32
BLOG
(tekst dedykowany Adamowi&Tezeuszowi, Igle, Eumenesowi, Strasznemu Referentowi, Rolexowi, prof. Sadurskiemu, salonowym anarchistom i koniunkturalistom i wielu, wielu innym na Salonie, których z braku miejsca nie mogę wymienić, a chcialbym). Sensem istnienia pewnego typu ludzi mądrych – nazwijmy ich inicjatorami - jest niekiedy bycie iskrą, impulsem czy zaczynem powodującym nowy ruch myśli u innych, tych mniej ruchliwych intelektualnie, co nie znaczy, że mniej mądrych lub mniej sprawnych umyslowo. Być może zajęci krzątaniną dnia powszedniego zwaną umownie pracą, lenistwem (które jak wiadomo jest cechą immanentną gatunku ludzkiego), czy po prostu automatyzmem nie zwracamy uwagi na rzeczy ważne. Ale samo zwrócenie uwagi na rzeczy ważne nie oznacza jeszcze, że wiemy co z tym fantem dalej zrobić. Zazwyczaj wolamy lub krzyczymy wtedy – „patrzcie, tam (lub tu) dzieje się źle (zazwyczaj, bo jak jest dobrze, to siedzimy cicho, aby się nagle nie skończylo)” – machamy rękami, czasami trafiając innych w oko (w przenośni lub dosłownie). A w końcu rozchodzimy się zniechęceni, rozczarowani i przekonani o tym, że nie ma sensu dyskutować z tymi … (tu pada wiele epitetów, mniej lub bardziej oryginalnych, ale glównie obraźliwych dla adwersarzy). Naturalnie jest też grupa „dyskutantów”, która macha rękoma i wykrzykuje slowa-hasla z innych przyczyn: bo np. jest im za gorąco, bo są a priori przeciw, bo sami na to nie wpadli jako pierwsi, bo – w końcu – są powodowani imperatywami stworzonymi przez innych, bojących się o utratę tego, co mają, bo chcieliby mieć jeszcze więcej lub po prostu rozgrywających jakieś swoje inne, tajemnicze gry. Przyglądając się takim zjawiskom – bo nie wiem, czy to są jeszcze dyskusje, czy już klótnie, a może po prostu mniej lub bardziej świadome wykańczanie adwersarzy – zastanawiam się, jak to było na początku. Stwórca (kimkolwiek by on był i jest) dal istotom żywym możliwości, warunki do dalszego funkcjonowania, a potem przestal się już wtrącać. W końcu jeden – ponoć ten mądrzejszy - gatunek zwany człowiekiem, zdominowal pozostale. No i się zaczęło. Wykrzykując,wyświetlając na ekranie, wypisując na sztandarach hasla o dążeniu do powszechnej szczęśliwości, gatunek ten, a właściwie tylko pewni jego przedstawiciele, zaczęli tępić innych, by osiągnąć ów stan szczęśliwości - glównie dla siebie. Wszelkie próby oporu były (i są nadal) najpierw pacyfikowane przy pomocy agitatorów (wersja lagodniejsza), a dopiero potem silą, lub (wersja mniej lagodna, a szybsza i bardziej skuteczna) od razu przy pomocy różnych narzędzi, których wymyślanie i produkowania stalo się chyba głównym zajęciem człowieka.Załatwiania problemów było wtedy i jest niekiedy nadal dzisiaj silą rzeczy czynnością doraźną, prowadzącą do osiągnięcia celu, dopiero potem zaczęto tworzyć systemy, obudowując je ideologiami. Tymczasem na pierwotnej agorze dyskutowano o rozwiązywaniu problemów, tworząc potrzebne do tego celu narzędzia. Ale system już istniał – tym systemem była agora. Agora czyli możliwość wypowiedzenia się wszystkich, którzy mogli brać udzial w tych zgromadzeniach. Ale system był i funkcjonowal.Potem powstaly inne systemy, bardziej lub mniej ludzkie (?), a niektóre w ogóle zakładały zniszczenie człowieka na rzecz osiągnięcia powszechnej szczęśliwości (czytaj: przez głównych i w miarę nielicznych przedstawicieli społeczeństwa). W tych systemach niektórzy przedstawiciele bardziej licznej grupy, a zarazem mniej szczęśliwej (co jest w sumie paradoksem w takich systemach, chyba że to było jedno wielkie kłamstwo), aby stać się chociaż trochę bardziej szczęśliwymi, starali się przyłączać, chociażby werbalnie, do tych oberszczęśliwych. Ci mniej szczęśliwi, obserwując losy żyjących wedlug innych, ponoć sprawiedliwszych zasad, stawali się coraz bardziej nieznośni i w końcu pozbywali się tych, którzy starali się uczynic ich szczęśliwszymi.I tak, w pogoni za szczęściem, gatunek ludzki degenerowal się coraz bardziej. Posługując się niemal tymi samymi narzędziami staral się wynaleźć system szczęśliwości absolutnej, czymś w rodzaju ideologicznego, systemowego perpetuum mobile, zapewniającego wieczne szczęście wszystkim i zawsze. Jak zwykle, próby te kończyly się porażkami, przynajmniej dla sporej części reprezentantów gatunku. Dlaczego – bo kiedyś, tuż po Big Bangu, powstaly stereotypy. I tymi stereotypami posługujemy się do dzisiaj. Jest ich tyle i SA yak powszechnie używane, że staly się już swojego rodzaju zaklęciami, wysysającymi racjonalizm z naszego życia. Przy pomocy stereotypów będziemy nadal tworzyć systemy, które już z zalożenia będą obciążone grzechem pierworodnym – nie da się wszystkich uszczęśliwić! Dla uzasadnienia tej tezy przypomnę, że kilka razy w historii człowiek odszedł od stereotypu i wymyślil np. spinacz do papieru, tak powstal też kubizm.Skoro wszyscy więc jesteśmy zgodni, że tak dalej być nie może, to powinniśmy też wszyscy (odchodząc od stereotypów i zakladając, że człowiek – zgodnie z teorią ewolucji – jest jedynym gatunkiem, który może udoskonalać się sam z siebie), stworzyć system nowy, w miarę przystający do naszych oczekiwań. Potem na bazie tego systemu będziemy mogli – na zasadzie burz mózgów - tworzyć narzędzia do rozwiązywania problemów. Narzędzia na miarę XXI wieku, a nie wieku XIX czy nawet II. polowy wieku XX. (Szczególną role może odegrać tu prof. Sadurski jako specjalista od badania stereotypów).Jeśli nam się to nie uda, to pamiętajmy, że Stwórca (kimkolwiek by on nie był) powodując pierwszy prapoczątek – Big Bang I – może także wywolać Big Bang II, kończący ten nieudany eksperyment. A potem zacząć na nowo gdzie indziej… Być może… Jeśli mu się będzie jeszcze chcialo…


Komentarze
Pokaż komentarze (14)