29 obserwujących
75 notek
223k odsłony
  2661   0

Stało się...

                         

…coś, co jeszcze pół roku temu było poza wyobraźnią. Pierwszy Obywatel Rzeczpospolitej otwierający listę polityków najbardziej akceptowanych i cenionych przez zwykłych obywateli – przegrał wyścig prezydencki. I to z kim? Z mało znanym na początku wyścigu kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, którego – ze względu na zbieżność nazwisk – mylono z liderem Solidarności.

 

       Rok 2015 jest rokiem podwójnych wyborów – prezydenckich i parlamentarnych. Taka zbieżność jest okolicznością dosyć niezwykłą, chociaż wpisaną w naszą Konstytucję, gdzie kadencja prezydenta ma trwać pięć, a parlamentu cztery lata. Oznacza to, że jeśli kadencje najważniejszych organów państwa są pełne, co jak wiemy z doświadczenia nie zawsze się zdarza, to z podobną koincydencją musimy mieć do czynienia co 20 lat. Czyli następny raz  dopiero w roku 2035.

       Autorom naszej Ustawy Zasadniczej chodziło o to, żeby poprzez wprowadzenie zróżnicowania długości wspomnianych kadencji stworzyć szansę swoistego politycznego balansu. Krótko mówiąc, żeby Duży Pałac i Mały Pałac nie stawały się politycznym łupem jednej tylko politycznej formacji, co miało poniekąd „wymuszać” kohabitację, uznanej za rozwiązanie lepsze dla funkcjonowania demokracji. Doświadczenia III RP nie dały jednak jednoznacznej odpowiedzi, a praktykowaliśmy oba warianty, czy lepszy dla funkcjonowania państwa jest monopol partyjny, czy wspomniana kohabitacja? Warto jest jednak zauważyć, a tego też się nauczyliśmy, że formacja wygrywająca batalię prezydencką, niesiona na skrzydłach sukcesu, staje się faworytem w będących kilka miesięcy później wyborach parlamentarnych.

                                                     Ojciec sukcesu

       Jesienią ubiegłego roku lider największego ugrupowania opozycyjnego stanął przed nie lada problemem: kogo PiS ma wystawić do wyborów prezydenckich? Od samego początku było jasne, że sam Prezes nie stanie w szranki – przynajmniej z dwóch istotnych powodów. Po pierwsze Jarosław Kaczyński zawsze wyznawał priorytet wyborów parlamentarnych, w których sukces dawał realną władzę, a jego uczestnictwo w wyborach prezydenckich roku 2010 było wymuszone tragicznymi okolicznościami. Ale był jeszcze drugi powód – sam nie chciał ponownie przegrać z Bronisławem Komorowskim, co wydawało się nieuniknione i mogło być fatalne w skutkach dla kierowanej przez niego formacji w jesiennych wyborach parlamentarnych. Kogo jednak wystawić w szranki, na jakiego postawić konia, gdy szykujący się do reelekcji Prezydent szybuje w rankingach na poziomie 70-procentowego poparcia? Wystawienie kogoś z kierownictwa PiS i skazanie go na pożarcie, ze wspomnianymi już negatywnymi skutkami dla wyborów parlamentarnych? Może zatem wystawić kogoś z drugiego szeregu, którego przegrana z Bronisławem Komorowskim nie będzie tak dla PiS bolesna i obciążająca. Najlepiej młodego, dynamicznego, w sposób jaskrawy odróżniającego się od misiowatego i pouczającego naród z belferskich zacięciem Wujka Dobra Rada. I postawić mu zadanie: przejście do drugiej tury i uzyskanie w niej przyzwoitego wyniku, za który – wiem to z dobrych źródeł – uznano by 40-procentowe poparcie.

                                          Lekcja pokory i upadek mitów

       Niegdysiejsze, buńczuczne stwierdzenia Donalda Tuska, że Platforma Obywatelska nie ma z kim przegrać warte są dzisiaj funta kłaków, ale warto je zapisaćimage w „białej księdze” platformerskiej arogancji. Znaleźć się tam również powinny enuncjacje Wujka Dobra Rada o tym, że szkoda pieniędzy, a jakże podatnika, na drugą turę wyborczą, gdy zwyciężca jest już na starcie oczywisty, a także zachwyty nad japońską ordynacją, przewidującą zaledwie kilkunastodniową kampanię wyborczą.  Bronisław Komorowski zapewne przysypiał w szkole na lekcjach polskiego, gdzie uczono ortografii, ale także poezji Mickiewicza, a tak jak koń: naród jak lawa – od czasu do czasu budzi się z letargu i odrętwienia. Gdy po pierwszej turze wyborów okazało się, że zobaczył plecy rywala, wpadł w popłoch i zaczął się chwytać brzytwy proponując – i to natychmiast – rozwiązania, które wcześniej lekceważył lub wręcz kontestował. Było to – przypomnijmy kąśliwą uwagę Słonimskiego – „brzydkie” chwytanie. Ale również, warto tu dodać – głupie. W konsekwencji hucpa i arogancja zostały ukarane.

       Wybory prezydenckie A.D. 2015 unieważniły także kilka mitów, wcześnie używanych przez platformerską propagandę jako aksjomat. Pierwszy mit: PO jest nowoczesną partią europejskiego formatu i dlatego masowo na nią głosują „młodzi, wykształceni, z dużych miast”. Wybory pokazały w wielu przypadkach coś zupełnie odwrotnego. Drugi mit: PiS jest partią zaściankową i prowincjonalno-moherową, nie umiejącą korzystać z instrumentów jakie dają nowoczesne technologie (przypomnę szyderstwa z Jarosława Kaczyńskiego, że nie ma prawa jazdy oraz konta bankowego i nie potrafi posługiwać się komputerem). Politycy PO tak bardzo zafiksowali się we własną narrację, że nie zauważyli, iż znienawidzony Prezes szybko się uczy i nie otworzył im oczy fakt wykorzystania przez Kaczyńskiego w sejmie tabletu z przemówieniem prof. Piotra Glińskiego, gdy pani marszałek Ewa Kopacz nie zgodziła się, by kandydat na premiera mógł wystąpić z trybuny sejmowej. Ale w najbardziej spektakularny sposób wspomnianej tezie zaprzeczyła zrobiona z rozmachem, w stylu amerykańskim, kampania Andrzeja Dudy. Przy niej kampania Komorowskiego była żałosną imitacją. I wreszcie mit trzeci: przegrana w pierwszej turze urzędującego Prezydenta była interpretowana przez jego sztab  na różny sposób – głównym jednak powodem miał być fakt pozostania w domu sporej części jego elektoratu, przekonanego sączoną wcześniej propagandą, że ich faworyt ma zwycięstwo w kieszeni. Stąd powtarzany jak mantra w drugiej turze apel Komorowskiego o pójście na wybory. I rzeczywiście frekwencja w drugiej turze była znacznie, bo o 6 procent wyższa, ale różnica pomiędzy pretendentem i Prezydentem była… również wyższa.

Lubię to! Skomentuj13 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale