"Zakwestionowanie nieomylności "Wyborczej" wywołało szok i frustrację. Tylko tak można tłumaczyć publiczne połajanki pod adresem kierownictwa telewizji publicznej, że nie stosuje tych samych przemilczeń i manipulacji co "Gazeta" - pisze dyrektor Biura Zarządu i Spraw Korporacyjnych TVP SA Jan Polkowski
Gazeta Wyborcza" kłamie. Dla wielu środowisk nie jest to szokująca nowość czy odkrycie ostatnich dni. Jednak fakt, że "Wyborcza" kłamie piórem legendy demokratycznej opozycji Teresy Boguckiej ("Świat według TVP" , "GW" 18 września 2007), może być dla wielu prawdziwym zaskoczeniem.
Redaktor Bogucka pod pozorem obrony dziennikarskiego obiektywizmu i rzekomo łamanych w TVP "dziennikarskich kręgosłupów" występuje de facto w obronie monopolu "Gazety Wyborczej" na określanie, kto jest w polityce "dobry", a kto "zły". Bogucka broni prawa "Gazety" do bycia wyrocznią w sferze "postępowości" i "demokracji". Bo dziennikarze i redaktorzy "Gazety Wyborczej" mają poglądy polityczne! I wcale ich nie ukrywają. W każdych wyborach "Gazeta" wyraźnie dawała do zrozumienia, na kogo należy głosować. Obecnie "masterplan" stworzony przez Agorę zakłada powstanie rządu tymczasowego PO - LiD i każdy, kto się tym zamierzeniom sprzeciwia lub choćby ich entuzjastycznie nie podziela, jest wrogiem. W ramach tego planu Bogucka atakuje TVP.
Pieniądze przed prawdą
Jest w tej sprawie drugie dno - ekonomiczne. Chodzi o wielkie pieniądze i nowe rozdanie na rynku mediów elektronicznych. Na tym rynku zakończył się trwający blisko 16 lat okres pionierski. Dotąd telewizje komercyjne rozwijały się kosztem TVP, ale nie naruszały w istotny sposób pozycji nadawcy publicznego. Teraz nadszedł ten moment. Dzieje się to u progu procesu cyfryzacji, przy postępującej globalizacji rynku telewizyjnego i mocniejszym wchodzeniu kapitału zagranicznego.
W tym kontekście krytyka TVP to najtańszy oręż walki konkurencyjnej. Telewizji publicznej próbuje się więc narzucić ustawowy kaganiec, aby przejąć rynek reklam. Gdy to nie skutkuje, następuje atak "publicystyczny". Chodzi o to, aby maksymalnie osłabić TVP przed wejściem w okres cyfryzacji. Chodzi o miliardy złotych. A gdy w grę wchodzą tak wielkie pieniądze, przegrywa zwykła prawda i przyzwoitość.
Znikające fakty
Wróćmy jednak do głównego wątku. W swoim tekście "Świat według TVP" redaktor Bogucka postawiła tezę, iż telewizja publiczna "została zaprzęgnięta do promocji jednej partii". Z publicystyką Boguckiej nie mam zamiaru polemizować: w wolnej Polsce każdy może głosić tezy, jakie chce, a ograniczony jest jedynie przepisami prawa i obawą przed śmiesznością. Tym, co w tekście Boguckiej wymaga polemiki, to próba ubrania jej (i "Gazetowych") marzeń, fobii i obaw w pozory obiektywnego dziennikarstwa. W owym "ubieraniu" przekroczono - moim zdaniem - granicę przyzwoitości i dobrego smaku.
Pisze Bogucka na przykład, iż "widzowie TVP nie dowiedzieli się, że prokuratura oddała doktorowi Mirosławowi G. 170 przedmiotów zabranych mu w czasie aresztowania, a zatrzymała tylko dwie butelki alkoholu i pudełko cygar". Rzeczywiście - widzowie telewizji publicznej nie dowiedzieli się o tym, bo... nie jest to prawdą. Jak w każdej tego typu sprawie są dwie strony prezentujące swoje stanowiska i poglądy: "Gazeta" z nieznanych powodów postanowiła bezkrytycznie przyjąć punkt widzenia obrońców Mirosława G. i stanowczo obstaje przy tezie, że "prokuratura [...] zatrzymała tylko dwie butelki alkoholu i pudełko cygar".
Tymczasem 12 września (na tydzień przed artykułem red. Boguckiej) Ministerstwo Sprawiedliwości wydało komunikat, w którym można przeczytać: "informacje, jakoby zostały oddane wszystkie rzeczy, nie są prawdziwe, wciąż bowiem nie zostało zwróconych około 500 przedmiotów (butelek z alkoholem, piór, wartościowych zegarków)". Zatem może jednak nie trzy sztuki - jak chce "Wyborcza" ("dwie butelki alkoholu i pudełko cygar"), ale 500 przedmiotów, jak zapewnia Ministerstwo Sprawiedliwości ("500 przedmiotów - butelek z alkoholem, piór, wartościowych zegarków").
Nie jest to jednak zwykły błąd, dziennikarskie przeoczenie. "Gazeta" uznała po prostu, że fakty niepasujące do jej aktualnej linii politycznej... nie istnieją. Zostały "unieważnione" decyzją kolegium redakcyjnego. Bo to "Gazeta Wyborcza" nie poinformowała swoich czytelników o stanowisku resortu sprawiedliwości i prokuratury. Uznała, że nie pisząc o pewnych faktach i przemilczając pewne zjawiska, sprawi, że będą one znikały z obszaru dyskursu publicznego.
Z reakcji redaktor Boguckiej wnosić należy, że zakwestionowanie nieomylności "Wyborczej" w tych kwestiach wywołało szok i frustrację. Tylko tak można bowiemtłumaczyć publiczne połajanki pod adresem kierownictwa telewizji publicznej, że nie stosuje tych samych przemilczeń i manipulacji co "Gazeta". To właśnie istota sprawy: "Gazeta Wyborcza" postanowiła poprawić rzeczywistość i zmyśliła fakty ("dwie butelki alkoholu i pudełko cygar"), ignorując stanowisko drugiej strony. Po czym zaatakowała TVP, że tego "Gazetowego" zmyślenia nie podała na antenie jako prawdy obiektywnej.
Złe przeszczepy "Wyborczej"
Zresztą nie jest to jedyny tego typu zabieg w tekście Boguckiej. Pani redaktor twierdzi, że przyczyną kryzysu polskiej transplantologii jest postępowanie pewnego "medium [które] zaczęło nagonkę". W domyśle: przez TVP bez przeszczepów umierają ludzie, bo telewizja publiczna nagłośniła zarzuty ministra Ziobry wobec doktora G. Zarzut dość absurdalny - wystarczyłoby przejrzenie serwisów informacyjnych wszystkich telewizji (także komercyjnych), aby się przekonać, że konferencja w Ministerstwie Sprawiedliwości "zrobiła czołówkę" we wszystkich programach. W imię czego właściwie TVP miałaby ocenzurować tę wiadomość?
Co zaś do kryzysu polskiej transplantologii, to rzeczywiście ilość przeszczepów istotnie się zmniejszyła. Jednak dane statystyczne pokazują, że nie spadła liczba przeszczepów serca (doktor G. jest kardiochirurgiem), ale... wątroby. Co ciekawe, spadek ten miał najgwałtowniejszy przebieg przed... konferencją ministra Ziobry.
Co się więc stało i jakież to "medium" odpowiada za kryzys w polskiej transplantologii? Otóż wielu lekarzy uważa, że głównym powodem tego stanu rzeczy są... teksty w "Gazecie Wyborczej" z początku roku, opisujące w histerycznym tonie przypadki "zarażenia" białaczką trzech pacjentów po przeszczepach wątroby i nerek. O tonie tych publikacji mogą choćby świadczyć ich tytuły: "Zły przeszczep" ("GW" 29.12.06), "Kolejny chory po przeszczepie" ("GW" 30.12.06), "Przy przeszczepach potrzebna jest czujność" ("GW" 5.01.07), "Białaczka na skutek przeszczepu" ("GW" 8.02.07) lub na przykład "Czy to był błąd lekarzy?" ("GW" 3.02.07). To właśnie po tych tekstach liczba przeszczepów wątroby spadła z 76 zabiegów (styczeń 2007) do 34 (kwiecień), a nerek z 22 do 9 (w tym samym okresie).
Skandalicznie dobrotliwy premier
Oczywiście "Gazeta" może się nie zgadzać z pewnymi działaniami obecnego rządu, może nie lubić pewnych ugrupowań i określonych polityków, ale może lepszym sposobem wyrażania tej niezgody byłoby polemizowanie bezpośrednio z tymi politykami, a nie krytykowanie innych mediów. Tymczasem najgorszą zbrodnią wydaje się być nieprzyjmowanie punktu widzenia "Gazety" przy relacjonowaniu rzeczywistości. Jeżeli fakty nie zgadzają się z linią "Wyborczej" ustaloną na kolegium redakcyjnym, tym gorzej dla faktów tych mediów, które je rzetelnie relacjonują.
Tym bardziej że nie bardzo rozumiem, co właściwie jest głównym zarzutem pani redaktor. Raz "Gazeta" ma za złe TVP, że pokazuje za dużo PiS (ba, przerywa nawet mecz, aby pokazać konwencję tego ugrupowania), by za chwilę tę samą telewizję zaatakować za to, że nie pokazuje wszystkiego i trzeba pokazywać więcej PiS (aby zmieściły się - jak chce redaktor Bogucka - także "obelgi i insynuacje pod adresem przeciwnika").
Najgorszy zarzut, jaki formułuje redaktor Bogucka wobec telewizji publicznej, dotyczy jednak tego, że - o zgrozo! - "TVP lansuje premiera w wersji dobrotliwej, uśmiechniętej i niejadowitej". Zarzut co najmniej dziwny ze strony przedstawicielki redakcji, która świadomie opóźniła o blisko pół roku upublicznienie informacji o największym skandalu III RP (aferze Rywina) tylko dlatego, aby nie psuć w czasie unijnych negocjacji wizerunku dobrotliwego, uśmiechniętego premiera Millera.
Doprawdy trudno zadowolić redaktor Bogucką - ma za złe TVP, że "wycina" niektóre wypowiedzi premiera, ale kiedy "Wiadomości" zamieszczają jego wypowiedź na temat odejścia ministra Sikorskiego, Bogucka stwierdza autorytatywnie, że akurat w tym wypadku wypowiedzieć się powinien poseł Kurski.
Wypieranie ze świadomości
Podobnie z innymi zarzutami. Wbrew temu, co widziała 10 września na "gazetowym" telewizorze redaktor Bogucka, "Wiadomości"poinformowały, że plany podniesienia składki zdrowotnej to wycofanie się premiera z poprzednio zajmowanego stanowiska. Z kolei 12 września "Wiadomości" rzetelnie poinformowały o postanowieniu sądu w sprawie Janusza Kaczmarka. Zarzut redaktor Boguckiej, że zupełnie niepotrzebnie pojawiła się w materiale informacja, iż "środki zapobiegawcze wobec Kaczmarka muszą być wyznaczone jeszcze raz", wydaje się nieco śmieszny, jeżeli porówna się go z tym, co następnego dnia napisała "Gazeta Wyborcza": "Sąd uchylił postanowienie i zwrócił je prokuraturze "do ponownego rozpatrzenia". Ta może teraz wszystko? nie stosować tzw. środków zapobiegawczych, jeszcze raz je nałożyć, a nawet wystąpić do sądu, by b. szefa MSWiA aresztować". (B. Wróblewski, "Nie ma powodu, by Janusz Kaczmarek wpłacał kaucję i nie mógł wyjeżdżać"; "GW" nr 214, wydanie waw z 13.09.2007, Kraj, str. 4 ). Jak to się dzieje, że według redaktor Boguckiej ten sam tekst podany w "Wiadomościach" jest manipulacją, a zamieszczony w "Gazecie Wyborczej" już nie?
I dalej: 13 września TVP podała, że Ryszard Bender to osoba rekomendowana przez krąg Radia Maryja. Szkoda, że redaktor Bogucka nie wychwyciła tego szczegółu. Chyba że jest to dobrze opisany w literaturze psychologicznej mechanizm wyparcia - kiedy umysł odrzuca wszelkie informacje niepasujące do przyjętego i zaakceptowanego wzorca i wypiera je ze świadomości.Z kolei 14 września nie przemilczeliśmy, jak chciałaby tego redaktor Bogucka, informacji, że oskarżona o korupcję Arka Gdynia należy do Prokomu. Zobaczmy jednak, jak potraktowała tę kwestię "Gazeta Wyborcza": "W aferę korupcyjną zamieszanych jest kilkanaście klubów piłkarskich, ale prokuratorzy niespodziewanie zdecydowali się wyłączyć jeden - jak sami przyznali bardzo wąski - wątek sprawy i złożyć akt oskarżenia w sądzie. Dotyczy on Arki Gdynia, klubu należącego do firmy Prokom, której właścicielem jest Ryszard Krauze podejrzewany o udział w przecieku dotyczącym akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa" ("Arka oskarżona o korupcję", Artur Brzozowski; "GW" nr 216, wydanie waw z 15 - 16.09.2007, Sport, str. 35). Kali ukraść krowa - dobrze, Kalemu ukraść - źle.
Dyrektywa Heleny Łuczywo
Przyznajemy się także do innego poważnego "przestępstwa" przeciwko rzetelności dziennikarskiej: oto pozwoliliśmy komentować sprawy związane ze służbami specjalnymi redaktorowi Jerzemu Jachowiczowi. A przecież powinniśmy wiedzieć, że redaktor Jachowicz miał prawo być "autorytetem" w tej dziedzinie tylko do momentu, kiedy pracował w "Gazecie Wyborczej". Po odejściu z redakcji nie powinien być nigdzie zapraszany.
Tak na marginesie: czy nadal obowiązuje w "Gazecie Wyborczej" dyrektywa Heleny Łuczywo z początku lat 90., że dziennikarze "Gazety" nie mogą wyrażać publicznie poglądów sprzecznych z linią programową gazety?
Kompletnym zaskoczeniem jest jednak zmiana stanowiska "Gazety" w kwestii lustracji. Redaktor Bogucka wręcz oczekuje od telewizji publicznej odnotowywania w najważniejszych programach informacyjnych kolejnych przypadków "dzikiej" lustracji. Albowiem "grzechem" TVP było przemilczenie artykułu "Wprost" o rzekomych związkach Jerzego R. Nowaka z wywiadem PRL. Kolejnym zarzutem miało być pominięcie milczeniem rzekomego odkrycia teczek najbogatszych Polaków inwigilowanych przez WSI. A gdzie dziennikarski obiektywizm? Gdzie weryfikowanie rzekomych sensacji?
Powyższe przykłady pokazują, jak nieprawdziwe, wręcz absurdalne są zarzuty stawiane przez "Gazetę Wyborczą" TVP. Dla Teresy Boguckiej zarzutem okazuje się nawet to, że TVP informuje o czymś dokładnie tak samo jak... jej macierzysta redakcja. Przy takim natężeniu złej woli trudno o spokojny dyskurs i wymianę racjonalnych argumentów.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)