Rada Praw Człowieka, nowy organ ONZ nadzorujący przestrzeganie praw człowieka na świecie, postanowiła nie umieszczać już Kuby i Białorusi na liście krajów objętych specjalną obserwacją w zakresie praw człowieka.
W wielu serwisach informacja na temat przebiegu tego spotkania jest równie lakoniczna co ta. Niełatwo doszukać się szczegółów, komu zależało na tym by wykreślić Kubę, komu na wykreśleniu Białorusi? Kto walczył o te kraje? Czy na pewno nie łamie się tam praw człowieka?
Pierwszym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że wpływ na Radę i jej decyzję mają takie kraje jak Rosja czy Chiny. Doprowadza to do paradoksalnej sytuacji, gdy kraje same łamiące prawa człowieka (np. Chiny w Tybecie, Rosja w Czeczenii) wyznaczają standardy innym krajom. Może faktycznie, w porównaniu z nimi, Kuba i Białoruś zasługują na uprzejmość wykreślenia z listy?
Ale wróćmy do tematu. Otóż, sytuacja w Hawanie czy Mińsku jest daleka od tej, która dawałaby prawo ze spokojnym sumieniem do takich ruchów jakie wykonała Rada Praw Człowieka. Od czasu kiedy ten organ ONZ został zawiązany trwały próby sporządzenia rzetelnego raportu na temat sytuacji na Kubie i Białorusi. Niestety specjalni wysłannicy ONZ nie zostali wpuszczeni do tych krajów! Pisze o tym Gazeta Wyborcza:
Francuzka Christine Chanet przez rok nie została wpuszczona na Kubę i nie zdołała nawiązać kontaktu z reżimem Castro, który ją całkowicie zignorował. Również Rumun Adrian Severin nie mógł pojechać do Mińska, ale sporządził raport, w którym zamieścił długą listę represji, ograniczania swobód religijnych, politycznych i związkowych, a nawet tortur, i stwierdził znaczne pogorszenie się w 2006 przestrzegania praw człowieka na Białorusi Aleksandra Łukaszenki.
Komu zatem zależało na wykreśleniu tych dwóch reżimów z listy? Po części sobie na to odpowiedzieliśmy powyżej. Białorusi pomogła Rosja a Kubie... Hiszpania. Jeszcze przed spotkaniem Rady rząd Hiszpanii wpłynął na to, by Unia Europejska zgodziła się podjąć z dyktaturą "konstruktywny dialog bez warunków wstępnych" i zaprosiła do Brukseli delegację z Hawany, mimo że nie stwierdziła żadnego postępu w demokratyzacji reżimu! Pisze Gazeta Wyborcza, i dalej:
UE oświadcza co prawda, że na wyspie "reżim polityczny, gospodarczy i społeczny jest zasadniczo ten sam", oraz ubolewa, że dyktatura "odmawia obywatelom praw i swobód obywatelskich, politycznych i ekonomicznych uznanych przez prawo międzynarodowe", ale mimo to wzywa ją "do podjęcia reform politycznych i gospodarczych".
Pokazuje to hipokryzję krajów głosujących dzień później za wykreśleniem Kuby z listy krajów objętych specjalną obserwacją. I pokazuje jeszcze jedną niebezpieczną tendencję, nieważne co robisz, ważne jakich masz protektorów. Jeśli ktoś uzna, że można z danym krajem ubić świetny interes (Hiszpania jako strategiczny partner Kuby w przemyśle turystycznym, Niemcy partnerem Rosji w przemyśle gazowym, Białoruś strategicznym partnerem Rosji, itp...) to protegowany kraj może nawet dokonać eksterminacji jakiegoś narodu czy trzymać w więzieniach całą opozycję, a i tak nie spotka go za to kara lecz nagroda. W najgorszym wypadku usłyszy słowa potępienia na forum jakiejś mało znaczącej instytucji co za chwile zrekompensuje mu potężny zastrzyk finansowy od tych, którzy formalnie go potępią.
PS.
Szukając materiałów do tego postu trafiłem na lewicowe portale, miedzy innymi na forum młodych socjalistów i się przeraziłem. Następny wpis będzie im poświęcony, na zachętę jeden cytat:
Ci dysydenci uwiezieni są nie za poglądy ale za akty niezgodne z prawem kubańskim jak na całym świecie. Maja proces i mogą się bronić. Za poglądy na Kubie nikt nie siedzi, są nawet gazetki opozycyjne legalnie wydawane, krytykujące rząd w całej rozciągliwości, tylko nikt nie chce
ich kupować. Nakład 5 tys egzemplarzy./grzegorzlubomirski/


Komentarze
Pokaż komentarze (7)