lorenzo lorenzo
62
BLOG

Matysiakowie24

lorenzo lorenzo Polityka Obserwuj notkę 30


Im dłużej przyglądam się salonowiczom biorącym udział w rozlicznych dyskusjach, tym większe mam przeświadczenie, że gdzieś już to widziałem/słyszałem. Teraz już wiem – to po prostu rodzina Matysiaków w wirtualno-realnym świecie. Taka trochę zabawna, czasami straszna, a zazwyczaj normalna (jeśli za normę uznać to, co sie w naszym kraju dzieje). Codziennie nowy odcinek, w którym – jak to w rodzinie – komentuje się wydarzenia, opowiada ucieszne lub smutne historie, nie zapominając oczywiście o plotkach. Przypomina się nowym, młodym członkom rodziny historię, tak jak opowiadający pamiętają. Młodzi opowiadają sobie i starszym wiekiem  historię, tak jak o niej czytali lub usłyszeli od innych. Świętuje się narodziny oraz inne uroczyste i ważne wydarzenia. Dochodzi do sprzeczek, a nawet ostrych kłótni, do rękoczynów lub zagrożonych kodeksami karą ekscesów na szczęście jeszcze nie. No, może zaistniało kilka sporów w sferze werbalnej, co do których część blogerów ma wątpliwości, czy to już przestępstwo czy dopiero nawoływanie do niego.


Oczywiście tematem głównym dyskusji w naszej rodzinie Matysiaków jest polityka, mniej gospodarka, a to z tej prostej przyczyny, że na polityce (jak i na medycynie, nie mówiąc o kuchni – patrz Smakoszek) znają się wszyscy, a na gospodarce nie. 


Jak to w rodzinie, tak i u Matysiaków istnieją podziały, zarówno pod względem reprezentowanych poglądów, jak i sposobu ich przekazywania. Co ciekawe, w zasadzie trwająca wojna na argumenty (lub paradoksalnie ich brak) nie ma na celu przekonanie reprezentantów drugiej lub innych stron (jako że stronnictw bywa niekiedy tyle, ilu jest akurat dyskutantów), ile pokazanie swojego ja (a rzadziej swoich poglądów). Stronnicy zwierają swe szeregi, poklepując się po plecach – ten gest ma na celu dodanie sobie otuchy i utwierdzenie się w słuszności swoich przekonań.


Co do poglądów, to jest ich już tyle i tak różnorodnych, że niepodobna je już precyzyjnie określić jako prawicowe, centrystyczne lub lewicowe, o ekstremizmach występujących w tym podziale nie wspominając. W zasadzie można by tu tylko mówić o poglądach rozsądnych lub nierozsądnych. Problem w tym, dla kogo są one rozsądne, a dla kogo nie. Mimo istnienia grupy blogerów-członków naszej rodziny Matysiaków, z których wypowiedzi wyziera niejakie umiarkowanie, reszta – powodowana wielką wolnością słowa, jaka zapanowała w naszej rodzinie od 1989 roku – galopuje raczej bez umiaru, powodowana a to chęcią prowokacji, a to swoimi emocjami. Emocje w rodzinie odgrywają zresztą bardzo dużą rolę, i to do tego stopnia, że spowodowały nawet ostatnio wizytę u jednego z blogerów przedstawicieli służb ochrony porządku publicznego z całkiem realnego świata. Wydarzenie to jest dowodem na to, że rodzina naszych Matysiaków zaczyna odgrywać rolę także w świecie realnym.


Relacje między członkami rodziny, o których wspomniałem powyżej, a także dodatkowo owa wizyta (acz niekoniecznie w tej kolejności) wywołały także u części blogerów chęć wykonania pracy organicznej czyli wypracowania pewnego systemu, który po wejściu w życie może spowodować, iż dyskusje w rodzinie mogą stać się nudniejsze, ograniczając się jedynie do rozmów na tematy czysto familijne typu urodziny lub wesela ( o pogrzebach przez łagodność mą nie chcę wspominać, ale i tak kiedyś przyjdzie na nie kolej). Nudniejsze, przynajmniej w konsekwencji, mogą te rozmowy stać się w przypadku zwycięstwa w świecie realnym zwolenników jedynie słusznej racji, bez względu na jej zabarwienie ideologiczne. Ileż to bowiem można dyskutować o powszechnie panującym szczęściu. Nie mam jednak wątpliwości, biorąc pod uwagę historię zbioru rodzin Matysiaków zwanym umownie Polską, że do takiego rozwoju sytuacji nie dojdzie. Pewnie i lepiej, również z wyżej wymienionych powodów.


Jest w Salonie – pardon – w rodzinie naszych Matysiaków, także kilku przedstawicieli starogreckich kierunków folozoficznych: stoików, cyników i takich tam, ale są to przedstawiciele raczej rzadkich gatunków fauny ludzkiej, dodający pikantości smakowi serwowanych podczas rodzinnych spotkań potraw. Podobnie jak i reprezentatnci wymierających lub już wymarłych (taką mam przynajmniej nadzieję) kierunków ideologicznych.

Podziałem jednak głównym w rodzinie jest dla mnie zebranie się jej członków w dwóch grupach: działających ad hoc i tych, którzy by chcieli, by z tych rozmów i dyskusji wynikło coś na przyszłość, niekoniecznie tylko tę najbliższą. Nie ukrywam, że sam się do tego ostatniego ugrupowania zaliczam.


Członkowie rodziny Matysiaków w sposobie wyrażania swych poglądów, w dużym stopniu dają dowód swej naiwności, jeśli idzie o rolę mediów, jako transmitera ich przekonań (o politykach i polityce przez grzeczność i dobre wychowanie nie wspominam). Zarzucają więc mediom, że szukają sensacji, są nieobiektywne. Naiwność polega na tym, że równie dobrze mogliby zarzucać np. rzemieślnikom, że produkują swoje wyroby i chcą je sprzedać, lub kupcom, że handlują swymi towarami  z chęci zysku. Od kiedy to współczesne media mają wychowywać? One po prostu handlują swym towarem i chcą go za wszelką cene sprzedać. A jak wiadomo informacja o tym, że pies pogryzł człowieka sprzedaje się gorzej od tej, iż człowiek pogryzl psa (niekiedy zdarzają się wyjątki od tej reguły. Naiwność w tym względzie prezentowana przez większość członków rodziny powoduje zupełne niepotrzebne zwiększenie ładunku emocjonalnego w dyskusjach. Zapraszani na rodzinne spotkania goście potwierdzają powyższą tezę. Pamietajmy więc, że dla utrzymania  barwności naszych spotkań opinie gości lub przyniesione przez nich plotki są ważne, acz nie bezwarunkowo.


Od czasu do czasu, jak to w rodzinie, ktoś się upije, ktoś popełni mezalians. Proszę jednak pamiętać, że to nie ekstremizmy decydują o całościowym wrażeniu. Zazwyczaj, w chwili zawierania ogólnego kompromisu, dochodzi do cięcia po skrzydłach, bo trudno raczej zawierać kompromis na bazie ekstremizmów.


I jeszcze jedno, rodzinę mamy bardzo dużą; mamy też kuzynów, w USA, w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Włoszech, a nawet w Australii (dziwi mnie, że nie w Rosji). Jedni wyjechali tam kilkadziesiąt lat temu, inni troche później. Piszą i opowiadają o swoich różnych doświadczeniach, fobiach, przekonaniach, a niekiedy i kompleksach. Oni też chcą przekonywać nas o słuszności swoich poglądów i decyzji. Jest to tym trudniejsze, że oni żyją tam, a my tutaj. Ich wpływ na nasze życie tutaj – jeśli ich decyzje o pozostaniu w nowych ojczyznach są poważne  - będzie i musi być siłą rzeczy niezbyt wielki. Bierzmy ich słowa pod uwagę, ale w naszym domu musimy decydowac sami. Bywaliśmy i bywamy u nich w odwiedzinach. Trudno jednak sądzić, że wszyscy nagle do nich wyjedziemy na stałe. Wtedy rodzina przestała by istnieć, a i oni nie byliby tym faktem bardzo zachwyceni.

A teraz już tak zupełnie na poważnie: nie zapomnijcie dzisiaj włączyć odbiorników – i nadajników także. Zaraz będzie kolejny odcinek Matysiaków w Salonie24. Chociaż nie, to już nie będzie kolejny odcinek, tylko trwała, bezpośrednia transmisja. 



lorenzo
O mnie lorenzo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (30)

Inne tematy w dziale Polityka