Nie oceniam poziomu merytorycznego tegorocznego opolskiego kabaretonu ale to co wokół niego wyprawia Gazeta Wyborcza to czysta manipulacja. Czy bezinteresowna?
Jak pamiętamy złą prasę kabaretonowi zaczął robić Krzysztof Daukszewicz. Gazeta Wyborcza szybko podchwyciła ten klimat i mimo wyjaśnień TVP udowadniała na siłę że cenzura jedna jest. Doskonałym przykładem jest wywiad z Olgą Lipińską zatytułowany: Olga Lipińska o strachu i cenzurze i lead zapowiadający co znajdziemy w tekście: O Janie Tadeuszu Stanisławskim i dzisiejszej cenzurze gorszej niż za komuny opowiada Olga Lipińska.
Co tak naprawdę powiedziała Pani Lipińska (swoją drogą wypowiedź kretyńska ale z inną wymowa niż ta zmanipulowana przez GW):
Jak dziś, bez cenzury, żyje się kabareciarzom?
A kto powiedział, że jej nie ma? Jest, i to w o wiele gorszym wydaniu - to autocenzura podszyta strachem.
Tamta cenzura była absurdalna, śmieszna. Na przykład zdjęli mi scenę, w której kurtyna spada na woźnego Tureckiego [postać z "Kabaretu Olgi Lipińskiej" grana przez Janusza Gajosa - red.]. Wie pan, jak to tłumaczyli? Jest ogólna propaganda sukcesu i nic nie może lecieć w dół. To było po prostu idiotyczne.
Dziś jest gorzej, bo to wcale nie jest śmieszne, gdy ktoś robi coś ze strachu. Ludzie boją się odpowiedzialności, boją się podpaść swoim zwierzchnikom. Tamci jeszcze komuś, kto wyżej siedzi, i tak dalej. Im wyżej, tym bardziej poważnie, tym większy strach. A ci, którzy się boją, są bardzo niebezpieczni, bo nie myślą racjonalnie.
Kolejnym przykładem "opolskiej manipulacji GW" jest sprawa Rosiewicza. Być może jego występ był odebrany przez większość jako niesmaczny, niektórzy twierdzą, ze służył podlizaniu się władzy (gdyby mi się tak ktoś podlizywał to raczej by mnie obraził, ale to moja ocena) lecz Gazeta zauważyła co innego:
Tytuł: Opole wygwizdało Rosiewicza. W tyreści autor dowodzi jak to publiczność wygwizdała piosenkę Rosiewicza, gdyż była ona wykonywana na konwencie PiS. Wystarczy jednak wejść pod kreskę, do komentarzy, by przekonac się, ze nawet internauci zauważają tę grubymi nićmi szytą manipulację. Większosć publiczności bowiem klaskała. Słychać było gwizdy ale to nie była jedyna czy najważniejsza reakcja.
Fantaści z Gazety nie dają jednak za wygraną i klecą kolejny artykuł zatytułowany: Wolski: Prominenci Kaczyńskiego bawili się świetnie. Całosc ma dowieść, że na miejscach dla publiczności ostali sie jedynie ludzie Kaczyńskiego, reszta wyszła ze względu na cenzurę i lizusostwo wobec władz:
Autorka zaczyna z grubej rury:
Anita Dmitruczuk: Publiczność oceniła Pana kabareton, wychodząc z amfiteatru...
Marcin Wolski: Ja tego tak nie odbieram. (...) Poza tym ludzie wychodzili, bo realizatorzy wyłączyli po pierwszej części mikrofony i publiczność myślała, że to już koniec.
Ale nie zaczęli wychodzić w trakcie przerwy, tylko występu.
Ludzie nie byli przygotowani na tak długie widowisko, siedzieli w amfiteatrze od godziny 20, więc nastąpiło zmęczenie materiału, to przecież zupełnie normalne.
Poza tym, było widać, że zdobiło się dość zimno, nawet prowadzący zwracali na to uwagę. Wiele osób było nieprzygotowanych na taka pogodę.
Andrzej Rosiewicz został wygwizdany.
Więc wywołał reakcję, tyle że nie trafił w gusta. Ludzie mają prawo do takiej reakcji.
Na temat wygwizdania Rosiewicza pisałem powyżej, nie była to dominująca reakcja.
Publiczność wyszła, artyści zostali wygwizdani, a śmiechu w amfiteatrze było jak na lekarstwo. Jest Pan zadowolony ze swojego kabaretu?
I tu widzimy przygotowanie Pani dziennikarki do pracy w gadzinówce. Teza została właśnie udowodniona, dziwię się, że Wolski dał się w to wmanewrować. Czy na podstawie powyższej rozmowy można wysnuć jednoznaczną ocenę - publiczność wyszła, ARTYŚCI zostali wygwizdani? Nie za daleko poszła Dmitruczuk w kreowaniu rzeczywistości? Zapewne nie dalej niż pozostali "komentatorzy/kreatorzy" rzeczywistości spod znaku Agory.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)