Pytanie Pana Siemińskiego o to, kto wymyślil te idiotyzmy jest w zasadzie pytaniem o miejsce Polski na aktualnej mapie Europy. Odpowiedź – w zasadzie akademicka – wyjaśnia także, jak wielki jest wpływ mediów, w tym przypadku telewizji, na życie społeczne.
Cala „debata” przypominala magiel, co prawda na wyższym poziomie niż osiedlowy, ale zawszeć. Charakter pytań można było sobie wyobrazić już mniej więcej tydzień temu, odpowiedzi jednak niekonieczne. A jednak niemal wszyscy obserwatorzy i kibice życia politycznego, poza przewidującymi klęskę tego przedsięwzięcia, którzy udali się na spacery z psem lub na przejażdżkę konną, oczekiwali ze strony obu polityków fajerwerków, zarówno słownych jak i intelektualnych. I mocno się zawiedli.
Całość bowiem stala się nagle dowodem na słuszność tez głoszonych przez krytyków aktualnego stanu politycznego Polski. Jeśli cala ta debata zostala podporządkowana wlaśnie zasadom funkcjonującym w telewizji, czyli drastyczne ograniczenie czasu wypowiedzi, wprowadzenie elementu ludycznego w postaci dwóch przeciwstawnych grup kbiców (zachowujących się zresztą jak na kibiców dwóch nielubiacych się drużyn czyli gwizdając, bucząc, choć to prawda – mogli się jeszcze pobić na wizji), czy wyznaczenie na moderatorów nieprzygotowanych i nienadających się do takiej roli dziennikarzy to czarno widzę. Brakowalo właściwie tylko tablicy pokazującej na bieżąco aktualny stan pojedynku.
Przed tą debatą słyszeliśmy, że jej przygotowaniem zajmowali się fachowcy z obu komitetów wyborczych. Jeśli więc taki jest poziom fachowości w tak, w było nie było, ważnej dziedzinie jak życie polityczno-spoleczne to ja dziękuję. Widzę ciemność w perspektywie. Jeśli ci fachowcy tak wyobrażają sobie nasze społeczeństwo, skoro zastosowali takie środki, to widzę jeszcze większą ciemność. Jeśli w końcu nasz naród wyobraża sobie, że tak powinna wyglądać debata publiczna przywódców dwóch z trzech największych ugrupowań partyjnych walczących w kampanii wyborczej i na podstawie takiej debaty chce podjąć decyzje o swojej przyszłości, to widzę jądro ciemności.
A jak sobie wyobrażę, że w kolejnej debacie może wziąć udzial przywódca partii szczycącej się do tej pory szczególnie nieudaną kampanią, to wolę mieć przez najbliższe cztery lata typową jesienna chandrę, aniżeli rozkoszować się kolejnymi dowodami nieudacznictwa. Nieudacznictwa zarówno ze strony fachowców od politycznego PR, jak i dziennikarzy, o politykach nie wspominając.
Kiedy przypomnę sobie dysputy toczone przez adwersarzy w naszym Salonie, mimo że czasem emocje braly górę nad meritum, czego dowodem choćby słownictwo niekiedy niewybredne. Ale przynajmniej w tych notkach, w komentarzach było życie, emocje. A w tej debacie? Sztuczność, sztuczność i wyobrażenia typu „Jak sobie maly Kazio wyobraża wielki świat”.
Salonie, czas wziąć sprawy w swoje ręce!


Komentarze
Pokaż komentarze (20)