Oni w tym przypadku to również my – obywatele Polski. Wygrała bowiem także na razie demokracja, wygrała przy użyciu wszelkich dopuszczalnych prawem środków. A także – być może – i tych niedopuszczalnych, sądząc z wypowiedzi np. pp. Wałęsy, Michnika czy Havla, nie wspominając o p. Kaczmarku.
Rzecz w tym, iż po pierwsze wybory jeszcze się nie odbyły, a po drugie – jakoś nie wszyscy obywatele (sądząc po komentarzach i notkach w Salonie) będą w takim samym stopniu zadowoleni z tego wyniku, a przynajmniej działań do niego prowadzących.
Dyskusje te, podgrzewane seryjnymi konferencjami prasowymi wszystkich – no może nie wszystkich, bo PO, LiD, nie wspominając PSL jakoś praktycznie zniknęły z pola widzenia – stworzyły w zasadzie dość jednolity obraz sytuacji. Początkowo mieliśmy gwałtowny atak na PiS oparty na sensacjach sprokurowanych, nawiasem mówiąc, także przez PiS, który spowodował niejaką konfuzję zwolenników aktualnie rządzących. Ucichli nawet najbardziej zaangażowani w postaci grupy Radia Maryla, których jednak dzielnie zastępował FYM, zaskakując poziomem językowym, a nawet pozornym równym i nieagresywnym traktowaniem przeciwników. Ot, taki wilczek w owczej skórze. Typowych trolli pomijam, bo nie wypada o nich wspominać w towarzystwie.
Po kilkudziesięciu godzinach PiS przeszedł do efektownego natarcia, co jest jego niezbywalnym prawem, podobnie jak użyte środki. W konsekwencji adwersarze znaleźli się w odwrocie, tym bardziej że nie było i nie ma nadal alternatywy wyborczej. Nie ma, jako że zorganizowani przeciwnicy polityczni PiS w zasadzie nabrali wody w usta. Pomijam tu wołania na puszczy w wykonaniu LPR i Samoobrony. Na dodatek instytucjonalny Kościół Katolicki jednym głosem zaatakował ministra edukacji za próbę naruszenia jego zdobyczy (Kościoła, nie ministra). Problem o. Rydzyka zaczął się zgodnie z przypuszczeniami rozmywywać. Nawet ostatnia wypowiedź kardynała Dziwisza w gruncie rzeczy nie zmienia sytuacji, a jedynie zaciemnia jej ocenę.
Zastanawiać może spokój, a nawet bezradność PO. W zasadzie trudno się temu dziwić, jako że w tak przyzwyczajonym do ideologizacji życia społeczeństwie jakim są Polacy, tak bezideologiczna partia nie ma prawa osiagnąć jakiegoś znaczącego sukcesu. To, co PO osiągnęła do tej pory, czyli głównie znaczące wyniki w sondażach, zawdzięcza ona byciu na nie w stosunku do pp. Kaczyńskich et consortes, a także jakimś sentymentalnym ciągotom wykształciuchów nie popartych żadną pracą edukacyjną wobec społeczeństwa, i to zarówno w kwestiach gospodarczych jak i polityki wewnetrznej oraz zagranicznej. Nawet tzw. Program PO został ogłoszony przez J.M. Rokitę bez konsutacji z jego twórcami, nie mówiąc już o nominalnym przywódcy.
Trudno zatem liczyć na to, w przypadku zwolenników PO, że obywatele oddadza swój głos na tę partię szermując jedynie okrzykami o pełzającym zamachu stanu, dążeniu do normalności, brzydkich Kaczyńskich, szalonym Ziobro czy Macierewiczu (który jakoś dziwnie zniknął z horyzontu, przygotowując zapewne kolejną odsłonę raportu o służbach tajnych) i takich tam bzdurach. Jedynym usprawiedliwieniem, jakie można usłyszeć z ust przedstawicieli kierownictwa PO jest to, że jeszcze nie zaczęli kampanii wyborczej. Jak znam życie, to jeszcze długo jej nie zaczną, bo przecież nie wiadomo, czy do wyborów w ogóle dojdzie, więc po co się męczyć i pieniądze wydawać. O starej zasadzie walki rynkowej polegającej na utrzymywaniu dotychczasowych i zdobywaniu nowych klientów pewnie nie słyszeli. A może znowu/nadal liczą na POPiS?
PSL liczy na to, co zawsze, czyli utrzymanie stanu posiadania, a nawet jego powiększenie wskutek odejścia zwolenników Samoobrony, a poza tym ta partia od zawsze jest zwolennikiem starorosyjskiej taktyki “tisze budiesz, dalsze jediesz”. I pewno się nie zawiedzie, przecież w końcu realnie idzie tylko o kilkanaście mandatów w Sejmie, które zawsze są jakimś argumentem przetargowym. A jakieś tam wpływy pozostaną, nie mówiąc o dotacji z kasy państwowej. Dla PSL liczą się głównie samorządy, bo tam są jego wyborcy.
SLD zajęty kłótniami w swoim gronie, przy braku wyrazistych, nowych twarzy i wymieraniu starych zwolenników, chciałby utrzymać dotychczasowy poziom znaczenia na scenie politycznej. Chcąc niejako zmazać winy przeszłości wszedł w koalicję z centrowo-lewicującymi pozostałościami po UW i stworzył LiD. Taki ni pies ni wydra, coś na kształt świdra, by zacytowac klasyka. Jedną ideologią nie da się tego połączyć, podobnie jak okrzykami o powrocie do normalności czy przeciwstawianiu się pełzającemu zamachowi stanu. Problem generalnie w tym, że zamachu stanu dokonywali zazwyczaj przeciwnicy aktualnie rządzących, a nie rządzący – przynajmniej tak wynika z historii.
A PiS? No cóż, dzieli, by rządzić, szuka przeciwników tam gdzie są i gdzie ich nie ma. Atakuje kolejne grupy – po nauczycielach, adwokatach, sędziach, lekarzach przyszła kolej na bogaczy. O kimś zapomnialem? Wszystko to robione jest w sposób konsekwentny i medialny. Na wszystkich płaszczyznach! Z hasłami solidarnego państwa na ustach. Który z obywateli przeciwstawiłby się takiej koncepcji? PiS walczy z układem sił dawnych, a jak się go zniszczy, to będzie nowy układ, z którym trzeba walczyć. Przy okazji nie będą Niemcy pluli nam w twarz, podobnie jak Rosjanie i cały Kołchoz Europejski także. Bo my nie jacy tacy, ale przedmurze i w Iraku oraz Afganistanie krew przelewamy. Poza tym to ten Kołchoz musi sie rozlecieć, a pieniądze – jak twierdzi o. Rydzyk i nie tylko – wziąć trzeba, bo co się marnować będą. Tak chcemy my, wyborcy! I każdy, kto sądzi, że wyborca nie ma racji wobec takich argumentów, ten się myli. Bo polski wyborca takie argumenty rozumie, bo te argumenty mu po prostu odpowiadają i są dla niego przekonujące. A nie jakieś tam wykształciuchowskie memłanie, wspierane publicystyką GW. Pan Michnik i jego towarzysze z TVN24, Szkła Kontaktowego czy Polsatu powinni zrozumieć, że ich czas już minął. Nadszedł bowiem czas prostego obywatela, którego od zawsze każda dotychczasowa władza robiła w bambuko.
Proszę też zwrócić uwagę, że wszystkie perturbacje w polityce wewnętrznej (może poza problematyką polityki zagranicznej) są produkcji PiS, a nie wynikiem śledczych działań PO, Samoobrony, LPR czy LiD. Perturbacje te rozwiązywane są w sposób bezwzględny i konsekwentny, mimo oporu sił wroga posiłkującego się od zawsze korupcją.
A jak się komuś wyniki wyborów nie spodobają, to zawsze może wyjechać. Jest demokracja, nie ma dyktatury, więc droga wolna. A ci, którzy już wyjechali, niech siedzą tam, gdzie są i się cieszą, że im lepiej (lub gorzej). Mogą też z perspektywy bliższych i dalszych krajów nam doradzać, kibicować, no i tęsknić do wymarzonej, opuszczonej Ojczyzny.
No i co Wam chodzi wykształciuchy? A najważniejsze, że wygrała i nadal będzie wygrywać w Polsce demokracja!


Komentarze
Pokaż komentarze (56)