W głosie apologetów strony rządowej słychać wyraźną radochę, gdy perorują, że Zachód nas traktuje jak, szczególnie nieco wcześniej, Węgry Orbana. Choć oznacza to zasadę im gorzej tym lepiej, cieszą się, widząc oczami wyobraźni te 75% jakie ma Fidesz w parlamencie w Budapeszcie. Są przekonani, bo widzą same podobieństwa plus Orbana z uśmiechniętym Kaczyńskim w Nidzicy.
Tymczasem już lekkie podrapanie tego tynku, odsłania całe cegły różnic.
Po pierwsze Polska to kraj 4 razy większy i cztery razy bogatszy. Unia mogła chaotycznie pójść na żywioł w przypadku Węgier, trenując przy okazji różne warianty. W przypadku Polski na żaden błąd nie może sobie pozwolić. Musi grać na pewniaka.
I z pewnością USA w tym jej pomoże, gdyż nie dopuści do poważniejszego konfliktu wewnątrz jej głównego, strategicznego sojusznika. Można tolerować autorytarną Turcję, bo leży na uboczu. Można to też czynić z podobnie staczającymi się Węgrami, które są niewielkie i przez to jedności unijnej nie zagrożą.
Ale Polska jest w stanie taki rejwach zrobić, że zatrzęsie to podstawami europejskiego sojuszu. A tego Waszyngton, obojętnie kto wygra tam wybory, nie może tolerować.
Po drugie Orban nie naruszał Konstytucji, tylko ją legalnie zmieniał. Już ta różnica upoważnia i skłania Unię do szybkich i zdecydowanych ruchów wobec pisowskiej władzy.
Po trzecie władza Kaczyńskiego ma dużo słabsze podstawy niż Orbana.
Po stronie Orbana stanęła, prawie od razu, większość narodu. PiS u nas taką większość od razu ma przeciwko sobie.
Rozczarowani Orbanem nie mieli i nie mają alternatywy, bo socjaliści doprowadzili kraj do ruiny. U nas nowa władza doszła do władzy, bo obiecywała, że zrobi lepiej, a wszyscy, łącznie z tą władza, wiedzieli, że już jest nieźle. Polacy nie głosowali 25.10 przeciwko ciepłej wodzie w kranie, oni głosowali za tym, by lała się ona strumieniami, dla każdego, bez limitu i niedrogo.
I tu następna różnica, ta drastyczna, w polityce gospodarczej.
Orban obniża radykalnie podatki dochodowe, obniżając koszty pracy i podwyższając podatki od konsumpcji czyli VAT ( 27%!). U nas totalnie odwrotnie - dotowanie konsumpcji zasiłkami (500+) i olewanie obniżek podatku dochodowego (odłożenie ad calendas greacas podwyżki kwoty wolnej ). Dobrze, że strona rządowa, choć, stopuje obiecaną przez siebie obniżkę VATu.
Nawet węgierskie doświadczenia są totalnie pomijane przy podatku bankowym ( obecnie tam obniżany po zanotowaniu 400-procentowego wzrostu opłat bankowych) czy od marketów ( obecnie zawieszony nad Balatonem ).
Pewnie zgodnie z zasadą, że co prawda bratankowie się na tym przejechali, ale Polak potrafi i nam się na pewno uda lepiej, a co najmniej dobrze!?
Ale to mrzonki, a gdy Polacy o tym się wkrótce przekonają, to zatęsknią nawet do tej „ciepłej wody w kranie”, którą tak niedawno, przecież, mieli.
Kolejna różnica to imigranci.
Orbanowi zaplusowały te tłumy uchodźców przewalające się przez Węgry, a w Polsce ich ani widu ani słychu i nasza propaganda rządowa musi się podpierać telewizyjnymi obrazkami i histerią antyniemiecką. Ale jak długo można straszyć duchami?
Zresztą Kaczyński musi uważać, by nie przesadzić z tą nagonką, bo jeśli nasze służby nie są w stanie sprawdzić kilku tysięcy imigrantów, to co powiedzieć o 2 milionach przybyszy, którzy nas w lipcu odwiedzą z okazji Światowych Dni Młodzieży?
I jak już jesteśmy przy Kościele, to kolejna różnica.
Orban zmienił konstytucję, ale in vitro tam działa i aborcja do 12 tygodnia, nawet ze względów społecznych, jest dozwolona.
U nas PiS nie uniknie wojny światopoglądowej, choćby dlatego, że upojona sukcesem duża, a w każdym razie, najbardziej aktywna część jego elektoratu, mu na to nie pozwoli.
No i ostatnia różnica. W krnąbrności narodów.
My mamy tradycje i pamięć wiecznych powstań.
Bratankowie niby też, ale dużo słabszą. Oni się burzą raz na sto lat, i wtedy rozprawiają się z nimi obce wojska. Jak w 1956, a już po 60 latach Orban namiętnie liże 4 litery dobrowolnym spadkobiercom ich ówczesnych oprawców.
My w tym czasie zaliczyliśmy i 56 i 68 i 70 i 80-ty, a w 89 zaczęliśmy pierwsi, przed aksamitką w Budapeszcie.
I nigdy w tym czasie Moskal czołgów swoich nam nie wprowadzał, bojąc się, i słusznie, że jeszcze oliwy do ognia tym doleje.
Różnic jest więcej, ale i te wymienione wystarczą na poważną redukcję optymizmu strony rządowej.
PiSowi pozostaje tylko się pocieszać, że Orban zadeklarował pomoc w walce przeciw Unii. Ale czy zadeklaruje choć taką samą np. przy bazach NATO nad Wisłą, które ewidentnie rozwścieczą Putlera? Bardzo wątpię.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)