29 obserwujących
75 notek
224k odsłony
  603   0

Aleja pomników

       Zamówienie w roku 1817 na wykonanie pomnika  przyjął duński rzeźbiarz Bert Thorvaldsen. Prace artysty przeciągały się jednak i gipsowy odlew zaprezentowany został w Warszawie dopiero w 1829 r. Namiestnik Zajączek już go nie zobaczył – zmarł rok wcześniej. Dzieło Thorvaldsena spotkało się z krytycznymi opiniami – nie wszystkim podobał się książe Pepi wystylizowany na rzymskiego patrycjusza, a w dodatku koń, którego dosiadał, był niezbyt okazałych rozmiarów. Zapadła jednakoż decyzja o odlaniu pomnika, a kiedy już tak się stało w roku 1832, spawa stała się już nieaktualna. Po klęsce Powstania Listopadowego, następca Aleksandra I, Mikołaj I, nakazał wyekspediowanie pomnika Poniatowskiego do Twierdzy Modlin, a po jakimś czasie podarował go gen. Iwanowi Paskiewiczowi, który do upadku powstania bardzo się przyczynił, za co otrzymał – jak gen. Zajaczek - posadę  namiestnika i zamieszkał w znanym już nam pałacu przy Krakowskim. A ofiarowany mu  pomnik przetransportował do swojego pałacu w Homlu, gdzie stał do roku 1922 i wrócił do Polski po traktacie ryskim. Na początku znalazł miejsce na dziedzińcu Zamku Królewskiego, potem na Placu Saskim, gdzie – już po kapitulacji Powstania Warszawskiego - Niemcy wysadzili go w powietrze.

     Już po wojnie okazało się, że zachowała się w Danii forma odlewnicza i pomnik księcia Pepi, jako dar królestwa Danii trafił w 1952 r. do Warszawy. Władze komunistyczne potraktowały z początku ten prezent jak kukułcze jajko i pomnik znalazł się w Łazienkach, by dopiero w roku 1965 stanąć przed Pałacem Namiestnikowskim, przemianowanym w III RP na Pałac Prezydencki. W miejscu – i to jest chichot historii – które wybrał car Aleksander I, żeby podroczyć się z gen. Zajączkiem.

                                             Prus i Prymas Tysiąclecia

       Wędrując dalej na południe po Krakowskim Przedmieściu, natrafiamy na dwa posągi. Pierwszy, Bolesława Prusa (dłuta Anny Kamieńskiej-Łapińskiej - 1977) jest niezbyt okazały i może z tego powodu niezbyt udany.  Cofnięty od głównego ciągu komunikacyjnego i pieszego jest prawie niewidoczny. Nie można tego powiedzieć o pomniku prymasa Stefana Wyszyńskiego (dłuta Andrzeja Renesa - 1987), usytuowanym przed Kościołem Wizytek. Na granitowym cokole widzimy zamyślonego Prymasa Tysiąclecia, siedzącego w stroju liturgicznym na arcybiskupim tronie. Przedstawione pomniki są najnowszym „nabytkiem” Krakowskiego Przedmieścia, powstały w końcówce PRLu i ominęły je, na szczęście, burze dziejowe.

                                                         Wspólny los

       Zbliżamy się w naszej wędrówce do końca Krakowskiego Przedmieścia, które od Nowego Światu przedziela Świętokrzyska. Tę końcówkę Krakowskiego zwieńczają dwa okazałe gmachy: Pałac Staszica i Pałac Zamojskich, przylegający do kościoła Św. Krzyża. Tuż przed Pałacem Staszica pomnik tego „co wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię”(dłuta znanego nam Berta Thorvaldsena), a obok, nad schodami prowadzącymi do kościoła – odlana z brązu figura Chrystusa dźwigającego krzyż.

        Pomnik Kopernika, ufundowany przez Stanisława Staszica, odsłonięto w 1830 r. i dotrwał on w spokoju do wybuchu II wojny światowej, kiedy to po zajęciu Warszawy władze okupacyjne  postanowiły „zniemczyć” naszego astronoma: w miejsce polskiej inskrypcji przykręcili tablicę z niemiecką inskrypcją. I tę tablicę w brawurowej akcji usunął w lutym 1942 r. Maciej Dawidowski „Alek”, harcerz Szarych Szeregów.

       Pierwsza wersja postaci Chrystusa dźwigającego krzyż odlana została z cementu (1858), ale okazała się nietrwała i dopiero odlana w 1899 r. z brązu (według tego samego projektu), potrafiła przetrwać wszelkie kataklizmy, nawet eksplozję w czasie Powstania Warszawskiego dwóch „goliatów”, który to wybuch niemal dokumentnie zniszczył kościół, natomiast figura Chrystusa, acz strącona z granitowego postumentu, pozostała prawie nietknięta. I tu los połączył sacrum i profanum.W październiku 1944 Niemcy zdecydowali się wywieźć z systematycznie niszczonej Warszawy zarówno pomnik Kopernika, jak i figurę Chrystusa – w jednym transporcie. Z zamiarem przetopienia. Nie zdążyli już tego zrobić, szybkimi krokami zbliżała się agonia III Rzeszy, pomniki zostały wrzucone gdzieś do rowów w Chajdukach Niskich. W roku 1945, już po zakończeniu wojny, wróciły do Warszawy.

                                    Czy w III RP jest miejsce na imponderabilia?

      Nie jest to – dodam, niestety - pytanie retoryczne, gdyż przyszło nam żyć w czasach zapaści semantycznej, oderwania słów, jakże często tych ważnych, kiedyś najważniejszych – od ich tradycyjnych znaczeń. Na to pytanie nie będzie zatem jednoznacznej i kategorycznej odpowiedzi – każdy musi poszukać jej samodzielnie. Natomiast na pytanie: Czy na Krakowskim Przedmieściu, owej „alei pomników” jest miejsce na Pomnik Ofiar Tragedii Smoleńskiej? – odpowiedź może być tylko jednoznacznie twierdząca. Jest przynajmniej kilka takich miejsc! Opinię warszawskiego konserwatora zabytków, że taki pomnik zeszpeci  Krakowskie Przedmieście należy uznać za niechlujne brednie i dedykować mu, podobnie jak radnym Warszawy, którzy wyznaczyli na usytuowanie pomnika Ofiar Smoleńskich miejsce, w którym nie tak dawno była knajpa zwana „Ściekiem”, pierwsze słowa zacytowanego na początku tego tekstu wiersza Juliusza Słowackiego.

 

Tekst ten ukaże się w najbliższym numerze "Obywatelskiej".

  

 

 

 

 

 

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale