lorenzo lorenzo
37
BLOG

Po co nam Salon24?

lorenzo lorenzo Polityka Obserwuj notkę 20

Mój dzisiejszy post zainspirowany został m.in. tekstem Gniewomira Świechowskiego pt “Intelektualna kastracja”.

Media mają w zwyczaju – jeśli przyjmiemy, że każde z nich reprezentuje poglądy jeśli nie właściciela, to wydawcy lub enigmatycznej grupy za nimi się ukrywającej – dość jednostronne przedstawianie problemów, wydarzeń, a nawet faktów dość jednoznacznych (wydawać by się mogło). Biedny czytelnik, by ukształtować swój pogląd na daną kwestię, musi praktycznie przeczytać co najmniej kilka tytułow, obejrzeć kilka stacji nadających informacje, a i tak nie będzie całkowicie pewien, że wie już wszystko, by określić swoje stanowisko.

Podobnie jest zresztą z dziennikarzami-komentatorami, ale oni dyskusje między sobą prowadzą z pewnym opóźnieniem, nie biorąc pod uwagę poglądów czytelników (bo i po co – oni są bowiem po to, by sprzedawać czytającym swoje poglądy lub poglądy wydawców etc.).

W tym momencie pojawia się (oczywiście umownie, jako że istnieje juź kilkanaście miesięcy) nowa platforma przekazywania informacji i poglądów – i to bezpośredniego, lajfowego – czyli Salon24. Jej działalność przysporzyła, i w miarę upływu czasu, przysparzać będzie im i ich wydawcom, właścicielom mediów etc. coraz większego bólu głowy. Być może fakt ten jest jednym z powodów (oprócz urlopów, fochów itp.), dla których wielu z “czerwonych” zniknęło chwilowo z Salonu. By the way – czy nakaz dla części “czerwonych” publikowania na blogach redakcyjnych rozwiąże problem bezpośredniego kontaktu z czytelnikami – szczerze wątpię i to z wielu powodów, choćby wielości wątków poruszanych na Salonie.

Uczestnictwo w Salonie, choćby nawet bierne, pozwala w dużym stopniu choćby na weryfikację pewnych faktów, poglądów na wydarzenia (przykład pierwszy z brzegu - olbrzymia dyskusja nt. Powstania '44), konfrontację z mitami. Poprawia też szeroki przepływ informacji, które niejednokrotnie mogą być niewygodne dla części mediów, pozwalając na szerszy i głębszy ogląd problemów. Niekiedy część z rozpowszechnianych na Salonie informacji może mieć wartość nieco wątpliwą, przypominając dane zawarte w Wikipedii, ale jest to choroba, moim zdaniem, związana z niemowlęcym jeszcze etapem rozwoju tej platformy wymiany poglądów.

Podczas krakowskiego spotkania salonowiczów na moje stwierdzenie, iż stajemy się już dość reprezentatywną społecznością (już niemal 2 000 blogerów), ktoś odparł lekko uszczypliwie (być może źle go zrozumiałem), że jesteśmy tylko elitą. Zabrzmiało to zdanie trochę nieprzyjemnie, ale jest to chyba efektem wypowiedzi aktualnie rządzących (choć i w przeszłości bywało podobnie). Poniekąd to prawda – posiadanie komputera z dostępem do internetu jest nadal niezbyt powszechne, ale niebawem stanie się oczywistością. Jednakże fakt możliwości wymiany poglądów i informacji w takim wymiarze pozwala na to, że nie konsumujemy już tylko sieczki, a jeśli już, to wzbogacamy ją o szeroka gamę dodatków zamieniających ją we w miarę pełnowartościowy pokarm. I nie jest ważne, czy zaliczamy się do zwolenników prawicy, centrum czy lewicy. Ważne jest, że możemy otrzymywać informacje bardzo szybko i równie szybko poznawać poglądy innych, by dyskutować. A że niekiedy także w sposób niezbyt cywilizowany. No cóż... coś za coś.

I po to właśnie mamy Salon24. A mediom życzę jeszcze większego bólu głowy.


lorenzo
O mnie lorenzo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Polityka