjonowania Grupy może być spektakularne wyczarowanie Noetzla w roli prezesa PZU. Warto też pamiętać , że ludzie ze „stajni' zajmują ważne, często newralgiczne, stanowiska w zarządach i radach nadzorczych najważniejszych firm sektora bankowego, energetycznego i ubezpieczeniowego.
Stawiam tezę, że przyczyną porażki CBA nie był przypadkowy przeciek a celowe działanie zmierzające do fiaska akcji CBA. Patrząc szerzej mamy do czynienia z pierwszą zauważalną dla opinii publicznej, próbę całkowitego sparaliżowania CBA. Tu nie chodzi o Leppera ale o niepodatnych na wdzięk wielkiego biznesu, inteligentnych i nieprzekupnych pracowników CBA. Dla nikogo kto ma choćby mgliste pojęcie o styku polityki i wielkiego biznesu jest oczywiste, że kierowana przez Mariusza Kamińskiego agencja jest potężnym zagrożeniem dla dotąd obowiązującego stylu uprawiania wielkiego biznesu. Dotychczas było tak, że każdy odchodzący minister, szef policji , dyrektor departamentu był niemal automatycznie wchłaniany przez współzawodniczące ze sobą korporacje. W efekcie w stajni niemal każdego oligarchy znajdują się byli politycy. Ich wartość polega na możliwości dotarcia do każdego środowiska. Mając w stajni byłego ministra rządu lewicowego i prawicowego można czuć się z grubsza zabezpieczonym na wypadek każdego scenariusza wyborczego. Między bajki można włożyć zapewnienia Walendziaka, że teraz „ Prokom jest transparentną firmą". „No, kiedyś bywało z tym różnie a zresztą robili tak wszyscy. Ale teraz takie metody to juz przeszłość" Tak jak wilk pragnie zeżreć owieczkę, jak kukułka podłożyć jajo w sąsiednim gnieździe, tak Ryszard Krauze jest niemal genetycznie zaprogramowany na szukanie dojścia do obozu rządzącego. Po prostu takie kontakty to jego być albo nie być. I nawet można to zrozumieć.
Gorzej jednak gdyby się miało okazać, że siła polityczna Ryszarda Krauze jest już tak duża, że motorem działań nie jest już chęć podpisania lukratywnego kontraktu ale wpływanie na bieg wydarzeń tak aby podejmowania przez rząd decyzje służyły jednemu człowiekowi. Takie działanie wypełnia znamiona definicji rosyjskiej oligarchii gdzie słabośc państwa zastępują przeżarte przez korupcję nieformalne sposoby podejmowania państwowych decyzji i stanowienia prawa.
Smutne to ale jedyną strukturą zdeterminowaną i wyposażoną w środki i kompetencje jest CBA. Cała reszta to tak naprawdę popłuczyny po PRL. Brak lustracji, masowe przechodzenie Sbeków do innych służb mundurowych a zwłaszcza Policji wykoślawiło tzw. resorty siłowe. Stajnia byłych polityków, zastępy nowych lokujących swoją przyszłość w imperium Kulczyka, Krauzego, Solorza plus zdemoralizowane służby to obraz tak naprawdę rodem z III RP.
A mogło być tak pięknie. Nawet można by mówić o IV RP. Ba, wręcz chwalić nowe porządki...
Można by, gdyby nie ten przeklęty Kamiński.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)