Istniej w człowieku syndrom działania pozornego, tak by usprawiedliwić sumienie, może pokazać że interesuję się czymś więcej niż własnym nosem czy aby zbić kapitał wśród najbliższych i znajomych – miło gdy o nas myślą że interesuje nas coś więcej niż praca, dom, lokalny klub piłkarski. A jeszcze jeśli uda nam sie zafunkcjonować w działce społecznej to mamy szanse stać sie lokalnymi „ałtorytetami. A nie trzeba wiele, wystarczy na przykład zostać wolontariuszem Owsiaka i raz w roku zebrać do puszki kilka złotych i stajemy się społecznikami wrażliwymi na los dzieci. Przez pozostałą część roku możemy sobie pozwolić na obojętność wobec zaniedbanych dzieciaków na ulicy, cóż, my daliśmy na te w szpitalu i nikt nie ma prawa nas krytykować.
Bardzo łatwo zaobserwować taki syndrom wśród hollywoodzkich gwiazdeczek. Jak uda im się zagrać w filmie zaangażowanym to wzrasta ich popularność, zaczynają sie dobrze kojarzyć. A jeszcze gdy pojada do Afryki i sfotografują z umierającym czarnym brzdącem mogą być pewni, że przy kolejnej produkcji zarobią więcej. Szczytem pomocy krajom trzeciego świata jest w takiej mentalności adopcja jednego z przedstawicieli któregoś z dzikich plemion. Wszyscy są szczęśliwi, wymierające plemię ocalone a wrażliwy przedstawiciel śmietanki odznaczony dziesiątkami nagród w tym najpewniej Oskarem za „całokształt”.
Podobnie rzecz ma się w polityce. Pamiętacie sławną konferencję prasową Gronkiewicz-Waltz w hospicjum dla dzieci? To właśnie przykład „użycia” dzieciaków dla politycznego celu. Pani Gronkiewicz nie planowała pomóc dzieciom, chciała dokopać Kaczyńskiemu. Innym przejawem pozorności działania jest projekt Instytutu Lecha Wałęsy „Solidarni z Kubą”. Słuszna idea, wielkie możliwości ale wciąż brak działań przynoszących korzyści, pozorowanie by pokazać się jako maszynka do obalania komuny w świecie. Zbić kapitał polityczny na siedzących w więzieniach opozycjonistach. Nie wspomnę tu o działaniach Kwaśniewskiego na Ukrainie bo tu jeszcze inne cele przyświecały działaniom na pozór społecznym.
W ostatnim czasie bardzo krzykliwym „hasłem” jest Litwinienko. Może dlatego, że zginął na terenie zachodniej europy ale na pewno stał się „maryjką” w klapie wszelkiej maści hipokrytów. Dziś wyczytałem, że stanie się nawet reklamą festiwalu w Cannes. Można pomyśleć jedyna ofiara putinowskiego terroru, więc trzeba się tym zająć. Ale właśnie, jedyna? Wydaje się, że tzw cywilizowany zachód ma świadomość tego co dzieje się w Czeczenii czy na Kaukazie, wie że Politkowska została zamordowana za próbę ujawnienia niewygodnych dla rządu faktów a Iwan Safronow nie wypadł sam z okna kamienicy. Ale nikt nie ma zamiaru wszczynać prawdziwych działań w celu zaniechania tego typu wydarzeniom. Pozoruje się walkę o demokrację atakując Polskę i przyjmuje się wersję, że za śmierć Litwinienki odpowiada Ługowoj, a panowie mieli pewnie jakieś prywatne porachunki, może poszło o kobietę? Z Putinem nadal należy się spotykać na szczytach i omawiać sprawy wagi większej niż życie ludzkie, sprawy energii, zbrojeń i pieniędzy.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)