/Władymir Bukowski /
Dziś obiegła świat informacja: Aleksander Litwinienko twierdzi, że Romano Prodi jest agentem KGB. Litwinience miał o tym powiedzieć jeden z generałów rosyjskiego wywiadu. Były rosyjski szpieg obiecuje w wywiadzie, że jest w stanie powtórzyć swoje zeznania przed komisją parlamentarną. Romano Prodi zaprzecza oskarżeniom. Sugestie o jego związkach z KGB pojawiają się nie po raz pierwszy. Głośno o sprawie było, gdy Prodi przewodniczył Komisji Europejskiej . Ponownie oskarżenia padły w czasie ubiegłorocznej kampanii przed wyborami do włoskiego parlamentu.
Wiem, wiem, dla większości wychowanej na piersi Kwaśniewskiego i Millera a indoktrynowanej przez Żakowskiego, Michnika, Passenta i innych postępowych publicystów każdy kto wygłosi pogląd, ze Litwinienko mógł mieć rację jest oszołomem. Więc ja, jako oszołom przypomnę Wam słowa innego oszołoma, któremu ZSRR i KGB złamało życie, i który żyje juz chyba tylko po to, by pomagać nam zrozumieć na czym polega system komunistyczny i jakie ma powiązania w Europie. Mówię o Władymirze Bukowskim, dawnym sowieckim dysydencie, publicyście i autorze wielu książek, który m.in. na konferencji "Europa a przyszłość państw narodowych" w 2004 roku dziwił się, że kraje byłego Bloku Wschodniego, które dopiero co wyrwały się od sowieckiego potwora, biegną teraz co tchu do innego potwora - który podobny jest do tamtego, tyle że "nie ma on - na razie nie ma! - własnej Syberii i gułagów ".
Podczas tego samego wystąpienia Bukowski udowadniał, że UE nie różni się od ZSRR. Związek Sowiecki zarządzany był przez grono nie wybieralnych i przed nikim nie odpowiedzialnych osób. Tak samo jest w Unii (Komisja Europejska). I jedno, i drugie, to związki socjalistycznych republik (lewactwo w krajach UE kwitnie). Tak jak wtedy Moskwa w Bloku Radzieckim, tak dziś Bruksela w UE decyduje o wszystkim. Za czasów ZSRR wszelkie nieprawomyślne odchyły były "regulowane " przez Moskwę; dziś tak samo postępuje Bruksela, która naciskała i groziła Austrii bojkotem i embargiem za wybór Heidera. Konstytucja Związku Sowieckiego przewidywała dla republik prawo odłączenia się, choć nie było procedury secesyjnej. Tymczasem Karta UE nie ma ani jednego punktu choćby napomykającego o prawie do wyjścia z UE. Krótko mówiąc, konstytucja sowiecka była pod tym względem "bardziej postępowa ". ZSRR przekonywał do swoich racji wszelkimi metodami: siłą, okupacją militarną, naciskami, posunięciami ekonomicznymi. Podobnie UE, choć jeszcze nigdzie nie zastosowała interwencji zbrojnej. Zarówno ZSRR jak i UE to koniec państw narodowych. Sowietom nie udało się wytworzyć "sowieckiego człowieka ", a Unia liczy teraz na to, że uda jej się stworzyć "człowieka europejskiego ". Poza tym, w tak zwanym normalnym świecie - kontynuuje Bukowski - korupcja zazwyczaj idzie od dołu w górę. Ale w UE korupcja odgórna jest "wbudowana w system " i idzie z góry do dołu!
Bukowski wraca do kwestii gułagów. Własnej Syberii to UE jeszcze nie ma, ale gułagi już są, tyle że nie fizyczne a intelektualne. Za nieprawomyślne poglądy kara się ostracyzmem, odrzuceniem i ignorowaniem przez uczelnie, instytucje i media. A to jest początkiem prawdziwych gułagów.
Inny wątek Bukowskiego. Patrząc z zaświatów na paradę nazwaną jego imieniem, Schuman musi się w grobie przewracać, bo jego wizja była inna - w Traktacie Rzymskim chodziło o otwarty rynek, a nie o państwo europejskie. Do 1985 roku i ZSRR i UE były przeciwne konsolidacji Europy. Sowieci sądzili, że byłby to ruch ukierunkowany przeciw nim, a lewica UE uważała, że byłby to spisek biznesu przeciwko proletariatowi w krajach EWG. Ale głęboki kryzys systemowy w ZSRR spowodował, że Sowieci potrzebowali pomocy z Zachodu. Natomiast lewica UE obawiała się, że upadek ZSRR oznaczałby osłabienie sił lewackich w Europie. ZSRR tymczasem przestrzegał przed "dzikim kapitalizmem ", ale jednocześnie w 1986 roku pracował nad przerobieniem projektu UE na swój własny. Na tym między innymi opierały się kontakty Gorbaczowa z socjalistyczną międzynarodówką i lewicą w Europie. Odtąd Gorbaczow zaczął mówić o "Wspólnym Europejskim Domu ", a chodziło o dwie struktury, które miały się połączyć jak ręka i dopasowana do niej rękawiczka. W zasadzie jednak, chodziło o wielką ideę lewicy: ludzką twarz komunizmu i sukces lewicy w Europie. Ale wschodnia część tego planu się posypała, podczas gdy zachodnia kontynuuje "dla władzy i własnych przywilejów".
I na koniec cytat z Przemówienia wygłoszonego 11 grudnia 2001 r. w Waszyngtonie, podczas uroczystości wręczenia nagrody im. Harry'ego Trumana i Ronalda Reagana:
A co się stało z sympatykami, apologetami i politycznymi kolaborantami Sowietów w państwach Zachodu? Czy zostali potępieni lub choćby wyśmiani? Albo zdymisjonowani i wysłani na emeryturę? Wręcz przeciwnie, w wielu krajach zachodnioeuropejskich właśnie SĄ u władzy, do której doszli zaraz po upadku Związku Sowieckiego, stanowiąc wciąż bardzo wpływową część zachodniego establishmentu. Należą do kręgów opiniotwórczych i decydenckich. Nie lubią rozmawiać o przeszłości, aby nie przypominać ludziom niezbyt chwalebnych faktów ze swych biografii, za to często najgłośniej perorują wśród tych, którzy twierdzą, że zimną wojnę mamy już za sobą..


Komentarze
Pokaż komentarze (3)