To, jaki Sikorski jest każdy widzi, mnie on nie interesuje, niech sobie robi lody komu chce. Ale w tym, co powiedział tkwi jeszcze takie małe sedno: „Tusk nic nie odpowiedział, bo wiedział, że jest nagrywany”. I z tego małego zdanka wynika, że Tusk miał coś do odpowiedzenia. Tylko nie chciał pozostawiać po sobie śladów. Czy kiedyś ta odpowiedź nastąpiła, nie wiadomo. W świetle tego, jak nasz premier się zachowywał po tamtym spotkaniu, można przypuścić z dużą dozą prawdopodobieństwa, że odpowiedź na propozycję bandyckiego porozumienia padła. Może niekoniecznie wyartykułowana wprost. Jednak prześmiewanie się z Lecha Kaczyńskiego w Gruzji, szeptanki na molo, żółwiki w rękach i kurwiki w oczach przy powitaniu w Smoleńsku świadczą o porozumieniu.
Żaden premier, żadnego kraju po takiej propozycji, jaką Tusk otrzymał od Putina oraz będąc świadkiem na początek wojny z Gruzją nie zachowywałby się tak, by ocieplać wizerunek agresora. Nie ściskałby się czule. Tak mógł postąpić tylko wspólnik.
I tak mi się widzi, że odpowiedź Tuska, gdy już wiedział, że nie jest nagrywany mogła zabrzmieć:
„Wiesz, Włodziu, ja ci pomogę z tą Ukrainą, ale mnie Lwów nie interesuje. Ja chcę do swoich, na zachód. Róbmy ten dil”.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)