Geopolityka.org Geopolityka.org
191
BLOG

Panturkizm stosowany? - oś Ankara-Moskwa

Geopolityka.org Geopolityka.org Polityka Obserwuj notkę 3

Info ECAG

Czy podpisana 25 stycznia 2013 r. w Baku statusu umowa o współpracy wojskowych sił bezpieczeństwa czterech krajów tureckich – doprowadzi do powstania wspólnych pan-tureckich sił zbrojnych? A może stanowić będzie oś porozumienia... Ankara-Moskwa?

Stronami układu o powołaniu TAKM są Azerbejdżan, Turcja, Kirgistan i Mongolia. Deklarację w tej sprawie podpisali m.in. zastępca ministra spraw wewnętrznych Azerbejdżanu, dowódca Wojsk Wewnętrznych, generał-porucznik Zakir Hasanow, szef tureckiej żandarmerii Sił Zbrojnych, gen. Bekir Kalonczu, dowódca Wojsk Wewnętrznych Kirgistanu, płk Sowetbek Arba. Strona turecka zapowiedziała, że celem współpracy jest „stworzenie, wzmocnienie i usprawnienie współpracy międzywojskowymi organami ścigania”tych krajów. Stały Sekretariat TAKM działać będzie w Turcji, kraj ten objął też roczną prezydencję, którą w przyszłym roku przejmie Kirgistan. Minister spraw wewnętrznych Turcji płk Ramil Usubow podkreślił jednak, że porozumienie jest dowodem na wiodącą rolę Turcji w regionie, jak i zaznaczył, że współpraca będzie pogłębiana. Niedwuznacznie udzielił też pełnego poparcia całokształtowi polityki bezpieczeństwa realizowanej przez Baku.

Zakres działania TAKM jest szeroki, obejmując m.in. zwalczanie przestępczości zorganizowanej, terroryzmu i działalności przemytniczej oraz ekstremizmu. M.in. z tego powodu odnotowane z radością na Zachodzie powstanie sojuszu – może jednak okazać się nie wrogie, ale komponujące z projektami eurazjatyckimi. Rosyjscy analitycy już bowiem uznali, że w interesie Federacji – byłoby... przystąpienie do porozumienia, zwłaszcza w kontekście sytuacji na Kaukazie. Tezę taką stawia m.in. ekspert Centrum Studiów Strategicznych Bliskiego Wschodu Iljas Kemaloglu – trafnie jednak zauważając, że fundamentalnym problemem dla Ankary pozostawałoby w takim przypadku kontynuowanie przez Turcję swego atlantyckiego wyboru geopolitycznego. – Rosja i Chiny nie wpuszczą Turcji do Eurazji, jeśli będzie ona eksponentem interesów Waszyngtonu– stwierdza  Kemaloglu.

Tymczasem odwrócenie sojuszy nie tylko zmieniłoby układ sił w makroregionie, ale także urealniłoby panturkizm, który dziś jest tylko przykrywką geopolitycznych potrzeb USA i Izraela (mimo werbalnych sporów Turków z tym ostatnim), a nie realną ideą, mająca przecież znaczenie jedynie w ramach projektu azjatyckiego i eurazjatyckiego. Dla Ankary mógłby to więc być powrót do linii politycznej Atatürka i İnönü – tyle tylko, że nie ma chyba obecnie nikogo w rządzie tureckim nikogo, kto by się na taką samodzielność był w stanie zdobyć. Tym bardziej, że przecież nieprzypadkowo Turcja zdecydowała się na odgrywanie niechlubnej roli w kryzysie syryjskim.

Wybór Ankary widoczny będzie zwłaszcza na dwóch polach – Górskiego Karabachu i Dagestanu. Na razie poparcie Turcji dla azerskiej wizji rozwiązania problemu tego pierwszego regionu oraz rosnące rosyjskie zaangażowanie po stronie Armenii wbrew pozorom jest jednak krokiem naprzód – być może bowiem pozwoli na 4-(5-)stronne rozmowy na ten temat. W sytuacji, gdy Erewań, Baku i Stepanakert nie mogą wyjść poza kwestię kto ma zacząć rozmawiać pierwszy – może to być jedyne rozwiązanie. Z kolei Kreml staje obecnie przed fundamentalnym zadaniem wielkiej reformy układu władzy na Kaukazie, czego relacje w Machaczkale są elementem kluczowym. Jeśli Turcja w interesie Izraela i USA będzie chciała w procesie tym przeszkadzać – będzie musiała rozważyć, czy faktycznie na północ od swoich granic chce mieć coś w rodzaju Somalii. Gdyby zaś tak faktycznie w Ankarze wybrano – wówczas realny panturkizm okazałby się niczym więcej, niż ośmieszonym zabytkiem.

Co najmniej od II połowy XIX w., czyli od czasu faktycznej utraty względnej suwerenności przez Turcję (i po uwolnieniu spod jej panowania Słowian Południowych) – nie istnieją większe realne powody geopolitycznej wrogości między Turkami a Rosjanami. Zamiast walczyć o cieśniny wyłącznie w interesie Zachodu – obie te nacje miały wszelkie dane, by się porozumieć (co przełomowo uznał w końcu Ojciec Turków). Niestety, działania atlantystów znowu nakreśliły a-historyczną sprzeczność między projektami eurazjatyckim a pantureckim. Tymczasem zdrowy rozsądek sugeruje, by tym razem Tamerlan i Bajazyt porozumieli się przeciw nieprawym następcom Zygmunta Luksemburskiego. A najlepiej z nim też się dogadali.

(karo)

Przeczytaj również:

Tomasz Skowronek:Śmierć rewolucjonisty, ale nie rewolucji

Marian Szołucha: Finanse publiczne w strefie euro w latach 1999–2009. Wnioski dla Polski

Krzysztof Kawęcki:POLACY NA WILEŃSZCZYŹNIE 1990–2012

Na portalu umieszczamy różne komentarze, analizy i materiały dotyczące stosunków międzynarodowych, geopolityki i relacji między mocarstwami.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka