Info ECAG
Pomimo upływu tygodnia – wciąż nie ustalono wszystkich okoliczności wtorkowego (13 lipca) ataku Berberów na libijski parlament.Nikt nie zginął, zdemolowano jednak biura deputowanych i – wg danych oficjalnych – zabrano część znajdujących się tam dokumentów.
Jak podano – gwałtowny protest mniejszości był spowodowany odmową uznawania jej praw przez obecne władze w Trypolisie, stojące na gruncie arabskiego nacjonalizmu przemieszanego z radykalnym islamizmem. Dla obu tych nurtów tolerowanie berberyjskiej odrębności wydaje się nie mieścić w preferowanej optyce organizacji państwa. Tymczasem Berberowie konsekwentnie domagają się konstytucyjnych gwarancji ich odrębności etnicznej, językowej i kulturalnej. Wg różnych stosunków rdzenna ludność saharyjska stanowi od 5 do 10 proc. 6-milionowej ludności Libii. Amazigh (Wolni Ludzie) byli aktywnymi uczestnikami rewolty przeciw płk. Muammarowi Al-Kaddafiemu. Dziś jednak wydają się rozczarowani nowymi rządami. „Nowa, demokratyczna” Libia ma być nadal państwem unitarnym, tyle tylko, że hołdującym zasadom demoliberlanym. Kraj ten też daleki jest od stabilizacji, o czym świadczą ostatnie zamachy na funkcjonariuszy bezpieczeństwa i dziennikarzy w Benghazi.
Dżamahirija Libii, ze względu na swój socjalnarodowy arabski i etatystyczny charakter nie sprzyjała regionalizmom, ani trybalistycznej specyfice Berberów. Z drugiej jednak strony ich anarchistyczne ciągoty nie budzą też zachwytu obecnych władz w Trypolisie. Stabilność rządu i parlamentu libijskiego w kontekście tego sporu wydaje więc stale stać pod znakiem zapytania – podobnie jak i przyszłość proatlantyckiej opcji libijskiej.
(karo)
Przeczytaj również:
Rafał Zgorzelski: Libijska rewolucja w oczach brytyjskiego reportera (recenzja)
Jarosław Tomasiewicz: Światowa wojna domowa: Egipt
Mirosław Sułek: Potęgometria
Jarosław Tomasiewicz: Rewolucja narodowa


Komentarze
Pokaż komentarze (1)